21.05.2024, 22:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.05.2024, 02:03 przez Atreus Bulstrode.)
Każdy jego problem był problemem małym. Do ewentualnej pomocy z tymi drobnymi, o wiele łatwiej było przekonać innych ludzi. Do tego, umniejszanie pomagało nieco przełknąć wszelkie potknięcia i przeciwności. Wszystko, co na słowa mały problem przychodziło Florence do głowy, było jak najlepszym skojarzeniem - przerabiali to przecież nie raz, nie dwa. Bo z jakiegoś dziwnego powodu, nawet jeśli przed dzieleniem się swoimi problemami wzbraniał się czasem rękoma i nogami, to do niej przychodził najchętniej, jeśli już faktycznie musiał.
- Tylko. I aż - pokiwał głową, dorzucając do tonu nieco dramatyzmu, który całkiem ładnie zgrywał się z niechlujnie startą z twarzy krwią i jej plamami na koszuli, której wciąż jeszcze nie zmienił. Nie miał kiedy, ale przecież Florence była ostatnim przystankiem w drodze do jego własnego łóżka i wyspania się. Mimowolnie jednak zerknął w dół, na swoją dłoń, jakby upewniając się że faktycznie stłuczony nos to jedyne jego zmartwienie w tym momencie. Wcześniej wydawało mu się, że rozbita na głowie oprycha szklanka wyrządziła krzywdę tylko jego krzywej twarzy, jednak teraz widział, że na wnętrzu czerwieniła się nieśmiało szrama, którą wcześniej bezwiednie wtarł w materiał spodni, krew biorąc za tę z nosa. Skrzywił się też, kiedy palce siostry znalazły się na jego skórze, badając odniesione przez niego obrażenia.
- Jestem absolutnie prawie pewien, że nie jest. Tylko trochę mi się go obiło - rzucił z niechęcią na pokaz, wsuwając się jednak grzecznie do wnętrza i zajmując miejsce na wskazanej mu kanapie. - To wcale nie było takie mocne uderzenie, wiesz? Na tyle że dłubanie przy tym zaklęciem nie jest aż tak konieczne. Daj mi coś na ból, zamaskuj i można iść spać - uśmiechnął się lekko, z należytą sobie nonszalancją, którą próbował przekonać ją do darowania sobie niepotrzebnego - jego zdaniem - rozdrabniania się. Ten swobodny wyraz twarzy wydawał się tylko pogłębić, kiedy ona zastygła nad nim, wyraźnie przeprocesowując jak doszło do całego tego urazu, który zaprowadził go do jej pokoju.
- Nie no, co ty - uśmiechnął się wręcz wesoło. - Z Jokerem. Mama nie pozwoliła mi z nim grać w karty, więc postanowiłem znaleźć mu inne zajęcie.
- Tylko. I aż - pokiwał głową, dorzucając do tonu nieco dramatyzmu, który całkiem ładnie zgrywał się z niechlujnie startą z twarzy krwią i jej plamami na koszuli, której wciąż jeszcze nie zmienił. Nie miał kiedy, ale przecież Florence była ostatnim przystankiem w drodze do jego własnego łóżka i wyspania się. Mimowolnie jednak zerknął w dół, na swoją dłoń, jakby upewniając się że faktycznie stłuczony nos to jedyne jego zmartwienie w tym momencie. Wcześniej wydawało mu się, że rozbita na głowie oprycha szklanka wyrządziła krzywdę tylko jego krzywej twarzy, jednak teraz widział, że na wnętrzu czerwieniła się nieśmiało szrama, którą wcześniej bezwiednie wtarł w materiał spodni, krew biorąc za tę z nosa. Skrzywił się też, kiedy palce siostry znalazły się na jego skórze, badając odniesione przez niego obrażenia.
- Jestem absolutnie prawie pewien, że nie jest. Tylko trochę mi się go obiło - rzucił z niechęcią na pokaz, wsuwając się jednak grzecznie do wnętrza i zajmując miejsce na wskazanej mu kanapie. - To wcale nie było takie mocne uderzenie, wiesz? Na tyle że dłubanie przy tym zaklęciem nie jest aż tak konieczne. Daj mi coś na ból, zamaskuj i można iść spać - uśmiechnął się lekko, z należytą sobie nonszalancją, którą próbował przekonać ją do darowania sobie niepotrzebnego - jego zdaniem - rozdrabniania się. Ten swobodny wyraz twarzy wydawał się tylko pogłębić, kiedy ona zastygła nad nim, wyraźnie przeprocesowując jak doszło do całego tego urazu, który zaprowadził go do jej pokoju.
- Nie no, co ty - uśmiechnął się wręcz wesoło. - Z Jokerem. Mama nie pozwoliła mi z nim grać w karty, więc postanowiłem znaleźć mu inne zajęcie.