22.05.2024, 21:57 ✶
– Bardzo chętnie odpytam cię z tego, czego się nauczyłeś – zapewniła Florence. Doskonale wiedziała, że nie lubił tych zaklęć. Mogła się tylko domyślać, czy wiązało się to z tym, że nie cierpiał, kiedy ktoś lub coś dostrzegał coś, czego nie chciał pokazać spod maski pokerzysty, noszonej nawet na użytek przyjaciół i rodziny. Ale w takich wypadkach ani myślała ustępować, niezależnie od przyczyn. Uśmiechnęła się jednak mimowolnie (chociaż bardzo krótko, ledwo widocznie) na jego oburzenie, gdy przypadkiem dokonała jego degradacji. – Już, już. Wiesz przecież, że dla mnie jesteś numerem jeden – – powiedziała i rozczochrała mu włosy, choć zaraz opuściła dłoń i kolejne słowa dodała z odrobiną przekory. - Ex aequo z bratem, oczywiście.
Fakt, że Orion nie trafił na tę listę, niezbyt ją dziwił. Starszy z Bulstrodów unikał blasku fleszy i rzadko udzielał się towarzysko, bardziej chyba pod tym względem podobny do niej niż do Atreusa. Ale bez wątpienia byłby doskonałym kandydatem na męża, przynajmniej mało obiektywnym zdaniem Florence.
– To skoncentrowana dawka, ale jeśli życzysz sobie wypić całą fiolkę, mogę zaaplikować ci jeszcze jeden eliksir. Chyba wspomniałeś o nim ostatnio, że smakuje jak fasolka wszystkich smaków o smaku wymiotnym – skwitowała Florence, obracając jego dłoń tak, aby znalazła się wierzchem do góry. Obejrzała dokładnie ranę, upewniając się, że nie zostały w niej żadne kawałki szkła, zanim stuknęła w nią lekko różdżką, tak że skaleczenie zasklepiło się. – Jakbyś kiedykolwiek celowo pozwolił komuś wygrać, Atreus – powiedziała, unosząc na niego na moment wzrok, jasne oczy, bardzo podobne do oczu ich obu, widzące nie tylko to, co dało się dostrzec podstawowymi zmysłami. Tym razem jedna nie próbowała patrzeć w jego przyszłość: sama nie była pewna dlaczego. Może czasem lepiej nie wiedzieć?
Machnęła różdżką, przywołując do siebie kolejną fiolkę i spuściła na miejsce po ranie trzy krople eliksiru, mające zapewnić, że rana się nie otworzy, gdy czar przestanie działać.
– Ten wysoki, mówisz? Tak, to wyjaśnia, jak dosięgnął. Nie miałam pojęcia, że Joker ma aż tak dużo siły w tych drobnych piąstkach. Miałeś szczęście, że nie złamał ci nosa. Czy teraz powinnam iść wyleczyć mu głowę, na której rozbito szklankę, czy może to nie on padł tutaj ofiarą? – spytała, wypuszczając jego chłodną dłoń spomiędzy palców. Kusiło ją, by spytać, co naprawdę się stało: ale widziała przecież, że ewidentnie nie chciał mówić. Tak jak nie chciał jej mówić o bardzo wielu rzeczach i musiała się z tym pogodzić.
Fakt, że Orion nie trafił na tę listę, niezbyt ją dziwił. Starszy z Bulstrodów unikał blasku fleszy i rzadko udzielał się towarzysko, bardziej chyba pod tym względem podobny do niej niż do Atreusa. Ale bez wątpienia byłby doskonałym kandydatem na męża, przynajmniej mało obiektywnym zdaniem Florence.
– To skoncentrowana dawka, ale jeśli życzysz sobie wypić całą fiolkę, mogę zaaplikować ci jeszcze jeden eliksir. Chyba wspomniałeś o nim ostatnio, że smakuje jak fasolka wszystkich smaków o smaku wymiotnym – skwitowała Florence, obracając jego dłoń tak, aby znalazła się wierzchem do góry. Obejrzała dokładnie ranę, upewniając się, że nie zostały w niej żadne kawałki szkła, zanim stuknęła w nią lekko różdżką, tak że skaleczenie zasklepiło się. – Jakbyś kiedykolwiek celowo pozwolił komuś wygrać, Atreus – powiedziała, unosząc na niego na moment wzrok, jasne oczy, bardzo podobne do oczu ich obu, widzące nie tylko to, co dało się dostrzec podstawowymi zmysłami. Tym razem jedna nie próbowała patrzeć w jego przyszłość: sama nie była pewna dlaczego. Może czasem lepiej nie wiedzieć?
Machnęła różdżką, przywołując do siebie kolejną fiolkę i spuściła na miejsce po ranie trzy krople eliksiru, mające zapewnić, że rana się nie otworzy, gdy czar przestanie działać.
– Ten wysoki, mówisz? Tak, to wyjaśnia, jak dosięgnął. Nie miałam pojęcia, że Joker ma aż tak dużo siły w tych drobnych piąstkach. Miałeś szczęście, że nie złamał ci nosa. Czy teraz powinnam iść wyleczyć mu głowę, na której rozbito szklankę, czy może to nie on padł tutaj ofiarą? – spytała, wypuszczając jego chłodną dłoń spomiędzy palców. Kusiło ją, by spytać, co naprawdę się stało: ale widziała przecież, że ewidentnie nie chciał mówić. Tak jak nie chciał jej mówić o bardzo wielu rzeczach i musiała się z tym pogodzić.