25.12.2022, 15:05 ✶
„Nie dałabyś rady” – brzmiało jak wyzwanie, nawet jeśli miała przecież świadomość, że jej żołądkowi było daleko do tych, co mieścili w sobie Longbottomowie. Ci potrafili wchłonąć niepojęte ilości jedzenia i mimo że znała ich przecież całe swoje życie, nadal widok znikającej góry żywności wzbudzał swego rodzaju podziw.
Przerażenie zresztą też, bo wiecznie zachodziła w głowę, czy przypadkiem zaraz któreś kuzynów nie pęknie niczym balon, po szturchnięciu palcem. Niemniej lata mijał, do niczego takiego nie dochodziło i…
… dobrze, bardzo dobrze, oby nadal Longbottomowskie brzuszki wiernie służyły swym właścicielom.
Niemniej nie myślała teraz o kuzynach – nawet jeśli liczba sześćdziesięciu pączków niemalże dosłownie jeżyła włos na głowie (chyba Bren nie zamierzała tego wszystkiego zjeść w pojedynkę…?) - tylko o swoim żołądku. A ten… no, nie chciał się zadowolić tylko jednym, jedynym, za dużo tu było wszak zapachów, które kusiły, wabiły, skłaniały do skosztowania, czego się tylko dało. Aż nie pozostanie nic innego, jak wyciągnąć się na kanapie i stękać, jak to bardzo nie jest objedzonym i że zaraz się po prostu pęknie.
- No nie wiem. Może jednak? – zażartowała i niuchnęła, skupiając się na zapachu podsuniętego pączka. Apetyczny, tak samo jak i każdy inny! - Sądzę, że nie będzie tu żadnego, który by mi nie posmakował – oświadczyła z pewnością w głosie.
Wgryzłszy się zaś w wybranego pączka, dość szybko poczuła, że zachodzą jakieś zmiany. Odruchowo wolą ręką dotknęła twarzy i… dotknęła wibrysów. - Och – wyrwało się, a zaraz potem uświadomiła sobie jeszcze jedną rzecz – Ej, Bren, Erik! Nora jest genialna, teraz mogę chyba poczuć zapach każdej istniejącej cząsteczki! – wypaliła, intensywnie niuchając w powietrzu.
W końcu i tak już miała wyostrzony węch w stosunku do innych ludzi, a co dopiero, gdy został dodatkowo wzmocniony…
… chyba będzie musiała zamówić większą ilość. Zwłaszcza że widziała w tym całkiem praktyczne zastosowanie.
Przerażenie zresztą też, bo wiecznie zachodziła w głowę, czy przypadkiem zaraz któreś kuzynów nie pęknie niczym balon, po szturchnięciu palcem. Niemniej lata mijał, do niczego takiego nie dochodziło i…
… dobrze, bardzo dobrze, oby nadal Longbottomowskie brzuszki wiernie służyły swym właścicielom.
Niemniej nie myślała teraz o kuzynach – nawet jeśli liczba sześćdziesięciu pączków niemalże dosłownie jeżyła włos na głowie (chyba Bren nie zamierzała tego wszystkiego zjeść w pojedynkę…?) - tylko o swoim żołądku. A ten… no, nie chciał się zadowolić tylko jednym, jedynym, za dużo tu było wszak zapachów, które kusiły, wabiły, skłaniały do skosztowania, czego się tylko dało. Aż nie pozostanie nic innego, jak wyciągnąć się na kanapie i stękać, jak to bardzo nie jest objedzonym i że zaraz się po prostu pęknie.
- No nie wiem. Może jednak? – zażartowała i niuchnęła, skupiając się na zapachu podsuniętego pączka. Apetyczny, tak samo jak i każdy inny! - Sądzę, że nie będzie tu żadnego, który by mi nie posmakował – oświadczyła z pewnością w głosie.
Wgryzłszy się zaś w wybranego pączka, dość szybko poczuła, że zachodzą jakieś zmiany. Odruchowo wolą ręką dotknęła twarzy i… dotknęła wibrysów. - Och – wyrwało się, a zaraz potem uświadomiła sobie jeszcze jedną rzecz – Ej, Bren, Erik! Nora jest genialna, teraz mogę chyba poczuć zapach każdej istniejącej cząsteczki! – wypaliła, intensywnie niuchając w powietrzu.
W końcu i tak już miała wyostrzony węch w stosunku do innych ludzi, a co dopiero, gdy został dodatkowo wzmocniony…
… chyba będzie musiała zamówić większą ilość. Zwłaszcza że widziała w tym całkiem praktyczne zastosowanie.
296/958