22.05.2024, 23:28 ✶
Samuel zdawał się nieco tymi wszystkimi informacjami skołowany. Nie było problemem to, że mówiła, że jest zwykły, och nie, wiadomość o tym, że zaburzenia w rozroście roślin są wszędzie i są dziełem czarnoksięskiej mocy były o tyle uspokajające, że zdejmowały z jego barków bardzo dużo poczucia winy i odpowiedzialności za bieżący stan. Nie to był problem... Jego brwi były ściągnięte przez cały czas jak mówiła, błękitne oczy lśniły brakiem zrozumienia. Jakiś mag, robił jakieś eksperymenty i najwidoczniej to wpłynęło na to, że Sam przyzywał rośliny. To nie miało sensu? Berenika bardzo mocno ugruntowała wiarę w swoim jedynym synu, że jest to błogosławieństwo puszczy. Oczywiście, uderzało w to przekonanie wiele rzeczy już wcześniej. Jak na błogosławieństwo (zgodnie z resztą ze słowami jego przyjaciółki Bee) było to bardzo niemiłe, że atakowało i jego i bliskich, że nie mógł wybrać, czy jest to obrona. Znajomość z Roselyn Greengrass, jakkolwiek niegdyś powierzchowna by nie była, teraz nabrała rozpędu, gdy miał kontakt z ludźmi częściej niż dwa razy do roku. I Rose, jako opiekunka puszczy, znała wiele jej tajemnic, ale nie słyszała o takiej właśnie, by ktoś urodzony w lesie miał moc przyzywania roślin do siebie. Aby to była forma rozmowy Kniei z nim. Jej zazdrość.
Samuel czuł się z tego powodu bardzo nieswojo, a i tak te dwa słowa nie oddawały skali wewnętrznego konfliktu. Zupełnie jakby rdzeń jego osobowości właśnie kruszał. A przecież pani Bulstrode wypowiadała się bardzo rzeczowo, przecież i Bee i jej brat mówili coś o takiej przypadłości, o tym, że mają koleżankę, która notorycznie oblewa się wodą. Jak to możliwe, że jego matka o tym nie wiedziała? Przecież... nie wprowadziłaby go celowo w błąd prawda? Nie okłamałaby go? Dlaczego miałaby to robić? Zimny dreszcz spacerował po jego kręgosłupie, był przejęty tym odkryciem i już wiedział, że po tym spotkaniu będzie musiał to wszystko "wylatać". Nie eliksiry, a właśnie ruch był jego sposobem na rozładowanie napięcia, emocje w ciele zwierząt były prostsze do spalenia. Ale ten eliksir to byłby jednak dobry pomysł na czas spędzany z Norą i Mabel. Podwójne zabezpieczenie.
– Ja też nie wiem... nie wiem jak mi pójdzie to kształtowanie. Zazwyczaj wszystko transmutuje nigdy nie myślałem, że będę potrzebował innej szkoły. – Odetchnął głęboko, uziemiając się. Dobrze, że spotkali się tu na wrzosowisku, blisko drzew. Łatwo mu było odzyskać przejrzystość myśli w znanym dla siebie terenie. Będzie musiał o tym z kimś porozmawiać tylko nie miał absolutnie pojęcia z kim. Nie chciał martwić Nory, a Brenna była bardzo surowa zazwyczaj w ocenie wielu sytuacji i czuł, że to nie takiej pociechy i rozeznania w tym wszystkim by potrzebował. Przez myśl przeszedł mu Erik, który bardzo przypominał mu ojca, szczególnie po czasie, który wspólnie spędzili nad jeziorem. Może to byłby dobry pomysł chociaż nie wiedział jakby to zrobić teraz, kiedy był zaręczony z jego przyjaciółką i sprawy się pokomplikowały bo może nie chciałby z nim się widzieć na żywo i rozmawiać. To wszystko było takie trudne...
– Rozumiem. Ja... mm... mam nadzieję, że uda mi się znaleźć jakiegoś nauczyciela i obiecuje nie przedawkować eliksirów. Mam, miałem sposoby w sumie od lat nie miałem ataków, nie w takiej częstotliwości no ale inaczej było w lesie, a inaczej teraz, gdy w koło dużo ludzi i tez no... dużo konfliktów. Nie zawsze wypada zmienić się w niedźwiedzia i porzucać drzewami, żeby adrenalina zeszła. Czy coś. W każdym razie, ja chętnie pomogę, ale jeśli to możliwe, to wolałbym spotykać się tutaj, bo Londyn bardzo... bardzo mnie stresuje a wtedy to ha! To nawet eliksir nie pomoże. Mogę pani wysyłać listy z informacjami jak się zmieniają ataki wobec postępów w magii, mogę oczywiście mogę tu krew dać na badania, wziąć udział w... w tym no... procesie. A jeśli... jeśli byłaby możliwość kiedyś spotkania się z kimś, kto też cierpi z powodu roślin to ja bardzo chętnie bym się spotkał. Z kimś kto ma ten sam żywioł co ja. Jeśli pani ma możliwość, a ta druga osoba by chciała... em... wymienić się doświadczeniami. Mogę też zbierać próbki roślin one są dziwne, inne niż te które występują w regionie. Prowadzić, jak mój dziadek dziennik obserwacji? Myślę, że to też mogłoby pomóc. – mimo że był nieokrzesany społecznie, Sam był wychowany przez parę intelektualistów, którzy po prostu postanowili zaekpserymentować na własnym dziecku odcięcie od społeczeństwa, z drugiej strony jednak wkładając mu do głowy dużo wiedzy i naukowych metodologii. Kto wie, kim byłby teraz McGonagall, gdyby dali mu szansę podjęcia nauki w Hogwarcie? Kto wie, czy nie prowadziłby tych badań razem z Bulstrode z poziomu kogoś, kto jest bardzo biegły w temacie klątw. – M... i jeśli mogłaby pani polecić jakąś książkę o tej klątwie i o Wiliusie, to ja też chętnie poczytam. Ja... ja chce wiedzieć o tym jak najwięcej. – podjął nagle z determinacją kruszonych w głowie przekonań i świadom, bądź nie, był to jego kolejny krok ku dorosłości, kolejny krok pomagający mu w końcu stanąć na własne nogi.
Samuel czuł się z tego powodu bardzo nieswojo, a i tak te dwa słowa nie oddawały skali wewnętrznego konfliktu. Zupełnie jakby rdzeń jego osobowości właśnie kruszał. A przecież pani Bulstrode wypowiadała się bardzo rzeczowo, przecież i Bee i jej brat mówili coś o takiej przypadłości, o tym, że mają koleżankę, która notorycznie oblewa się wodą. Jak to możliwe, że jego matka o tym nie wiedziała? Przecież... nie wprowadziłaby go celowo w błąd prawda? Nie okłamałaby go? Dlaczego miałaby to robić? Zimny dreszcz spacerował po jego kręgosłupie, był przejęty tym odkryciem i już wiedział, że po tym spotkaniu będzie musiał to wszystko "wylatać". Nie eliksiry, a właśnie ruch był jego sposobem na rozładowanie napięcia, emocje w ciele zwierząt były prostsze do spalenia. Ale ten eliksir to byłby jednak dobry pomysł na czas spędzany z Norą i Mabel. Podwójne zabezpieczenie.
– Ja też nie wiem... nie wiem jak mi pójdzie to kształtowanie. Zazwyczaj wszystko transmutuje nigdy nie myślałem, że będę potrzebował innej szkoły. – Odetchnął głęboko, uziemiając się. Dobrze, że spotkali się tu na wrzosowisku, blisko drzew. Łatwo mu było odzyskać przejrzystość myśli w znanym dla siebie terenie. Będzie musiał o tym z kimś porozmawiać tylko nie miał absolutnie pojęcia z kim. Nie chciał martwić Nory, a Brenna była bardzo surowa zazwyczaj w ocenie wielu sytuacji i czuł, że to nie takiej pociechy i rozeznania w tym wszystkim by potrzebował. Przez myśl przeszedł mu Erik, który bardzo przypominał mu ojca, szczególnie po czasie, który wspólnie spędzili nad jeziorem. Może to byłby dobry pomysł chociaż nie wiedział jakby to zrobić teraz, kiedy był zaręczony z jego przyjaciółką i sprawy się pokomplikowały bo może nie chciałby z nim się widzieć na żywo i rozmawiać. To wszystko było takie trudne...
– Rozumiem. Ja... mm... mam nadzieję, że uda mi się znaleźć jakiegoś nauczyciela i obiecuje nie przedawkować eliksirów. Mam, miałem sposoby w sumie od lat nie miałem ataków, nie w takiej częstotliwości no ale inaczej było w lesie, a inaczej teraz, gdy w koło dużo ludzi i tez no... dużo konfliktów. Nie zawsze wypada zmienić się w niedźwiedzia i porzucać drzewami, żeby adrenalina zeszła. Czy coś. W każdym razie, ja chętnie pomogę, ale jeśli to możliwe, to wolałbym spotykać się tutaj, bo Londyn bardzo... bardzo mnie stresuje a wtedy to ha! To nawet eliksir nie pomoże. Mogę pani wysyłać listy z informacjami jak się zmieniają ataki wobec postępów w magii, mogę oczywiście mogę tu krew dać na badania, wziąć udział w... w tym no... procesie. A jeśli... jeśli byłaby możliwość kiedyś spotkania się z kimś, kto też cierpi z powodu roślin to ja bardzo chętnie bym się spotkał. Z kimś kto ma ten sam żywioł co ja. Jeśli pani ma możliwość, a ta druga osoba by chciała... em... wymienić się doświadczeniami. Mogę też zbierać próbki roślin one są dziwne, inne niż te które występują w regionie. Prowadzić, jak mój dziadek dziennik obserwacji? Myślę, że to też mogłoby pomóc. – mimo że był nieokrzesany społecznie, Sam był wychowany przez parę intelektualistów, którzy po prostu postanowili zaekpserymentować na własnym dziecku odcięcie od społeczeństwa, z drugiej strony jednak wkładając mu do głowy dużo wiedzy i naukowych metodologii. Kto wie, kim byłby teraz McGonagall, gdyby dali mu szansę podjęcia nauki w Hogwarcie? Kto wie, czy nie prowadziłby tych badań razem z Bulstrode z poziomu kogoś, kto jest bardzo biegły w temacie klątw. – M... i jeśli mogłaby pani polecić jakąś książkę o tej klątwie i o Wiliusie, to ja też chętnie poczytam. Ja... ja chce wiedzieć o tym jak najwięcej. – podjął nagle z determinacją kruszonych w głowie przekonań i świadom, bądź nie, był to jego kolejny krok ku dorosłości, kolejny krok pomagający mu w końcu stanąć na własne nogi.