22.05.2024, 14:40 ✶
Żołądek podszedł mu do gardła, gdy o tym wszystkim słuchał. Od kiedy tylko skończył jedenaście lat, było dla niego jasne, że w czarodziejskim świecie istniały rodziny, które uznawały się za lepsze. Ba, ich członkowie jasno mu to wskazywali, gdy nawet jako dzieci i jego rówieśnicy, upatrywali sobie w nim ofiarę, tylko dla tego, że pochodził z rodziny mugoli.
Patrzyła na ten staw, zastanawiając się, czy tak naprawdę w tej kwestii cokolwiek zmieniło się na przestrzeni lat. Ile takich rodzin żyje do dziś i ile może się jeszcze przez nie wydarzyć?
Niewinna dziewczyna utonęła w tafli tego z pozoru pięknego jeziora i nikt jak widać za to nie odpowiedział, a nawet nie prowadzono wtedy otwartego konfliktu.
Co grozi im teraz?
Nie był pewien. I trudno było mu o tym myśleć, gdy próbował zachować neutralną twarz, słuchając dalszego trajkotania Millie.
- Nie wiedziałem, że wydarzyła się tu taka tragedia. Nic dziwnego, że ten dom tak długo czekał na nowych właścicieli. Co działo się z poprzednimi? Z tym tuż przed nami? - zapytał, bardziej zainteresowany ich bezpieczeństwem, niż wydarzeniami sprzed lat.
A potem coś go tknęło.
Spojrzał na kobietę, niemal przekrzywiając głowę, po czym zerknął na las za nimi.
- Dużo pani wie. Musiała się pani bardzo interesować tą posiadłością. Pani rodzina mieszka gdzieś nieopodal? Muszę przyznać, że jak usłyszy się tą całą historię, to jakoś odchodzi ochota na krajoznawcze spacerki - a jednak ta kobieta spędzała czas koło przeklętego, nawiedzonego jak mówi domu nad jeziorem z martwym ciałem. Nie żeby coś, sam by pewnie jednak trzymał się od tego miejsca z daleka.
Coś mu tu nie grało.
Patrzyła na ten staw, zastanawiając się, czy tak naprawdę w tej kwestii cokolwiek zmieniło się na przestrzeni lat. Ile takich rodzin żyje do dziś i ile może się jeszcze przez nie wydarzyć?
Niewinna dziewczyna utonęła w tafli tego z pozoru pięknego jeziora i nikt jak widać za to nie odpowiedział, a nawet nie prowadzono wtedy otwartego konfliktu.
Co grozi im teraz?
Nie był pewien. I trudno było mu o tym myśleć, gdy próbował zachować neutralną twarz, słuchając dalszego trajkotania Millie.
- Nie wiedziałem, że wydarzyła się tu taka tragedia. Nic dziwnego, że ten dom tak długo czekał na nowych właścicieli. Co działo się z poprzednimi? Z tym tuż przed nami? - zapytał, bardziej zainteresowany ich bezpieczeństwem, niż wydarzeniami sprzed lat.
A potem coś go tknęło.
Spojrzał na kobietę, niemal przekrzywiając głowę, po czym zerknął na las za nimi.
- Dużo pani wie. Musiała się pani bardzo interesować tą posiadłością. Pani rodzina mieszka gdzieś nieopodal? Muszę przyznać, że jak usłyszy się tą całą historię, to jakoś odchodzi ochota na krajoznawcze spacerki - a jednak ta kobieta spędzała czas koło przeklętego, nawiedzonego jak mówi domu nad jeziorem z martwym ciałem. Nie żeby coś, sam by pewnie jednak trzymał się od tego miejsca z daleka.
Coś mu tu nie grało.