22.05.2024, 18:44 ✶
- Nie mamy tutaj biblioteki. I nie sądzę, by ktoś wtedy napisał coś w prasie, co byłoby nie po myśli Juliusów - powiedziała kobieta. Dom leżał na uboczu, kawałek od niego były pojedyncze domy, a do najbliższej wioski był spory kawałek drogi piechotą, mugolskiej w dodatku. Wątpliwe, by przechowywano tam informacje o magicznym lesie, który miał stać nad Księżycowym Stawem. - Jej ciało dawno spoczęło w grobie - dodała, już trochę łagodniej, spoglądając ku wodzie jeziora. - Znałam ich, bo i wszyscy magiczni w okolicy ich znali, a mieszkam tu całe życie. Trudno nie słyszeć o takich rzeczach, gdy jest się blisko, nawet gdy nie interesuje się... sąsiadami. Mogę powiedzieć wam tylko tyle, że byli pyszni jak ich przodkowie, a magia księżyca i wody w końcu ich ukarała.
Nie kryła nawet niechęci. Sama pewnie nie była czystej krwi albo przynajmniej nie wywodziła się z bogatej rodziny. Tak jak tamci pogardzali gorszymi od siebie, tak i ona miała najwyraźniej ich w pogardzie. Według słów kobiety, Juliusowie przewracaliby się w grobach, gdyby wiedzieli, że po ich domu chodził teraz mugolak, z takimi samymi prawami do przestępowania progu posiadłości głównym wejściem, jak wszyscy inni goście. Z drugiej strony... oboje mogli wiedzieć, że owa "klątwa" sięgnęła i dzieci, bo znaleziono rzeczy wskazujące na to, że wymarło całe pokolenie: w tym najmłodszy z synów.
- Nie wiem. Zdaje mi się, że wszyscy jak przyszli, tak szybko znikli. Księżycowy Staw i duchy lasu widać nie chcą, aby ktoś znowu przywrócił pamięć o Juliusach, bo nikt nie zagrzał tu miejsca na dłużej. Słyszałam tylko tyle, że dom kupiła kiedyś jedna arystokratka i omal się nie pozabijała z przyjaciółką, ale ile w tym prawdy... - Wzruszyła ramionami, a choć uśmiechnęła się do nich, ten uśmiech nie obejmował oczu. - Radzę wam odejść. Nim klątwa sięgnie i po was - dodała jeszcze, a potem odwróciła się po prostu i ruszyła ścieżką pomiędzy drzewa, najwyraźniej ani myśląc rozmawiać z nimi dłużej.
Usłyszeli już jej ostrzeżenia.
Od nich zależało, co z nimi zrobią.
Nie kryła nawet niechęci. Sama pewnie nie była czystej krwi albo przynajmniej nie wywodziła się z bogatej rodziny. Tak jak tamci pogardzali gorszymi od siebie, tak i ona miała najwyraźniej ich w pogardzie. Według słów kobiety, Juliusowie przewracaliby się w grobach, gdyby wiedzieli, że po ich domu chodził teraz mugolak, z takimi samymi prawami do przestępowania progu posiadłości głównym wejściem, jak wszyscy inni goście. Z drugiej strony... oboje mogli wiedzieć, że owa "klątwa" sięgnęła i dzieci, bo znaleziono rzeczy wskazujące na to, że wymarło całe pokolenie: w tym najmłodszy z synów.
- Nie wiem. Zdaje mi się, że wszyscy jak przyszli, tak szybko znikli. Księżycowy Staw i duchy lasu widać nie chcą, aby ktoś znowu przywrócił pamięć o Juliusach, bo nikt nie zagrzał tu miejsca na dłużej. Słyszałam tylko tyle, że dom kupiła kiedyś jedna arystokratka i omal się nie pozabijała z przyjaciółką, ale ile w tym prawdy... - Wzruszyła ramionami, a choć uśmiechnęła się do nich, ten uśmiech nie obejmował oczu. - Radzę wam odejść. Nim klątwa sięgnie i po was - dodała jeszcze, a potem odwróciła się po prostu i ruszyła ścieżką pomiędzy drzewa, najwyraźniej ani myśląc rozmawiać z nimi dłużej.
Usłyszeli już jej ostrzeżenia.
Od nich zależało, co z nimi zrobią.
Postać opuszcza sesję