Vlad westchnął cicho i sięgnął po trzeci kubek, stojący na tacy, żeby samemu pociągnąć duży łyk kakao. Oczywiście, że słyszał o niedźwiedziu, który grasował w tych okolicach, ale nie wiedział, że pod tym dzikim futrem krył się właśnie Sam. I może bardziej by go to zdziwiło, gdyby Nikolai nie wspomniał o tym wcześniej. O tym, że Sam również był animagiem, i tak jak młody Petrov, jego animagiczną formą był właśnie niedźwiedź. Cóż to był za zbieg okoliczności.
-Rozumiem, Sammy - Vlad poklepał Samuela delikatnie po ramieniu i przesunął dłoń wyżej, na jego jasne włosy, by je poczochrać. Jak dziecku. -Nie mogłeś wiedzieć. Tak samo o tobie nie wiedział Nikki. Działaliście według instynktu - a ten podpowiadał im, by odciągnąć potencjalnie niebezpiecznego nieznajomego od wioski. Żeby go przepłoszyć, jak to określił Samuel.
Vladimir słuchał, gdy młodszy mężczyzna wypluwał z siebie słowa, gdy opowiadał, jak doszło do tego, że gdy dotarł do polany, Nikolai i Samuel byli ranni, a McGonagall jeszcze nieprzytomny.
-Oddychaj, Sammy - Vlad wykorzystał chwilę, w której Samuel umilkł, gdy w słowach odtwarzał ich walkę.
Kolejne słowa Samuela trochę go zaskoczyły, bo czy kiedykolwiek wspominał, chociażby słowem, że mógłby odesłać bratanka, gdyby ten przekroczył pewne granice, których przekroczyć nie powinien? Owszem, nie zawsze się ze sobą zgadzali i Vladimir czasami traktował Nikolaia, jak niesforne dziecko, chociaż Kol był już pełnoletni. Czasami się kłócili o drobnostki i w głowie Vlada nieraz pojawiła się już myśl, że Nikolai, świadomie bądź nie, stara się popełni jak najwięcej błędów, które popełnić powinien jeszcze we wczesnych czasach szkoły, ale przez twarde wychowanie nie miał ku temu okazji i możliwości. Jakby coś go pchało ku kłopotom, z których miałby wyciągnąć konsekwencje, niezbędne, by stać się wartościowym dorosłym.
Nigdy jednak nieważne, jak źli na siebie byli, Vladimirowi nie przyszło do głowy, by odsyłać bratanka. Bo niby gdzie miałby go odesłać?
A może Nikolai robił z niego potwora za jego plecami?
-Sammy, chłopcze... Nikt nic nie mówił o odsyłaniu kogokolwiek gdziekolwiek - Vladimir uśmiechnął się do niego pocieszająco. -Nasza Suzie by mnie zadziobała, gdybym go jej zabrał - tu pozwolił sobie na śmiech. -Nie obwiniaj się o to, Sammy. Nikki też nie powinien tak po prostu łazić w formie niedźwiedzia, gdzie tylko mu się spodoba... Stało się... Na szczęście powstrzymaliście się w porę.
Dopił swoje kakao, odetchnął z ulga i odwrócił głowę w stronę otwartych drzwi, prowadzących na werandę.
-Wiem, że podsłuchujesz! - zawołał i pokręcił głową.
Z zewnątrz dotarł do nich niski, nieokreślony dźwięk. Nikolai wszedł do środka, zostawił papierośnicę wraz z kubkiem w kuchni i wrócił do salonu, a po jego ciele przebiegł dreszcz, wywołany różnicą temperatur.
-Nie podsłuchiwałem - powiedział i odwrócił się do Sama, a na jego twarzy pojawił się wyraz zmartwienia. -Jak się czujesz?