23.05.2024, 00:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.05.2024, 00:09 przez Millie Moody.)
Przez moment jeszcze stała przytulona do Thomasa, ale gdy stara dziwaczka zniknęła, to wraz z cichym – Pojebane to – zniknęło również ciepło jej objęcia. Z resztą umówmy się, Moody bardzo dbała o to, żeby nie sypiać ze swoimi przyjaciółmi. Na chuj psuć takie piękne relacje?
– Trzeba będzie to przekazać reszcie, bardzo mnie niepokoi ta wydeptana ścieżka prowadząca nie wcale wokół stawu, ale do posiadłości, zupełnie jakby ta baba jakieś pielgrzymki jebane tam uprawiała. – mruknęła, mrużąc złociste oczy podejrzliwie. – Trzeba było kurwa wziąć ze sobą egzorcystę w torbie. Mamy w ogóle jakiegoś na stanie w zakonie? – ONA powinna być egzorcystką, w końcu we krwi miała podglądanie duchów, ale jakoś talentu zbrakło... do czegokolwiek poza wkurwianiem wszystkich dookoła. Westchnęła ciężko, rozglądając się po terenie. Dzień gasł w oczach. – Jezioro i tak trzeba będzie przetrzepać, bo jak jeden trup tam poleciał, to i inny mógł. Nie będą rybki alastorowe kurwa żreć jakiś kości! – bruknęła. – Wracamy? Widziałam, że wziąłeś gitarę ze sobą, nie dopuśćmy by miała się zmarnować. I nabrałam ochoty na te ciastka zwłaszcza teraz. W ogóle.. wiesz, że wróciłam do malowania? Może powieści z tego nie będzie, ale chętnie jebnę jutro kilka pejzażyków. Mega fajna miejscówka. Brenna miała oko. – bardzo jej się podobało. Nie tylko tajemnica, ale fakt, że nie śmierdziało lawendą tak jak sterylne białe korytarze lecznicy dusz. Kto wie, może jednak będzie częściej wyjeżdżać z miasta?
Tymczasem nie było co dalej co bawić się w "chowanego" z "narzeczonym". Ruszyli więc wzdłuż brzegu do domostwa.
– Trzeba będzie to przekazać reszcie, bardzo mnie niepokoi ta wydeptana ścieżka prowadząca nie wcale wokół stawu, ale do posiadłości, zupełnie jakby ta baba jakieś pielgrzymki jebane tam uprawiała. – mruknęła, mrużąc złociste oczy podejrzliwie. – Trzeba było kurwa wziąć ze sobą egzorcystę w torbie. Mamy w ogóle jakiegoś na stanie w zakonie? – ONA powinna być egzorcystką, w końcu we krwi miała podglądanie duchów, ale jakoś talentu zbrakło... do czegokolwiek poza wkurwianiem wszystkich dookoła. Westchnęła ciężko, rozglądając się po terenie. Dzień gasł w oczach. – Jezioro i tak trzeba będzie przetrzepać, bo jak jeden trup tam poleciał, to i inny mógł. Nie będą rybki alastorowe kurwa żreć jakiś kości! – bruknęła. – Wracamy? Widziałam, że wziąłeś gitarę ze sobą, nie dopuśćmy by miała się zmarnować. I nabrałam ochoty na te ciastka zwłaszcza teraz. W ogóle.. wiesz, że wróciłam do malowania? Może powieści z tego nie będzie, ale chętnie jebnę jutro kilka pejzażyków. Mega fajna miejscówka. Brenna miała oko. – bardzo jej się podobało. Nie tylko tajemnica, ale fakt, że nie śmierdziało lawendą tak jak sterylne białe korytarze lecznicy dusz. Kto wie, może jednak będzie częściej wyjeżdżać z miasta?
Tymczasem nie było co dalej co bawić się w "chowanego" z "narzeczonym". Ruszyli więc wzdłuż brzegu do domostwa.