25.12.2022, 12:19 ✶
- Spotkania ze mną nigdy nie są nieręczne. Albo hm… albo zawsze są. Chyba zależy kogo spytać – oświadczyła Brenna z pewnym namysłem. Sama na pewno bardzo rzadko czuła się niezręcznie. Zdarzyło się jej to może ze dwa razy w życiu i zapewne wyparła te sytuacje dawno temu z pamięci. Ogółem należała do osób, które równie swobodnie będą się czuły w małej chatce na końcu świata, jak i w pałacu królewskim. I to niezależnie od towarzystwa.
Oczywiście, w drugą stronę nie zawsze to działało. Jej sposób bycia dla niektórych bywał przytłaczający albo denerwujący. Victoria jednak, mimo pewnej powagi i skłonności do poświęcania większości czasu samodoskonaleniu, zdawała się mieć na nią pewną tolerancję.
- Tak, pierwsza. Zwykle siadam przy tym stoliku tam, w rogu, ale dziś zdradził mnie z całą bandą facetów. Zamiast wyjść z dumnie uniesioną głową, postanowiłam wzbudzić w nim zazdrość, zadając się z innym stolikiem – powiedziała, wciąż z uśmiechem. Rozbawienie było teraz wypisane na całej jej twarzy, może dlatego, że Victoria podjęła jej dziką opowieść, a tego nie robił każdy. Zazwyczaj w podobny sposób reagowali Erik, Mavelle, ewentualnie Castiel.
- Nie, co ty – parsknęła. Jeśli szło o randki, to były dla niej czymś, co przytrafiało się innym. Nigdy nie była pod tym względem popularna i nigdy specjalnie o to nie zabiegała, jakoś traktując jako normę, że jej koledzy od najmłodszych lat filtrowali z Mavelle, a z nią omawiali wyniki ostatniego meczu quidditcha. – Byłam tu umówiona, ale na szczęście nie na żadną randkę, tylko pogawędkę w interesach. Na szczęście, bo gdyby to była randka, wystawienie okazałoby się dużo bardziej bolesne. Musiałabym się z rozpaczy upić albo coś takiego. W każdym razie… krzesło jest wolne – dodała jeszcze ostatnie słowa tak na wszelki wypadek, bo zdarzało się jej już usłyszeć, że wyraża się niezrozumiale.
- A ty, czekasz tu na kogoś? Bo jeżeli tak, mogę niedługo odstąpić mu ten towar deficytowy, jakim są w tej chwili krzesła w Dziurawym Kotle. Moja kawa chyba i tak zamieniła się w zimną, niezdatną do picia breję… - powiedziała, zaglądając do filiżanki. Brenna pijała kawy całkiem sporo, bo pozwalała utrzymać wysokie tempo życia, ale po prawdzie jeżeli szło o smak, zawsze była raczej fanką herbaty. – A, tylko nie mów tego innym Brygadzistom. Stracę reputację, że tego nie wypiłam. Brygadzista powinien być w stanie wypić kawę pod każdą postacią. Nawet jeżeli pływają w niej już zielone oczka.
Oczywiście, w drugą stronę nie zawsze to działało. Jej sposób bycia dla niektórych bywał przytłaczający albo denerwujący. Victoria jednak, mimo pewnej powagi i skłonności do poświęcania większości czasu samodoskonaleniu, zdawała się mieć na nią pewną tolerancję.
- Tak, pierwsza. Zwykle siadam przy tym stoliku tam, w rogu, ale dziś zdradził mnie z całą bandą facetów. Zamiast wyjść z dumnie uniesioną głową, postanowiłam wzbudzić w nim zazdrość, zadając się z innym stolikiem – powiedziała, wciąż z uśmiechem. Rozbawienie było teraz wypisane na całej jej twarzy, może dlatego, że Victoria podjęła jej dziką opowieść, a tego nie robił każdy. Zazwyczaj w podobny sposób reagowali Erik, Mavelle, ewentualnie Castiel.
- Nie, co ty – parsknęła. Jeśli szło o randki, to były dla niej czymś, co przytrafiało się innym. Nigdy nie była pod tym względem popularna i nigdy specjalnie o to nie zabiegała, jakoś traktując jako normę, że jej koledzy od najmłodszych lat filtrowali z Mavelle, a z nią omawiali wyniki ostatniego meczu quidditcha. – Byłam tu umówiona, ale na szczęście nie na żadną randkę, tylko pogawędkę w interesach. Na szczęście, bo gdyby to była randka, wystawienie okazałoby się dużo bardziej bolesne. Musiałabym się z rozpaczy upić albo coś takiego. W każdym razie… krzesło jest wolne – dodała jeszcze ostatnie słowa tak na wszelki wypadek, bo zdarzało się jej już usłyszeć, że wyraża się niezrozumiale.
- A ty, czekasz tu na kogoś? Bo jeżeli tak, mogę niedługo odstąpić mu ten towar deficytowy, jakim są w tej chwili krzesła w Dziurawym Kotle. Moja kawa chyba i tak zamieniła się w zimną, niezdatną do picia breję… - powiedziała, zaglądając do filiżanki. Brenna pijała kawy całkiem sporo, bo pozwalała utrzymać wysokie tempo życia, ale po prawdzie jeżeli szło o smak, zawsze była raczej fanką herbaty. – A, tylko nie mów tego innym Brygadzistom. Stracę reputację, że tego nie wypiłam. Brygadzista powinien być w stanie wypić kawę pod każdą postacią. Nawet jeżeli pływają w niej już zielone oczka.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.