21.05.2024, 21:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.05.2024, 22:20 przez Florence Bulstrode.)
Florence, owszem, była i nawet obudziła się chwilę wcześniej, z dziwnego, nieco niepokojącego snu. W chwili, w której Atreus zapukał do drzwi, sięgnęła więc po niebieski szlafrok i wstała z łóżka.
Gdy jeszcze idąc usłyszała o „małym problemie” przemieściła się do drzwi w błyskawicznym jak na siebie tempie. Mały problem Atreusa mógł równie dobrze oznaczać, że zginęło mu ulubione pióro i chciał spytać, czy wie, gdzie je znajdzie, że pod drzwiami stała jedna z jego szalonych eks, jak że w salonie leżał trup i nie był pewny, co zrobić.
Ledwo jednak otworzyła i obrzuciła go spojrzeniem, natychmiast zrozumiała, o co chodzi.
– Tylko nos? – spytała rzeczowo, sięgając bez wahania do jego twarzy. Był zimny: jak zawsze w ostatnich tygodniach. Dotyk skóry jego i Patricka wciąż zdawał się nienaturalny pod opuszkami palców, mimo to Florence nie cofnęła dłoni, ostrożnie badając opuchliznę. – Chodź i siadaj, trzeba się upewnić zaklęciem, że nie jest złamany – zakomenderowała, przesuwając się, by zrobić mu miejsce i wskazując kanapę. Jak niemal zawsze, wnętrze było idealnie czyste i wszystko stało tutaj wręcz pod linijkę. Florence tolerowała pewien chaos w reszcie domu, przyjmując do wiadomości, że to wspólne przestrzenie, ale jej własna sypialnia i „salon” były urządzone w raczej dość minimalistycznym stylu, w bieli, brązie, szarości i krukońskich błękitach, pozbawione bibelotów i zawsze utrzymywane w nienagannym porządku.
Początkowo nawet nie zamierzała pytać, co się stało. Przestała już jakiś czas temu, z pewną rezygnacją przyjmując, że praca braci jest niebezpieczna, a ten młodszy wdawał się, wdaje i będzie wdawać w bójki, a ona może tylko patrzeć na niego oceniająco i liczyć, że kiedyś trochę wydorośleje. Kiedy jednak sięgnęła po różdżkę, zamarła na moment i spojrzenie jej jasnych, chłodnych oczu, stało się uważniejsze. Bo Atreus nie wyglądał, jakby wychodził do pracy czy ze znajomymi, a ona była właściwie pewna, że wcześniej widziała go w domu i że tego wieczora nie miał dyżuru… A w domu to przecież mógł pobić się tylko z jedną osobą!
Bogowie, oby to była ta osoba, a nie okazało się, że odwiedził ich Laurent.
– Pobiłeś się z Orionem?
Gdy jeszcze idąc usłyszała o „małym problemie” przemieściła się do drzwi w błyskawicznym jak na siebie tempie. Mały problem Atreusa mógł równie dobrze oznaczać, że zginęło mu ulubione pióro i chciał spytać, czy wie, gdzie je znajdzie, że pod drzwiami stała jedna z jego szalonych eks, jak że w salonie leżał trup i nie był pewny, co zrobić.
Ledwo jednak otworzyła i obrzuciła go spojrzeniem, natychmiast zrozumiała, o co chodzi.
– Tylko nos? – spytała rzeczowo, sięgając bez wahania do jego twarzy. Był zimny: jak zawsze w ostatnich tygodniach. Dotyk skóry jego i Patricka wciąż zdawał się nienaturalny pod opuszkami palców, mimo to Florence nie cofnęła dłoni, ostrożnie badając opuchliznę. – Chodź i siadaj, trzeba się upewnić zaklęciem, że nie jest złamany – zakomenderowała, przesuwając się, by zrobić mu miejsce i wskazując kanapę. Jak niemal zawsze, wnętrze było idealnie czyste i wszystko stało tutaj wręcz pod linijkę. Florence tolerowała pewien chaos w reszcie domu, przyjmując do wiadomości, że to wspólne przestrzenie, ale jej własna sypialnia i „salon” były urządzone w raczej dość minimalistycznym stylu, w bieli, brązie, szarości i krukońskich błękitach, pozbawione bibelotów i zawsze utrzymywane w nienagannym porządku.
Początkowo nawet nie zamierzała pytać, co się stało. Przestała już jakiś czas temu, z pewną rezygnacją przyjmując, że praca braci jest niebezpieczna, a ten młodszy wdawał się, wdaje i będzie wdawać w bójki, a ona może tylko patrzeć na niego oceniająco i liczyć, że kiedyś trochę wydorośleje. Kiedy jednak sięgnęła po różdżkę, zamarła na moment i spojrzenie jej jasnych, chłodnych oczu, stało się uważniejsze. Bo Atreus nie wyglądał, jakby wychodził do pracy czy ze znajomymi, a ona była właściwie pewna, że wcześniej widziała go w domu i że tego wieczora nie miał dyżuru… A w domu to przecież mógł pobić się tylko z jedną osobą!
Bogowie, oby to była ta osoba, a nie okazało się, że odwiedził ich Laurent.
– Pobiłeś się z Orionem?