21.05.2024, 17:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.05.2024, 18:08 przez Jonathan Selwyn.)
Jonathan już miał opowiedzieć pewną piękną historię ze swojego krótkiego wyjazdu do Niemiec sprzed wielu lat, która świetnie podkreśliłaby to czemu czasem może jednak należało wierzyć w karmę, ale zorientował się, że przez powagę sytuacji nie miał ochoty na odkoloryzowywanie tej historii, a jeśli jej nie podkoloryzuje, to morał, który zamierzał przedstawić nie będzie miał sensu. Może więc innym razem.
– Działanie zdecydowanie przyniesie więcej rezultatów – zgodził się, wpatrując się w czerwień aury czarownicy. Czy miał się martwić tym, jaka pogodzona z tą sytuacją się wydawała, czy też wręcz przeciwnie, uznać to za dobry znak, że wiedziała co robi, a propozycja, ktorą mu przedstawiła nie była jedynie wynikiem silnych emocji. To znaczy nawet wtedy by się zgodził. Nim akurat silne emocje targały.
Pokręcił głową. Wycofać się? Jeszcze czego. Położył dłoń na swoim sercu tak teatralnie, jak tylko się dało.
– Brenno, masz moje słowo, że jestem gotowy na działanie z wami i nie wycofam się, bo uznam, że zrobiło się dla mnie zbyt niebezpieczne. A jeśli z jakiegoś powodu nie będę zdolny do dalszych działań, będę milczeć jak grób na ten temat i zrobię wszystko co w mojej mocy, by i tak was wspierać. – Chciał dramatycznie dodać, że nawet śmierć go nie powstrzyma, ale nie chciał wyjść na nekromantę.
Gdzieś głęboko w jego umyśle, jego wewnętrzny Anthony właśnie uznał go za nierozsądnego. Ale przecież to nie była jakaś umowa handlowa, aby się nad tym zastanawiać. To było coś zupełnie innego. Ważniejszego. Tu chodziło o bezpieczeństwo ich wszystkich, a zwłaszcza czarodziejów, których krew nie była czysta. I jego bliskich. Miał bliskich, którzy mogli być zagrożeni. Pomyślał o chłopcach Charlotte. Nawet jeśli na razie celem byli czarodzieje mugolskiego pochodzenia, to fanatycy mieli to do siebie w zwyczaju, że pogrążali się w swoim szaleństwie bardziej i bardziej. Zresztą może ktoś postanowiłby ukarać jego przyjaciółkę za to, że śmiała wyjść za kogoś mugolskiej krwi? A Longbottomowie? Przy ich zawodzie i podejściu do wielu rzeczy też mogliby być dalszym celem. Anthony... Anthony poza przyjaźnią z Morpheusem i Lottie był bezpieczny, ale... Ale nie chciał by jego przyjaciel niechcący się w coś wpakował, trafił w złe miejsce o niewłaściwym czasie. Poza tym, kto wie jakim "odstającym od normy" grupom Śmierciożercy wypowiedzą wojnę, gdy zaczną się nudzić? Zresztą chaos w kraju nie był dla nikogo bezpieczny. Tak. Podejmował dobrą decyzję.
Na informacje kto im przewodził uśmiechnął się szeroko i zaśmiał się krótko z pewnym niedowierzaniem.
– No proszę. A więc to tak. Czyli jednak kłamstwem jest, że po skończeniu Hogwartu można spokojnie zapomnieć o tym, że nauczyciele kiedyś czegoś od ciebie chcieli – zażartował. Dumbledore. Świetnie. Inicjatywa rzeczywiście była poważną.
Skinął głową na dalsze informacje. Brenna mogła zauważyć, że nawet jeśli Jonathan wciąż zachowywał się jak Jonathan, to tego dnia rzucał nieco mniej radosnych uśmiechów, czy wesołych historyjek.
– Zbieranie informacji, obserwowanie ludzi w Ministerstwie, wchodzenie tam gdzie się nie powinno... Myślę – Nie myślał. Wiedział. – Że w tym jestem całkiem dobry. Oczywiście jak już mówiłem służę pomocą we wszystkim w czym tylko mogę. Dziękuję, że obdarzyłaś mnie zaufaniem Brenno. Nie zawiodę go.
– Działanie zdecydowanie przyniesie więcej rezultatów – zgodził się, wpatrując się w czerwień aury czarownicy. Czy miał się martwić tym, jaka pogodzona z tą sytuacją się wydawała, czy też wręcz przeciwnie, uznać to za dobry znak, że wiedziała co robi, a propozycja, ktorą mu przedstawiła nie była jedynie wynikiem silnych emocji. To znaczy nawet wtedy by się zgodził. Nim akurat silne emocje targały.
Pokręcił głową. Wycofać się? Jeszcze czego. Położył dłoń na swoim sercu tak teatralnie, jak tylko się dało.
– Brenno, masz moje słowo, że jestem gotowy na działanie z wami i nie wycofam się, bo uznam, że zrobiło się dla mnie zbyt niebezpieczne. A jeśli z jakiegoś powodu nie będę zdolny do dalszych działań, będę milczeć jak grób na ten temat i zrobię wszystko co w mojej mocy, by i tak was wspierać. – Chciał dramatycznie dodać, że nawet śmierć go nie powstrzyma, ale nie chciał wyjść na nekromantę.
Gdzieś głęboko w jego umyśle, jego wewnętrzny Anthony właśnie uznał go za nierozsądnego. Ale przecież to nie była jakaś umowa handlowa, aby się nad tym zastanawiać. To było coś zupełnie innego. Ważniejszego. Tu chodziło o bezpieczeństwo ich wszystkich, a zwłaszcza czarodziejów, których krew nie była czysta. I jego bliskich. Miał bliskich, którzy mogli być zagrożeni. Pomyślał o chłopcach Charlotte. Nawet jeśli na razie celem byli czarodzieje mugolskiego pochodzenia, to fanatycy mieli to do siebie w zwyczaju, że pogrążali się w swoim szaleństwie bardziej i bardziej. Zresztą może ktoś postanowiłby ukarać jego przyjaciółkę za to, że śmiała wyjść za kogoś mugolskiej krwi? A Longbottomowie? Przy ich zawodzie i podejściu do wielu rzeczy też mogliby być dalszym celem. Anthony... Anthony poza przyjaźnią z Morpheusem i Lottie był bezpieczny, ale... Ale nie chciał by jego przyjaciel niechcący się w coś wpakował, trafił w złe miejsce o niewłaściwym czasie. Poza tym, kto wie jakim "odstającym od normy" grupom Śmierciożercy wypowiedzą wojnę, gdy zaczną się nudzić? Zresztą chaos w kraju nie był dla nikogo bezpieczny. Tak. Podejmował dobrą decyzję.
Na informacje kto im przewodził uśmiechnął się szeroko i zaśmiał się krótko z pewnym niedowierzaniem.
– No proszę. A więc to tak. Czyli jednak kłamstwem jest, że po skończeniu Hogwartu można spokojnie zapomnieć o tym, że nauczyciele kiedyś czegoś od ciebie chcieli – zażartował. Dumbledore. Świetnie. Inicjatywa rzeczywiście była poważną.
Skinął głową na dalsze informacje. Brenna mogła zauważyć, że nawet jeśli Jonathan wciąż zachowywał się jak Jonathan, to tego dnia rzucał nieco mniej radosnych uśmiechów, czy wesołych historyjek.
– Zbieranie informacji, obserwowanie ludzi w Ministerstwie, wchodzenie tam gdzie się nie powinno... Myślę – Nie myślał. Wiedział. – Że w tym jestem całkiem dobry. Oczywiście jak już mówiłem służę pomocą we wszystkim w czym tylko mogę. Dziękuję, że obdarzyłaś mnie zaufaniem Brenno. Nie zawiodę go.