21.05.2024, 22:22 ✶
Charlie zostawił z tyłu wuja i, jak mu się wydawało, ojca. Dzięki temu mógł radośnie żartować z ciocią i nie przejmować się niczym. Żadne ojcowskie ucho miało nie słuchać i nie oceniać, pozostawiając Charlesowi wolność, z której zamierzał korzystać w obecności Lorien.
I chociaż nastrój miał dobry, to ten szybko się zmienił, gdy usłyszał głos Richarda, a następnie dłoń na swoim ramieniu! Chłopak podskoczył aż w miejscu.
- Tato! Miał tata zostać z wujem. - Poskarżył się, zdziwiony jego obecnością bardziej, niż być może powinien! - N-nie biorę przykładu z Sophie. - Mruknął. Bo co to za przykład? Umawianie się z przypadkowymi ludźmi?! Ojciec na pewno miał dla niego plany ślubne, tak jak i dla Leonarda. Na pewno! Na odpowiedź Lorien jedynie uśmiechnął się nieco szerzej, zerkając na ojca i jego ewentualną reakcję. Nie sądził, by takie żarty były głupie. Były tylko żartami.
Wyciągnąwszy pieniądze z portmonetki cioci, Charles chciał zapłacić. I pewnie zrobiłby to szybciej, gdyby nie te przeklęte angielskie pieniądze! Ciocia zabrała portmonetkę, a Charles bardzo, ale to bardzo nie chciał podać barmanowi błędnej sumy, lecz knuty i sykle mieszały się w jego dłoni. W razie problemów doda ze swoich.
- Już, chwileczkę. - Poprosił barmana, przeliczając monety, podał je dopiero, gdy był ukontentowany. I kiedy podniósł kufel, kątem oka dostrzegł, że jakaś drobna dłoń niebezpiecznie zbliża się do jego naczynia i trąca je odrobinę, a złocisty płyn spływa po ściankach. I sprawa byłaby uratowana, gdyby nieznajoma nie starała się naprawić swojej winy. - ...å faen! - Zaklął brzydko, odruchowo w swoim języku, gdy szkło zostało wytrącone z jego dłoni, odbiło się od blatu, chlusnęło zawartością i z łoskotem zderzyło się z podłogą, zamieniając się w mokrą kupkę ostrych odłamków.
Charlie spojrzał na swój zalany rękaw jasnej koszuli w paski i ciemne spodnie, na których nogawkach malowała się jeszcze ciemniejsza mokra plama, ciągnąca się od uda aż do butów. W chwilę poczuł, że również w bucie ma mokro.
Wdech, wydech, Charlie. Przecież nad tym pracowali w Durmstrangu. Nerwy na wodzy. Nic się nie stało. Nic się nie stało!
- Kurwa, w rzeczy samej. - Zgodził się z rozmówczynią, na którą dopiero teraz podniósł wzrok. Trzymał ręce z dala od ciała, by nie zamoczyć się jeszcze bardziej. Tłumek rozstąpił się nieco, zostawiając im miejsce wokół szkła i słodowej kałuży.
I chociaż nastrój miał dobry, to ten szybko się zmienił, gdy usłyszał głos Richarda, a następnie dłoń na swoim ramieniu! Chłopak podskoczył aż w miejscu.
- Tato! Miał tata zostać z wujem. - Poskarżył się, zdziwiony jego obecnością bardziej, niż być może powinien! - N-nie biorę przykładu z Sophie. - Mruknął. Bo co to za przykład? Umawianie się z przypadkowymi ludźmi?! Ojciec na pewno miał dla niego plany ślubne, tak jak i dla Leonarda. Na pewno! Na odpowiedź Lorien jedynie uśmiechnął się nieco szerzej, zerkając na ojca i jego ewentualną reakcję. Nie sądził, by takie żarty były głupie. Były tylko żartami.
Wyciągnąwszy pieniądze z portmonetki cioci, Charles chciał zapłacić. I pewnie zrobiłby to szybciej, gdyby nie te przeklęte angielskie pieniądze! Ciocia zabrała portmonetkę, a Charles bardzo, ale to bardzo nie chciał podać barmanowi błędnej sumy, lecz knuty i sykle mieszały się w jego dłoni. W razie problemów doda ze swoich.
- Już, chwileczkę. - Poprosił barmana, przeliczając monety, podał je dopiero, gdy był ukontentowany. I kiedy podniósł kufel, kątem oka dostrzegł, że jakaś drobna dłoń niebezpiecznie zbliża się do jego naczynia i trąca je odrobinę, a złocisty płyn spływa po ściankach. I sprawa byłaby uratowana, gdyby nieznajoma nie starała się naprawić swojej winy. - ...å faen! - Zaklął brzydko, odruchowo w swoim języku, gdy szkło zostało wytrącone z jego dłoni, odbiło się od blatu, chlusnęło zawartością i z łoskotem zderzyło się z podłogą, zamieniając się w mokrą kupkę ostrych odłamków.
Charlie spojrzał na swój zalany rękaw jasnej koszuli w paski i ciemne spodnie, na których nogawkach malowała się jeszcze ciemniejsza mokra plama, ciągnąca się od uda aż do butów. W chwilę poczuł, że również w bucie ma mokro.
Wdech, wydech, Charlie. Przecież nad tym pracowali w Durmstrangu. Nerwy na wodzy. Nic się nie stało. Nic się nie stało!
- Kurwa, w rzeczy samej. - Zgodził się z rozmówczynią, na którą dopiero teraz podniósł wzrok. Trzymał ręce z dala od ciała, by nie zamoczyć się jeszcze bardziej. Tłumek rozstąpił się nieco, zostawiając im miejsce wokół szkła i słodowej kałuży.