21.05.2024, 21:07 ✶
Była... W sumie to nie do końca wiedziała czy zła, czy rozbawiona. Zła, bo sama miała wziąć udział w tym widowisku. Rozbawiona, bo... Miała wziąć udział w tym widowisku! Cholera jasna, gdyby matka nie przyłapała jej przez okno z Tristanem, to najpewniej skończyłaby jako jedna z tych biednych uczestniczek, które w tej chwili właśnie odpowiadały na pytania prowadzącej oraz mężczyzny, który miał teraz wybierać swoją partnerkę. Z tego co powiedziała jej pani Quirke, to list ze zgłoszeniem był już napisany i gotowy do wysyłki. Jeszcze chwila i do organizatorki randki w ciemno poleciałaby sowa z odpowiedziami na dziwne pytania, na które nie odpowiadałaby ona sama, a jej własna mać. Rudowłosa mogła wiele wybaczyć swojej rodzicielce, ale to... To było przegięcie.
Nie mogła jednak chociaż nie zerknąć, w co prawie ją rodzona matka wpakowała. Postanowiła nie niepokoić ani Aveliny, ani Tristana, ani w sumie nikogo innego, i po prostu samej przyjść do Kotła, spodziewając się, że i tak będzie tu ktoś znajomy. W końcu Olivia dość często przesiadywała w Dziurawym Kotle, więc kojarzyła niektórych stałych bywalców. Z niektórymi piła nawet piwo, a z innymi coś mocniejszego. O tyle dobrze, że rozsiadała się tutaj, gdy jej emocje i myśli się uspokoiły. Jej pokręcona przeszłość miała swój pik w zupełnie innym miejscu, mugolskim - na szczęście, bo dzięki temu to, co się kiedyś wydarzyło, nie dotarło do uszu czystokrwistej części społeczeństwa.
Gdy weszła do środka, przez chwilę myślała, że źle trafiła. Co to był za wystrój? Czerwone serwetki na stolikach, inny ich układ... Musiało minąć dobrych kilka sekund, zanim nie przyzwyczaiła się do tego nowego, zaskakującego widoku.
- Ależ tu... Miłośnie - nie mogła się powstrzymać, by nie odezwać do siebie samej. Dwie osoby z boku zerknęły na nią podejrzliwie, ale jakoś niezbyt się tym przejęła. Była w końcu prawie u siebie, prawda? Niemalże tanecznym krokiem podeszła do baru. Taneczny krok wynikał jednak nie z jej wyśmienitego nastroju, a z faktu, że lawirowała między czarodziejami i czarownicami, starając się na nikogo nie wpaść. I jej się to udało! W jednym kawałku dopadła do kontuaru. Ach, gdyby tylko wiedziała, że minęła się właśnie z Brenną! W życiu by się nie spodziewała jej tu zastać! Pewnie by zapytała, czy to nie jest jakiś podstęp, bo gdzie Brenna, tam doły albo kłopoty. Ale minęły się, na szczęście dla otoczenia, a przynajmniej tak mogło się wydawać z początku. Bo gdy Olivia dopchała się do baru, to wyciągnęła rękę, by zwrócić na siebie uwagę osoby, która za ladą stała. I tak się niefortunnie złożyło, że potrąciła rękę, w której Charles Mulciber trzymał zamówione piwo.
- Kurwa! Przepraszam! - pisnęła, rozszerzając oczy w przerażeniu. Tylko nie piwo! Zachwiała się sama na wysokich obcasach, w których co prawda umiała chodzić, ale nie pisała się na łapanie piwa. Wyciągnęła drugą rękę, próbując złapać kufel, by jakoś go ustabilizować, nie chciała przecież by trunek rozlał się na jakiegoś faceta, którego potrąciła ze swojej winy, ale - och, jak to w życiu Olivii bywa - tylko pogorszyła sprawę i zamiast uratować kufel przed uronieniem kilku kropel, to sprawiła, że piwo po prostu się rozlało z wielkim, niemal słyszalnym chlust.