21.05.2024, 22:10 ✶
Brenna pamiętała Trelawneya - kojarzyła mężczyznę z Hogwartu, a wiosną pomógł jej w mało przyjemnej sytuacji - ale z daleka go nie rozpoznała, skupiona na Sebastianie. A potem już wokół zapanował chaos i skupiła się z kolei na tym, że las usiłował ich zamordować. Nie miała nawet okazji spytać, dlaczego spodziewali się, że cokolwiek mogłoby grozić właśnie jej.
Unikając straciła na moment równowagę, zwłaszcza że ledwo sekundę później widziała znów przeszłość lasu, Trionę zielarkę, i drania biskupa. W innych okolicznościach może skupiłaby się na tym bardziej: na tym, że starannie wybrał ofiarę, że zdecydował się na kobietę, która pochodziła z lasu i leczyła innych, że wcześniej z nią rozmawiał. W tej chwili jednak nie miało to dla Brenny znaczenia.
Poderwała się z trawy. Las nie atakował, ale wciąż nie był zwykłym lasem: zdawał się bytem odmienionym przez magię, żywym, nieprzyjaznym, gotowym do ataku.
Nic dziwnego, że niektórzy wierzyli, że to Inglewood.
- Kurwa, kurwa, kurwa - wyrzuciła z siebie, rzucając się ku ścianie z roślinności, szukając jakiegoś miejsca, przez które dałoby się przedostać z powrotem. Las atakował, las się bronił, zostawił ich chwilowo w spokoju, ale łatwo było domyśleć się, że jeśli spróbuje wyciąć sobie drogę przez rośliny, ty spróbują ją zadusić.
Gdzieś tam był mężczyzna, który podpalił ośrodek i został porwany przez roślinność.
Basilius i Isaac znikli im z oczu pośród krzewów i może właśnie gałęzie rozrywały ich na strzępy. Czuła zapach dymu. Słyszała krzyki.
Miotałaby się tak przy leśnej barierze, szukając drogi, a potem sięgnęła wreszcie po różdżkę, by walczyć z samym lasem – może wcześniej wykazując dość rozsądku, by prosić pozostałą dwójkę o cofnięcie się - gdyby nie podszedł do niej Sebastian.
– Do cholery, jaka czaszka? Czaszkę i całą resztę zżarła ziemia – odparła, odwracając się ku niemu gwałtownie. Spojrzenie ciemnych oczu, zwykle spokojne, było teraz rozszalałe, i to wcale nie dlatego, że byli w mrocznym, przedziwnym magii lesie, ani że przed chwilą usiłowały zadusić ją drzewa. Po prostu tuż obok inni mogli walczyć o życie. Nie miała pojęcia, co z Prewettem i Bagshotem. I nie wiedziała, co robić.
W pierwszej chwili nie zrozumiała więc, o jakiej czaszce mówi Sebastian: jej myśli pobiegły ku trupowi, którego znalazła nad ranem. Po chwili jednak dotarło do niej, że czaszka jest kryształowa i…
…Patrick?
Przez jakąś sekundę stała po prostu w bezruchu, krew odpłynęła jej z twarzy, trochę z powodu informacji o czaszce, trochę o Stewardzie.
Chciał coś sprawdzić.
Obejrzała się na ścianę krzewów i drzew, oddzielających ich od ośrodka. Wszystko w niej wyrywało się, by z nimi walczyć: ale jeśli czaszka była źródłem, to nic nie skończy się w samym kempingu. Jeśli las odpowiadał na atak, to gdyby Basiliusowi i Isaackowi nic nie groziło, mogłaby tylko pogorszyć sytuację.
– Gdzie? – spytała z naciskiem, wodząc spojrzeniem między Pereginusem i Sebastianem. Ruiny kaplicy przychodziły na myśl same, gdy czytało się przewodniki, ale przecież nie znała dokładnie drogi, nie widziała tego pulsowania: może oni wiedzieli, w którą stronę ruszyć. – Wiecie, w którą stronę? – dodała, gotowa ruszyć natychmiast we wskazanym kierunku… albo jeśli nie mieli pojęcia – po prostu zacząć szukać przejścia w głąb puszczy, na którym rośliny nie zablokowały doszczętnie drogi. Mogła próbować szukać tropów, choćby jako wilk.
Na pewno nie zamierzała po prostu bezradnie stać.
@Peregrinus Trelawney @Sebastian Macmillan
Unikając straciła na moment równowagę, zwłaszcza że ledwo sekundę później widziała znów przeszłość lasu, Trionę zielarkę, i drania biskupa. W innych okolicznościach może skupiłaby się na tym bardziej: na tym, że starannie wybrał ofiarę, że zdecydował się na kobietę, która pochodziła z lasu i leczyła innych, że wcześniej z nią rozmawiał. W tej chwili jednak nie miało to dla Brenny znaczenia.
Poderwała się z trawy. Las nie atakował, ale wciąż nie był zwykłym lasem: zdawał się bytem odmienionym przez magię, żywym, nieprzyjaznym, gotowym do ataku.
Nic dziwnego, że niektórzy wierzyli, że to Inglewood.
- Kurwa, kurwa, kurwa - wyrzuciła z siebie, rzucając się ku ścianie z roślinności, szukając jakiegoś miejsca, przez które dałoby się przedostać z powrotem. Las atakował, las się bronił, zostawił ich chwilowo w spokoju, ale łatwo było domyśleć się, że jeśli spróbuje wyciąć sobie drogę przez rośliny, ty spróbują ją zadusić.
Gdzieś tam był mężczyzna, który podpalił ośrodek i został porwany przez roślinność.
Basilius i Isaac znikli im z oczu pośród krzewów i może właśnie gałęzie rozrywały ich na strzępy. Czuła zapach dymu. Słyszała krzyki.
Miotałaby się tak przy leśnej barierze, szukając drogi, a potem sięgnęła wreszcie po różdżkę, by walczyć z samym lasem – może wcześniej wykazując dość rozsądku, by prosić pozostałą dwójkę o cofnięcie się - gdyby nie podszedł do niej Sebastian.
– Do cholery, jaka czaszka? Czaszkę i całą resztę zżarła ziemia – odparła, odwracając się ku niemu gwałtownie. Spojrzenie ciemnych oczu, zwykle spokojne, było teraz rozszalałe, i to wcale nie dlatego, że byli w mrocznym, przedziwnym magii lesie, ani że przed chwilą usiłowały zadusić ją drzewa. Po prostu tuż obok inni mogli walczyć o życie. Nie miała pojęcia, co z Prewettem i Bagshotem. I nie wiedziała, co robić.
W pierwszej chwili nie zrozumiała więc, o jakiej czaszce mówi Sebastian: jej myśli pobiegły ku trupowi, którego znalazła nad ranem. Po chwili jednak dotarło do niej, że czaszka jest kryształowa i…
…Patrick?
Przez jakąś sekundę stała po prostu w bezruchu, krew odpłynęła jej z twarzy, trochę z powodu informacji o czaszce, trochę o Stewardzie.
Chciał coś sprawdzić.
Obejrzała się na ścianę krzewów i drzew, oddzielających ich od ośrodka. Wszystko w niej wyrywało się, by z nimi walczyć: ale jeśli czaszka była źródłem, to nic nie skończy się w samym kempingu. Jeśli las odpowiadał na atak, to gdyby Basiliusowi i Isaackowi nic nie groziło, mogłaby tylko pogorszyć sytuację.
– Gdzie? – spytała z naciskiem, wodząc spojrzeniem między Pereginusem i Sebastianem. Ruiny kaplicy przychodziły na myśl same, gdy czytało się przewodniki, ale przecież nie znała dokładnie drogi, nie widziała tego pulsowania: może oni wiedzieli, w którą stronę ruszyć. – Wiecie, w którą stronę? – dodała, gotowa ruszyć natychmiast we wskazanym kierunku… albo jeśli nie mieli pojęcia – po prostu zacząć szukać przejścia w głąb puszczy, na którym rośliny nie zablokowały doszczętnie drogi. Mogła próbować szukać tropów, choćby jako wilk.
Na pewno nie zamierzała po prostu bezradnie stać.
@Peregrinus Trelawney @Sebastian Macmillan
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.