22.05.2024, 19:19 ✶
Charlie zawahał się, gdy nieznajomy nie tylko musiał wyłapać, co mówił do brata, ale jeszcze zdołał odpowiedzieć. Mulciber przesłał mu spojrzenie, marszcząc lekko brwi. Wydawało się, że poliglota również był magiem. Można było tak założyć, bo skąd znałby takie określenia?
Ruszywszy w stronę pubu, Charlie postanowił nie zastanawiać się nad tym dłużej. Miał już towarzystwo i chociaż byłoby miło poznać kogoś w Londynie, najpierw musiał ochłodzić się zimnym piwkiem.
- Cholera, tamten miał rację... - Mruknął po swojemu oglądając się na brata.
Pub był pełen mugoli. Większość z nich była raczej starsza niż młodsza, a wszystkie podkreślone zmarszczkami ślepia wlepione były w jeden punkt - w śmieszne drewniane pudełko, którego jeden bok był szklany i zdecydowanie kolorowy, pokazując zieloną murawę, a na niej grupę zawodników biegających tylko za jedną piłką. Też coś! Żałosny, nudny sport. Charles prychnął.
- Nie ma miejsca. - Skomentował sucho, oglądając się na Leonarda.
- Tam jest stolik! Siadaj, nie przeszkadzaj!
Jeden z mugoli wprost zaatakował braci Mulciberów i Charlie nie mógł zrobić nic innego, jak tylko pognać we wskazaną stronę! Nim się obejrzał, jego tyłek już siadał na drewnianym krzesełku, naprzeciw twardej, brudnej kanapy pod ścianą.
Ruszywszy w stronę pubu, Charlie postanowił nie zastanawiać się nad tym dłużej. Miał już towarzystwo i chociaż byłoby miło poznać kogoś w Londynie, najpierw musiał ochłodzić się zimnym piwkiem.
- Cholera, tamten miał rację... - Mruknął po swojemu oglądając się na brata.
Pub był pełen mugoli. Większość z nich była raczej starsza niż młodsza, a wszystkie podkreślone zmarszczkami ślepia wlepione były w jeden punkt - w śmieszne drewniane pudełko, którego jeden bok był szklany i zdecydowanie kolorowy, pokazując zieloną murawę, a na niej grupę zawodników biegających tylko za jedną piłką. Też coś! Żałosny, nudny sport. Charles prychnął.
- Nie ma miejsca. - Skomentował sucho, oglądając się na Leonarda.
- Tam jest stolik! Siadaj, nie przeszkadzaj!
Jeden z mugoli wprost zaatakował braci Mulciberów i Charlie nie mógł zrobić nic innego, jak tylko pognać we wskazaną stronę! Nim się obejrzał, jego tyłek już siadał na drewnianym krzesełku, naprzeciw twardej, brudnej kanapy pod ścianą.