22.05.2024, 00:21 ✶
Jasne. Dzięki.
Brzmiało to zdecydowanie zbyt licho, jak na akceptację tak poważnej obietnicy, którą jej złożył i gdyby byli właśnie fikcyjnymi postaciami na deskach teatru, to pewnie widzowie wyszliby z oburzenia, ale na całe szczęście zbyt szanował Brennę za wiele innych rzeczy, by jej to wytknąć.
– Zgadzam się w tej sprawie z Derwinem. Twój niższy wujek jest zdecydowanie odważnym człowiekiem, ale już i tak jest narażony na zbyt wiele niebezpieczeństw przez swoją pracę – powiedział. Trochę kłamał w powodach dlaczego nie uważał, że to był dobry pomysł. Jonathan nie wątpił, że jego przyjaciel przystąpiłby do tej całej inicjatywy, a talentów, które mogłyby się przydać miałby pod dostatkiem. Od poderwania Śmierciożercy, a może i samego Voldemorta, poprzez swój intelekt, aż po oczywiście przepowiadanie przyszłości. Tylko, że no. Wołałby nie narażać Longbottoma na nic co mogłoby go jakkolwiek uszkodzić. Psychicznie, jak i fizycznie. – Tak to zrozumiałe. Na razie jednak nikt mi nie przychodzi do głowy.
– Hm... Są rzeczy gorsze od wypracowań, ale narażanie życie nie jest jednym z nich – stwierdził jedynie.
Skinął głową słysząc pochwałę jego umiejętności. No cóż, skromny nigdy nie był, a nawet od oklumentów dało się wyciągnąć informacje gadaniem.
– Usłyszałem już sporo na temat poglądów części pracowników w tej sprawie – stwierdził gorzko. – I no cóż. Będę słuchać dalej.
Mam nadzieję, że to ja was nie zawiodę – pomyślał posyłając czarownicy promienny uśmiech. Nie, że czuł się w tym niepewny. Po prostu wiedział, że nie będzie łatwo, a on mimo wszystko nie był aż tak przekonany o własnej wspaniałości.
Zerknął na czarownicę i pomyślał przez chwilę. Prawdę mówiąc na razie nie miał żadnych pytań odnośnie tej całej inicjatywy. To wszystko było chyba zbyt nowe, by wymyślić coś sensownego. Zakładał, że teraz po prostu nastąpi ten irytujący okres czekania na dalsze informacje. Było jednak coś o co chciał zapytać samą Brennę.
– Tak, właściwie to dwa. Po pierwsze, czy jesteś świadoma tego, że nie wydziesz z mojego domu w tym paskudnym szaliku? Zaraz znajdziemy ci coś lepszego. Dyskrecja też może być gustowna moja droga. A po drugie... Jak ty się z tym wszystkim czujesz?
Brzmiało to zdecydowanie zbyt licho, jak na akceptację tak poważnej obietnicy, którą jej złożył i gdyby byli właśnie fikcyjnymi postaciami na deskach teatru, to pewnie widzowie wyszliby z oburzenia, ale na całe szczęście zbyt szanował Brennę za wiele innych rzeczy, by jej to wytknąć.
– Zgadzam się w tej sprawie z Derwinem. Twój niższy wujek jest zdecydowanie odważnym człowiekiem, ale już i tak jest narażony na zbyt wiele niebezpieczeństw przez swoją pracę – powiedział. Trochę kłamał w powodach dlaczego nie uważał, że to był dobry pomysł. Jonathan nie wątpił, że jego przyjaciel przystąpiłby do tej całej inicjatywy, a talentów, które mogłyby się przydać miałby pod dostatkiem. Od poderwania Śmierciożercy, a może i samego Voldemorta, poprzez swój intelekt, aż po oczywiście przepowiadanie przyszłości. Tylko, że no. Wołałby nie narażać Longbottoma na nic co mogłoby go jakkolwiek uszkodzić. Psychicznie, jak i fizycznie. – Tak to zrozumiałe. Na razie jednak nikt mi nie przychodzi do głowy.
– Hm... Są rzeczy gorsze od wypracowań, ale narażanie życie nie jest jednym z nich – stwierdził jedynie.
Skinął głową słysząc pochwałę jego umiejętności. No cóż, skromny nigdy nie był, a nawet od oklumentów dało się wyciągnąć informacje gadaniem.
– Usłyszałem już sporo na temat poglądów części pracowników w tej sprawie – stwierdził gorzko. – I no cóż. Będę słuchać dalej.
Mam nadzieję, że to ja was nie zawiodę – pomyślał posyłając czarownicy promienny uśmiech. Nie, że czuł się w tym niepewny. Po prostu wiedział, że nie będzie łatwo, a on mimo wszystko nie był aż tak przekonany o własnej wspaniałości.
Zerknął na czarownicę i pomyślał przez chwilę. Prawdę mówiąc na razie nie miał żadnych pytań odnośnie tej całej inicjatywy. To wszystko było chyba zbyt nowe, by wymyślić coś sensownego. Zakładał, że teraz po prostu nastąpi ten irytujący okres czekania na dalsze informacje. Było jednak coś o co chciał zapytać samą Brennę.
– Tak, właściwie to dwa. Po pierwsze, czy jesteś świadoma tego, że nie wydziesz z mojego domu w tym paskudnym szaliku? Zaraz znajdziemy ci coś lepszego. Dyskrecja też może być gustowna moja droga. A po drugie... Jak ty się z tym wszystkim czujesz?