22.05.2024, 18:27 ✶
- Czyli... albo rodzina Jase była szalonymi zielarzami i robili dziwne eksperymenty, albo przez te ostatnie wydarzenia wszystko tutaj oszalało - podsumowała Brenna, gdy Olivia oceniła, że to nie powinno istnieć. Fakt, że napadła je mordercze stokrotka, najwyraźniej okaz unikalny, zdawał się niezbyt Brennę poruszać. To nie było najdziwniejsze, co zdarzyło się tego lata. - Ewentualnie siostrzeniec chciał, żebyśmy dały mu spokój i zostawił parę niespodzianek - dodała, chociaż ton wskazywał na to, że raczej sobie żartuje. Mimo wszystko powątpiewała w próbę morderstwa, zwłaszcza za pomocą stokrotki.
Bluszcz jej nie zaskoczył, trochę dlatego, że nie znając się specjalnie na roślinach nie umiała ocenić, czy rósł tutaj od dziesięciu, stu czy od tysiąca lat. Za to gdy pojawiały się przed nimi mroczne, ciemne krzaki o długich kolcach przyciągały już spojrzenie, i to nie tylko dlatego, że miała pewne obawy, czy zaraz nie spróbują ich zamordować.
Pył, sypiący się z różdżki, skoncentrował się przy nich, czy raczej: pod nimi. Znikł gdzieś w gęstwinie, a zaklęcie zostało przerwane.
– Mam nadzieję, że nie znajdziemy za nimi Śpiącej Królewny, bo umiem załatwić różne rzeczy, ale nie miałabym pojęcia, skąd wytrzasnąć dla niej księcia – skomentowała, rzeczywiście ani myśląc potępiać Quirke za to skojarzenie. – Jedno z dwojga. Albo są magiczne i mogą spróbować nas na przykład udusić, jak zaczniemy rzucać zaklęcia, albo jeżeli ten naszyjnik był bardzo magiczny… to schowano go gdzieś pod nimi. Hm… a może w sumie dwa z dwojga.
Bo właściwie, dlaczego kobieta nie miałaby ukryć szkatuły pod ziemią, a potem zasadzić na niej jakieś potencjalnie niebezpieczne zielsko, tak dla dodatkowej ochrony? Albo to było zupełnie zwykłe zielsko, ale przekleństwo ciążące na naszyjniku w jakiś sposób na nie podziałało. Lub czystym przypadkiem ostatnie anomalie wywołały rozrost i jakąś mutację absolutnie zwykłych krzewów, które rozrosły się akurat nad miejscem ukrycia naszyjnika. Albo…
-…albo pochowali w ogrodzie więcej magicznych rzeczy – dodała Brenna, której umysł oczywiście od razu zaczął tworzyć różne absurdalne teorie i możliwości.
Cóż. Mogła wydawać się głupia, ale tak naprawdę czasem myślała aż za wiele.
– Liv? Cofnijmy się proszę. I stań trochę za mną. Tak na wszelki wypadek… – poprosiła, zanim uniosła różdżkę, by rzucić to samo zaklęcie, co wcześniej: tym razem usiłując wyciąć złowieszczo wyglądające krzewy.
Rzuty:
Kształtowaniex2
Na co się natkniemy?
1 – krzaki spróbują nas zabić
2 – krzaki nie spróbują nas zabić, jest szkatułka pod nimi
3 – krzaki nie spróbują nas zabić, ukryto pod nimi coś innego
Bluszcz jej nie zaskoczył, trochę dlatego, że nie znając się specjalnie na roślinach nie umiała ocenić, czy rósł tutaj od dziesięciu, stu czy od tysiąca lat. Za to gdy pojawiały się przed nimi mroczne, ciemne krzaki o długich kolcach przyciągały już spojrzenie, i to nie tylko dlatego, że miała pewne obawy, czy zaraz nie spróbują ich zamordować.
Pył, sypiący się z różdżki, skoncentrował się przy nich, czy raczej: pod nimi. Znikł gdzieś w gęstwinie, a zaklęcie zostało przerwane.
– Mam nadzieję, że nie znajdziemy za nimi Śpiącej Królewny, bo umiem załatwić różne rzeczy, ale nie miałabym pojęcia, skąd wytrzasnąć dla niej księcia – skomentowała, rzeczywiście ani myśląc potępiać Quirke za to skojarzenie. – Jedno z dwojga. Albo są magiczne i mogą spróbować nas na przykład udusić, jak zaczniemy rzucać zaklęcia, albo jeżeli ten naszyjnik był bardzo magiczny… to schowano go gdzieś pod nimi. Hm… a może w sumie dwa z dwojga.
Bo właściwie, dlaczego kobieta nie miałaby ukryć szkatuły pod ziemią, a potem zasadzić na niej jakieś potencjalnie niebezpieczne zielsko, tak dla dodatkowej ochrony? Albo to było zupełnie zwykłe zielsko, ale przekleństwo ciążące na naszyjniku w jakiś sposób na nie podziałało. Lub czystym przypadkiem ostatnie anomalie wywołały rozrost i jakąś mutację absolutnie zwykłych krzewów, które rozrosły się akurat nad miejscem ukrycia naszyjnika. Albo…
-…albo pochowali w ogrodzie więcej magicznych rzeczy – dodała Brenna, której umysł oczywiście od razu zaczął tworzyć różne absurdalne teorie i możliwości.
Cóż. Mogła wydawać się głupia, ale tak naprawdę czasem myślała aż za wiele.
– Liv? Cofnijmy się proszę. I stań trochę za mną. Tak na wszelki wypadek… – poprosiła, zanim uniosła różdżkę, by rzucić to samo zaklęcie, co wcześniej: tym razem usiłując wyciąć złowieszczo wyglądające krzewy.
Rzuty:
Kształtowaniex2
Rzut W 1d100 - 83
Sukces!
Sukces!
Rzut W 1d100 - 72
Sukces!
Sukces!
Na co się natkniemy?
1 – krzaki spróbują nas zabić
2 – krzaki nie spróbują nas zabić, jest szkatułka pod nimi
3 – krzaki nie spróbują nas zabić, ukryto pod nimi coś innego
Rzut 1d3 - 1
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.