21.05.2024, 07:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.05.2024, 07:42 przez Brenna Longbottom.)
- Cóż, pewnie wkrótce się przekonamy. Bachantek czy jak one się zwią albo jakichś dziwnych przedmiotów się spodziewam. W opuszczonych domach czarodziejów to norma... niedawno z Mav sprawdzałyśmy jeden dom, mugol odkupił go jakiś czas po śmierci czarodziejki, wykończył go jad bachanek właśnie, a ja utknęłam w piwnicy z jakimś dziwnym proszkiem... swoją drogą weszłyśmy tam nocą. Hm, to byłoby ciekawe, znaczy się, gdyby Cezar był magiem... ale w sumie czy nie jest jednak ciekawiej, jeśli osiągnąl to wszystko bez magii? - paplała Brenna po swojemu, po odsunięciu zasłon próbując zabrać się także za otwarcie okna. Zamarła, kiedy Thomas spytał, czy coś slyszała: ale dźwięk odsuwanych zasłon zagłuszył dźwięki, a miauknięcie było ciche. Odwróciła się ku mężczyźnie, gdy zaczął nawoływać Pazura... - Myślałam, że został z Lady w Londynie? Jest tu jakiś kot?
Dom miał być zamknięty na cztery spusty. Nie oznaczało to, że jakiś zwierzak nie mógł dostać się do środka, ale jeśli to zrobił, to Brennę trochę ten fakt niepokoił: bo przegapili jakieś uchylone okno albo ktoś kota tutaj wcześniej wpuścił.
Gdy Thomas zbliżył się do biurka, zobaczył pod nim ruch. Zarys kociej sylwetki, bardzo charakterystycznej: to musiał być albo Kapitan Pazur, albo kot bardzo do niego podobny. Zwierzak próbował wydostać się spod biurka, odpowiedzieć na wołanie... Ale nie zdołał. Zrobił dwa kroki zaledwie, po czym zatoczył się i przewrócił na granicy światła i cienia.
I teraz Figg mógł dostrzec, że przez bok kota ciągnęła się długa, nieładna rana. Świeża zapewne, bo krew pokrywająca gęste futro nie zdążyła zaschnąc, a on jeszcze przez moment patrzył na Thomasa, oczyma pełnymi bólu i prośby, jakby miał nadzieję, że ten zdoła mu pomóc...
A potem kocie ciało znieruchomiało. Okrągłe oczy zasnuła mgła.
Dom miał być zamknięty na cztery spusty. Nie oznaczało to, że jakiś zwierzak nie mógł dostać się do środka, ale jeśli to zrobił, to Brennę trochę ten fakt niepokoił: bo przegapili jakieś uchylone okno albo ktoś kota tutaj wcześniej wpuścił.
Gdy Thomas zbliżył się do biurka, zobaczył pod nim ruch. Zarys kociej sylwetki, bardzo charakterystycznej: to musiał być albo Kapitan Pazur, albo kot bardzo do niego podobny. Zwierzak próbował wydostać się spod biurka, odpowiedzieć na wołanie... Ale nie zdołał. Zrobił dwa kroki zaledwie, po czym zatoczył się i przewrócił na granicy światła i cienia.
I teraz Figg mógł dostrzec, że przez bok kota ciągnęła się długa, nieładna rana. Świeża zapewne, bo krew pokrywająca gęste futro nie zdążyła zaschnąc, a on jeszcze przez moment patrzył na Thomasa, oczyma pełnymi bólu i prośby, jakby miał nadzieję, że ten zdoła mu pomóc...
A potem kocie ciało znieruchomiało. Okrągłe oczy zasnuła mgła.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.