21.05.2024, 02:05 ✶
Sebastian, Brenna, Peregrinus
Longbottom umknęła przed sięgającą po nią gałęzią. Zaklęcie Peregrinusa pomogło Sebastianowi wyswobodzić buty z drobnych korzeni, które próbowały powstrzymać go przed ruchem.
Magia krążąca w naturze nie uspokoiła się. Nadal czuli, że są obserwowani; jakby przyroda sprawdzała, jak daleko będą w stanie się posunąć. Pnącza poruszały się ponad ich głowami. Ściółka leśna drżała. Od strony leśnej barykady dochodziły krzyki. Czuli też woń dymu.
Sebastian i Peregrinus poczuli… poczuli coś jak skrzypienie z tyłu swoich głów. Jakby ktoś pukał…
Peregrinus
Pukanie przybrało na sile. Niemal poczułeś czyjś oddech na swojej szyi. I już jakby nie byłeś w tym samym lesie, co chwilę wcześniej. Zniknęła Longbottom, został za to Sebastian – ale jego półprzezroczysta postać (tak samo jak twoja własna) wskazywała na to, że nie był w tym miejscu obecny prawdziwym ciałem.
Las, w którym się teraz znajdowaliście był ciemny, ponury i pusty. Panowała tu ciemność, drzewa były ogołocone z liści a ziemia jałowa. Z nad niej unosiła się gęsta, biała mgła. Wszystko w niej tonęło.
Sekundę, może dwie przed tym, jak wróciłeś do siebie, usłyszałeś szloch dochodzący z głębi lasu. W rzeczywistości nikt nie płakał. I Brenna wróciła na swoje miejsce.
Sebastian
Pukanie przybrało na sile. Czułeś jak na twoim karku jeży się gęsia skórka. I tyle wystarczyło, byś już nie był w tym samym lesie, co chwilę wcześniej. Ten nowy był ogołocony z liści, wyrosły na jałowej ziemi, pochłonięty w mlecznej mgle. Niedaleko od ciebie, stał półprzezroczysty Peregrinus (ty też byłeś półprzezroczysty).
Nie słyszałeś szlochów, które on słyszał. Dostrzegłeś za to pulsowanie w głębi lasu. Wszystko co osobliwe (więc i pulsowanie) zniknęło, gdy wróciłeś do rzeczywistości.
Brenna
To było jak impuls. Szarpnięcie gałęzi, udany odskok w bok i nagle zobaczyłaś ją tak wyraźnie jak w Carlisle. Triona, kobieta spalona na stosie, tym razem w pełni sił, na długo przed tym jak zginęła. Klęczała na polanie i zrywała mlecze. Włosy opadały jej na twarz. Chusta, którą je zazwyczaj okrywała, leżała teraz na ziemi. Zerwane kwiaty układała w wiklinowym koszyku.
Drgnęła dopiero wtedy, gdy dostrzegła stojący nad nią cień.
- Wybaczcie, nie dostrzegłam was, panie – wybąkała, pochylając nisko głowę. – Nie jestem kłusowniczką. To tylko mlecze. Zrobię z nich miód. Miód jest dobry na gardło.
Biskup, też ubrany inaczej niż później, kiedy wydawał na nią wyrok śmierci, choć wciąż odpowiednio do stanu, w którym się znajdował, machnął niecierpliwie ręką.
- Wychodzi na to, że nie tylko ja lubię ten las – odparł. Brzmiał przyjaźnie, łagodnie. Zupełnie niegroźnie.
Kobieta posłała mu uniżone spojrzenie, a potem podniosła się z klęczek. Nie miała jednak aż tyle śmiałości, by wziąć do rąk koszyk. Wcisnęła za to na głowę chustkę.
- Ja wiem, co mówią ludzie… - zaczęła i urwała, gdy biskup ponownie uniósł przed nią upierścieniowaną rękę.
- A ja wiem, że uratowałaś tamtej dziewczynie życie. Jej i jej dziecku – wtrącił.
Zanim widmowidzenie rozmyło się, dostrzegłaś jeszcze wyraz głębokiego zaskoczenia malujący się na twarzy Triony.
Czas na odpis do 23.05, godzn. 21.00
@Brenna Longbottom @Peregrinus Trelawney @Sebastian Macmillan