21.05.2024, 15:58 ✶
Flynn wydał z siebie dźwięk świadczący o uldze, jaka rozeszła się po jego ciele.
- Chociaż tyle.
A tej burzy nie skomentował, bo wciąż nie podobało mu się to, jak bardzo Laurent był do niego podobny i jak dużo wiedzy o nim posiadał, jak wiele się domyślił... z perspektywy Flynna - chuj wie skąd. Nie widzieli się tyle pieprzonych lat i nagle jeden gościu zdawał się wiedzieć o nim wszystko. Okej, istnienie Widzących to nie był jakiś ewenement na skalę światową, ale nie potrafił dojść do tego, który z odłamów przebudzonego oka był tym jaki posiadał Laurent. Jasnowidz? To by nie zadawał tylu pytań i wcale nie szokowało go jego przybycie. Aurowidz? Zbyt wiele razy widział, jak Cain odczytuje wiszące wokół niego kolory, żeby teraz tego nie zauważać. Widmowidz? Do tego musiałby rozkładać jakieś świece. Grzebanie w snach wydało mu się najbardziej prawdopodobnie - zresztą on sam dużo o nich pieprzył - ale jego sny od zawsze były dziwne, inne, z jego rozumienia tego jak działało to w głowach innych - niespotykane. Zadając tyle pytań, zadałby pytanie i o to.
Poszedł za nim do kuchni, ale z zaproszenia do napicia się wody nie skorzystał.
- Czyli chcesz mieć kryjówkę - zauważył, szukając sobie miejsca, w którym mógłby stanąć. Ostatecznie oparł się biodrami o jedną z szafek, splótł swoje ręce na wysokości klatki piersiowej i spoglądał na niego zza roztrzepanych kosmyków, które opuściły luźno zaciśniętą frotkę pod wpływem szalejącego wcześniej wiatru. Był już całkowicie pewny, że następnego dnia zetnie włosy. Denerwowały go coraz bardziej. - Uhh, zadajesz mi za dużo pytań jednocześnie - wywrócił oczami. - Zależy jaką - odpowiedział najpierw na drugie z nich. - A ten foch czemu cię w ogóle obchodzi? Pokłóciliśmy się, bo ja chciałem iść potańczyć, a on był zmęczony. - Nie wydawał się być tym głęboko poruszony, ale wtedy... cóż. I jeszcze ta rozmowa z wczoraj, w której Alexander powiedział mu, że nie będzie się nim publicznie chwalił, bo muszą zachować pozory. Heh. I robili mu to oboje. Strasznie się o to oburzał, póki nie zrozumiał, jak bardzo bolało to też ich dwójkę. Aktualnie miał zamiar dać temu czas.
Pociągnął nosem dwa razy, aż wreszcie kichnął, zasłaniając nos i usta łokciem.
- Chociaż tyle.
A tej burzy nie skomentował, bo wciąż nie podobało mu się to, jak bardzo Laurent był do niego podobny i jak dużo wiedzy o nim posiadał, jak wiele się domyślił... z perspektywy Flynna - chuj wie skąd. Nie widzieli się tyle pieprzonych lat i nagle jeden gościu zdawał się wiedzieć o nim wszystko. Okej, istnienie Widzących to nie był jakiś ewenement na skalę światową, ale nie potrafił dojść do tego, który z odłamów przebudzonego oka był tym jaki posiadał Laurent. Jasnowidz? To by nie zadawał tylu pytań i wcale nie szokowało go jego przybycie. Aurowidz? Zbyt wiele razy widział, jak Cain odczytuje wiszące wokół niego kolory, żeby teraz tego nie zauważać. Widmowidz? Do tego musiałby rozkładać jakieś świece. Grzebanie w snach wydało mu się najbardziej prawdopodobnie - zresztą on sam dużo o nich pieprzył - ale jego sny od zawsze były dziwne, inne, z jego rozumienia tego jak działało to w głowach innych - niespotykane. Zadając tyle pytań, zadałby pytanie i o to.
Poszedł za nim do kuchni, ale z zaproszenia do napicia się wody nie skorzystał.
- Czyli chcesz mieć kryjówkę - zauważył, szukając sobie miejsca, w którym mógłby stanąć. Ostatecznie oparł się biodrami o jedną z szafek, splótł swoje ręce na wysokości klatki piersiowej i spoglądał na niego zza roztrzepanych kosmyków, które opuściły luźno zaciśniętą frotkę pod wpływem szalejącego wcześniej wiatru. Był już całkowicie pewny, że następnego dnia zetnie włosy. Denerwowały go coraz bardziej. - Uhh, zadajesz mi za dużo pytań jednocześnie - wywrócił oczami. - Zależy jaką - odpowiedział najpierw na drugie z nich. - A ten foch czemu cię w ogóle obchodzi? Pokłóciliśmy się, bo ja chciałem iść potańczyć, a on był zmęczony. - Nie wydawał się być tym głęboko poruszony, ale wtedy... cóż. I jeszcze ta rozmowa z wczoraj, w której Alexander powiedział mu, że nie będzie się nim publicznie chwalił, bo muszą zachować pozory. Heh. I robili mu to oboje. Strasznie się o to oburzał, póki nie zrozumiał, jak bardzo bolało to też ich dwójkę. Aktualnie miał zamiar dać temu czas.
Pociągnął nosem dwa razy, aż wreszcie kichnął, zasłaniając nos i usta łokciem.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.