21.05.2024, 23:21 ✶
– Ale... ale jak to utopili?– kurwa, na prawdę trudno było utrzymać ekscytację. Znaczy, nie że nie była wkurwiona. Życie to życie, jak te chuje kogoś zabiły, to może dobrze, że spotkał ich całkiem niewesoły los. Poczucie sprawiedliwości było w Millie silne, ale zdecydowanie nie była praworządną osobą. Rządził nią chaos i tylko cud (albo chęć zaimponowania bratu i próżne marzenia o byciu aurorem) trzymały ją na posadzie kogoś, kto tego prawa musiał pilnować, skoro jego życiem powodował chaos.
– Pani mówi, że to było sto lat temu... Czy są... czy są jakieś gazety, materiały, gdzieś tu w lokalnej bibliotece?Albo w urzędzie miejskim? Bo wie pani, bo... bo książka. Ja mogłabym, wyciągnąć te sprawy, pokazać światu jak źli byli to ludzie. Oddać sprawiedliwość ofiarom ich próżności i buty. – cały jej psiarski umysł jarzeniował jednym wielkim napisem "DOWODY" oraz "WIĘCEJ FAKTÓW" – Czy Pani kiedyś spotkała któregoś z nich? Ja... och kochanie... – zwróciła się z westchnieniem do Thomasa. – Nie możemy tak tego zostawić! Trzeba kogoś tu sprowadzić, aby przeczesał jezioro, zapewnić należyty pochówek.– aż jej bródka zadrżała, aż oczy się zeszkliły. Thomas, być może gdyby jej nie znał, to by uwierzył. Ale wychowywali się razem. Siedem lat. Potem kolejne w brygadzie. W Zakonie. On widział, że jest zagadka, którą chciała rozwiązać i resztki woli używa do tego, by nie wydrzeć z tej kobiety wszystkich niezbędnych danych przemocą, skupiając się na odgrywaniu tego, kim miała być – słodkiej narzeczonej o pisarskich aspiracjach.
– Pani mówi, że to było sto lat temu... Czy są... czy są jakieś gazety, materiały, gdzieś tu w lokalnej bibliotece?Albo w urzędzie miejskim? Bo wie pani, bo... bo książka. Ja mogłabym, wyciągnąć te sprawy, pokazać światu jak źli byli to ludzie. Oddać sprawiedliwość ofiarom ich próżności i buty. – cały jej psiarski umysł jarzeniował jednym wielkim napisem "DOWODY" oraz "WIĘCEJ FAKTÓW" – Czy Pani kiedyś spotkała któregoś z nich? Ja... och kochanie... – zwróciła się z westchnieniem do Thomasa. – Nie możemy tak tego zostawić! Trzeba kogoś tu sprowadzić, aby przeczesał jezioro, zapewnić należyty pochówek.– aż jej bródka zadrżała, aż oczy się zeszkliły. Thomas, być może gdyby jej nie znał, to by uwierzył. Ale wychowywali się razem. Siedem lat. Potem kolejne w brygadzie. W Zakonie. On widział, że jest zagadka, którą chciała rozwiązać i resztki woli używa do tego, by nie wydrzeć z tej kobiety wszystkich niezbędnych danych przemocą, skupiając się na odgrywaniu tego, kim miała być – słodkiej narzeczonej o pisarskich aspiracjach.