21.05.2024, 02:43 ✶
Jeszcze nigdy podczas swoich występów nie zauważył kogoś, kto nie wpatrywał się w niego z fascynacją. Ta fascynacja mijała zwykle dokładnie w momencie, w którym muzyka przestawała grać - istniała więc przez krótki moment zabawy w akrobatę - ale to było wystarczające, aby nawet mimo piekielnie niskiej samooceny, porządnie napompować jego lwie ego. Oto i on - człowiek sinusoida. Tak, można było mieć wielkie ego i niską samoocenę, ale nie, nie było to lekkie, bo bardzo zależało ci na opinii innych. On oczywiście powiedziałby, że to nieprawda - nienawidzi społeczeństwa i w ogóle mu nie zależy, ale gdyby mu nie zależało, to by nikogo nie prowokował wyglądem i zachowaniem. Flynn był przypadkiem beznadziejnym, kimś dla kogo nieosiągalne było prowadzenie normalnego życia - zawsze musiał zahaczać o jakieś ekstremum, szybko popadał w uzależnienia i skrajności.
- Oh to mogę ci zagwarantować. - Zauważą go ludzie z każdego pieprzonego stoiska na Pokątnej, zauważą go ludzie z każdego zakamarka tej przeklętej ulicy i nie wiedział już sam, czy powinien bardziej śmiać się, czy płakać - że on, ukrywający się przestępca z Podziemi, miał teraz wystąpić w tym absurdalnym kostiumie i porwać publikę historią o igraniu z ogniem. - Bezczelnie pobawię się w Widzącego i przewidzę, że nikt nie będzie mógł oderwać ode mnie wzroku.
Spojrzał na ten pakunek i zagwizdał, czołgając się do niego po deskach sceny.
- Nie. - Sięgnął ręką po to opakowanie. - Tutaj nikt kto przynosi żarcie, nie jest traktowany jako intruz. - No, Elaine pewnie miała to gdzieś, ale w głębi duszy ona też pewnie miała ochotę coś przekąsić. Poza tym halo - rzadko ktoś przyprowadzał tutaj aż tak ładne blondynki. - Nie zdziwię się, jeżeli polubią cię bardziej niż mnie. Szczególnie w tej kiecce. - I dało się domyślić dlaczego - bo niby brzmiał, jakby chciał podzielić się zawartością prezentu, ale nawet mimo planu wyjścia z namiotu poczęstował się jako pierwszy. Następnie wstał. Bez żadnego trudu, w ogóle nie potrzebując do tego wsparcia rąk. Podał jej dłoń wolną od pączka, żeby pomóc jej w podniesieniu się. - Chodź. Nie będziesz przecież siedziała na podłodze.
I zabrał ją stąd, na prawdopodobnie najnudniejszą wycieczkę w historii wycieczek po cyrku, bo kompletnie nie potrafił o nim opowiadać.
- Oh to mogę ci zagwarantować. - Zauważą go ludzie z każdego pieprzonego stoiska na Pokątnej, zauważą go ludzie z każdego zakamarka tej przeklętej ulicy i nie wiedział już sam, czy powinien bardziej śmiać się, czy płakać - że on, ukrywający się przestępca z Podziemi, miał teraz wystąpić w tym absurdalnym kostiumie i porwać publikę historią o igraniu z ogniem. - Bezczelnie pobawię się w Widzącego i przewidzę, że nikt nie będzie mógł oderwać ode mnie wzroku.
Spojrzał na ten pakunek i zagwizdał, czołgając się do niego po deskach sceny.
- Nie. - Sięgnął ręką po to opakowanie. - Tutaj nikt kto przynosi żarcie, nie jest traktowany jako intruz. - No, Elaine pewnie miała to gdzieś, ale w głębi duszy ona też pewnie miała ochotę coś przekąsić. Poza tym halo - rzadko ktoś przyprowadzał tutaj aż tak ładne blondynki. - Nie zdziwię się, jeżeli polubią cię bardziej niż mnie. Szczególnie w tej kiecce. - I dało się domyślić dlaczego - bo niby brzmiał, jakby chciał podzielić się zawartością prezentu, ale nawet mimo planu wyjścia z namiotu poczęstował się jako pierwszy. Następnie wstał. Bez żadnego trudu, w ogóle nie potrzebując do tego wsparcia rąk. Podał jej dłoń wolną od pączka, żeby pomóc jej w podniesieniu się. - Chodź. Nie będziesz przecież siedziała na podłodze.
I zabrał ją stąd, na prawdopodobnie najnudniejszą wycieczkę w historii wycieczek po cyrku, bo kompletnie nie potrafił o nim opowiadać.
Koniec sesji
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.