Nicholas także potrafił zaskakiwać, kiedy miał na to ochotę. W końcu był chodzącą tajemnicą, zagadką, która nie wiadomo kiedy zadziała niespodziewanie i jaki ruch wykona. Tutaj z kolei może w ten sposób chciał Rodolphusowi wynagrodzić pomoc, jaką mu udzielił? Podziękować tym niespodziewanym buziakiem w stron, nie musząc mówić żadnych słów? Odebrał przy tym herbatę i skierował się na kanapę. Gdzie mogliby nie tylko sobie wypić ale i porozmawiać. Nie bez powodu Travers poruszył temat Laurenta Prewetta, dopytując przy okazji czy pamiętał tamten wywiad. O którym oczywiście Lestrange wspomniał, ale może mózg Nicholasa nie zarejestrował szybko tej informacji. Widocznie jeszcze nie w pełni doszedł do siebie.
Temat przejażdżki na abraksanach, Nicholas zostawił. Nie chciał zagłębiać się w powód, dla którego nagle choroba się uaktywniła. Ale też nie przejażdżka konna na lądzie i w powietrzu, nie powinna być tego przyczyną. Choroba jest nieprzewidywalna. Ostatnio miał jej nawrót w pracy. A dzień wcześniej nie robił nic wysiłkowego.
- Też nie chciało mi się w to uwierzyć.Przyznał szczerze, lecz znany z tego, że nie umiał w żarty, nie mógł tutaj blefować. Dlatego też spojrzał na Rodolphusa poważnie, zdecydowanie zgadzając się z jego słowami. Ale niestety to, co wczoraj usłyszał, brzmiało zaskakująco dziwnie prawdziwe?
- Tak. Mówię poważnie. Sam byłem tym zaskoczony.
Potwierdził. Westchnął i sięgnął po kubek z herbatą. Lecz nim upił łyk, postanowił dodać parę słów do tej wypowiedzi.
- Nie wiem, czy padło takie polecenie od góry, czy ten śmierciożerca postanowił zaatakować z własnych pobudek? Własnej zemsty?
Wzruszył ramionami jakby sam nie wiedział jak to ocenić. Upił łyk i odstawił kubek na ławę.
- Ciekawe jest to, że był sam. Z kolei Laurent miał obstawę w swojej posiadłości. Jakby było zaplanowane, albo przewidzieli, że ktoś postanowi go zaatakować. Laurenta. A tutaj próbowało zastraszyć? I to konie?
Oparł się plecami o oparcie kanapy i spojrzał na Lestrange’a, szukając w tym wszystkim logiki. Czy słyszał coś o tym zdarzeniu? Nie zawsze bywali w Kromlechu, ale może jemu coś obiło się o uszy?