No kurwa rzeczywiście
Robert miał całkowitą rację - trzeba było zawinąć wrotki zaraz po spotkaniu, a nie próbować zgrywać wielkiego rozjemcę narodów i sprawić coś miłego młodej dziewczynie, a nie de facto swojej siostrze. Jednak tak jak to w historii bywa najczęściej - jajko mądrzejsze od kury i teraz przyszło zapłacić za swoje grzechy i winy. Jeżeli nie za wszystkie, to chociaż te, które zostały popełnione przed kilkoma minutami.
Usłyszał odpowiedź Charlesa ale był zbyt zajęty szacowaniem strat na własnej marynarce i szokiem, który go zastał w momencie współudziału w piciu herbaty wraz z Sophie. Mulciberowie mieli strasznie dziwny sposób na spożywanie tego napoju - z rękawów gości? Bardzo podejrzane.
Podejrzane było również to, że Robert - fanatyk kontroli, dobrych zasad i wychowania - nie dawał sobie rady z wychowaniem własnej córki? A może byli równi i równiejsi w ich towarzystwie? To drugie wcale nie pasowało do tego starego, poczciwego Mulcibera, który potrafił był wkurwiający ale fajnie, że był.
Stanley ciężko westchnął. Pogodził się z takim obrotem spraw. Zrozumiał, że posiadanie siostry to bardzo wymagające przedsięwzięcie, a jeszcze bardziej uciążliwe. Nie to żeby posiadanie brata było prostsze, zwłaszcza kiedy widziało się to, co odwalali synowie Richarda. Borgin trochę mu współczuł ale to musiało poczekać, ponieważ miał teraz inne sprawy do załatwienia.
Czy ja proszę o tak dużo? Chciałem wypić tylko tą głupią kawę. Nic więcej, nic mniej zarzekał się w myślach, przejeżdżając dłonią po twarzy.
Nie mniej jednak wstał, posłał krótkie spojrzenie na Sophie - Nie ma problemu - zapewnił, przekręcając oczami - Mogę pomóc - dodał, oddalając się na bok wraz z chyba najmłodszą osobą przy tym stoliku. Młoda Mulciberówna bardzo się zestresowała, a Stanley nie chciał przecież robić jej pod górkę. Wiedział jaki bywał Robert. Wiedział jaki bywał Richard. Wiedział też jaka bywała Lorien i akurat ona była chyba najnormalniejsza z powyższej trójki.
Kilka kroków na bok od stolika, tam gdzie pociągneła go Sophie, rozejrzał się jeszcze po najbliższej okolicy, badając teren. Było chyba bezpiecznie?
- Spokojnie - dodał pół szeptem - Nic się nie stało - tłumaczył, oglądając raz jeszcze swój rękaw - Wyschnie - powiedział, chcąc chyba ją pocieszyć albo chociaż spróbować. Awantury nie będzie robił. Znał lepsze sposoby na rozwiązywanie takich sytuacji.
Czym prędzej wyciągnął jednak monetę i podrzucił ją do góry. "50/50" pomyślał, obserwując jak moneta spada na jego dłoń, a on następnie ją obraca. "Zapamiętam". Pokiwał głową do samego siebie.
- To gdzie ta tacka? - zapytał, uśmiechając się pod nosem. Chwilę później rozejrzał się - lepsza taka rekompensata, niż żadna.
1 - podjebka; 2 - brak
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972