21.05.2024, 10:46 ✶
Olivia zaakcentowała to “jest”, bo przecież o to chodziło - że sama nie była do końca pewna, dlaczego Brenna nadal tkwiła na stanowisku brygadzistki, chociaż jej staż i zaangażowanie zdecydowanie wykraczały poza tę pracę. Według Quirke była ona stworzona do wyższych celów - większych. Ale… Jak już sama postanowiła: nie ma sensu na siłę pchać ludzi w szpony nowych prac i ambicji. Mogła tylko pomagać, nie była jakimś drogowskazem, by kierować innymi. Zwłaszcza że sama sobą nie potrafiła do końca kierować.
- Nie wiem, czy nie podeszła, ale na pewno nie jest aurorem. Nie wiem, Brenna jest… Inna - zawahała się. Niezbyt chciała plotkować o koleżance, gdy nie potrafiła ubrać w słowa tego, co chciała powiedzieć. Brenna była ambitna, zajęta, kochana i naprawdę troskliwa. Musiała mieć jakiś ważny powód, by nadal tutaj tkwić - innej opcji nie było. Inna było zaś ładniejszym określeniem na dziwna - i chociaż Olivia kochała w niej tę dziwność, to przecież nie chciała, by ktokolwiek zrozumiał ją na opak.
Gdyby nie wystraszyła się nadchodzącej kobiety, pewnie by odpowiedziała Tristanowi, że jest chyba jedyną osobą, której nie męczy jej wieczne paplanie. Ale wciąż czuła, jak serce łomotało jej w piersi - tym razem nie ze strachu, a po prostu ze wstydu. Próbowała się wytłumaczyć, by nie wyjść na chama, próbowała jakoś przeprosić ale im dalej w las tym bardziej było widać, że Olivia nie potrafi rozmawiać z obcymi. Wydawała się otwarta, pełna energii i życia, ale prawda była taka, że gdy kogoś nie znała, to potrafiła być cholernie niezręczna.
Ward miał ogromne szczęście, że kartkę z notesu zobaczyła tylko kelnerka. KOLEŻANKA. Gdyby Olivia to przeczytała, to chyba byłby koniec tego spotkania, a do kompletu dołączyłaby potężna awantura. Na szczęście Tristana jednak rudowłosa nie zaglądała w kartki, po prostu posłała mu pełne wdzięczności spojrzenie, nie interesując się tym, co zostało tam napisane.
- Dziękuję. Odpłynęłam gdzieś myślami, nie zauważyłam jej - mruknęła, wbijając wzrok w talerz. Rumieniec wstydu, malujący jej policzki na czerwono, odrobinę osłabł, ale wciąż jeszcze był wyraźnie widoczny. Sięgnęła po widelec i dziubnęła z podejrzliwością swoją potrawę. - Pisałeś, że ile mamy czasu?
- Nie wiem, czy nie podeszła, ale na pewno nie jest aurorem. Nie wiem, Brenna jest… Inna - zawahała się. Niezbyt chciała plotkować o koleżance, gdy nie potrafiła ubrać w słowa tego, co chciała powiedzieć. Brenna była ambitna, zajęta, kochana i naprawdę troskliwa. Musiała mieć jakiś ważny powód, by nadal tutaj tkwić - innej opcji nie było. Inna było zaś ładniejszym określeniem na dziwna - i chociaż Olivia kochała w niej tę dziwność, to przecież nie chciała, by ktokolwiek zrozumiał ją na opak.
Gdyby nie wystraszyła się nadchodzącej kobiety, pewnie by odpowiedziała Tristanowi, że jest chyba jedyną osobą, której nie męczy jej wieczne paplanie. Ale wciąż czuła, jak serce łomotało jej w piersi - tym razem nie ze strachu, a po prostu ze wstydu. Próbowała się wytłumaczyć, by nie wyjść na chama, próbowała jakoś przeprosić ale im dalej w las tym bardziej było widać, że Olivia nie potrafi rozmawiać z obcymi. Wydawała się otwarta, pełna energii i życia, ale prawda była taka, że gdy kogoś nie znała, to potrafiła być cholernie niezręczna.
Ward miał ogromne szczęście, że kartkę z notesu zobaczyła tylko kelnerka. KOLEŻANKA. Gdyby Olivia to przeczytała, to chyba byłby koniec tego spotkania, a do kompletu dołączyłaby potężna awantura. Na szczęście Tristana jednak rudowłosa nie zaglądała w kartki, po prostu posłała mu pełne wdzięczności spojrzenie, nie interesując się tym, co zostało tam napisane.
- Dziękuję. Odpłynęłam gdzieś myślami, nie zauważyłam jej - mruknęła, wbijając wzrok w talerz. Rumieniec wstydu, malujący jej policzki na czerwono, odrobinę osłabł, ale wciąż jeszcze był wyraźnie widoczny. Sięgnęła po widelec i dziubnęła z podejrzliwością swoją potrawę. - Pisałeś, że ile mamy czasu?