Dosłowność niektórych wyrażeń nie potrzebowała udowadniania, że one się spełniają właśnie teraz. Niekoniecznie spodziewał się tego, że dostanie od niej taką odpowiedź zwrotną. Cieszącą, miłą, wręcz niezbędną dla nieuchronnie odczuwanego poczucia walki budowanego we wnętrzu. W końcu można się bać, ale nie można się temu strachowi poddawać. Ta słodka wiadomość potwierdzająca jej przybycie akurat tego dnia była anielskim poselstwem - musiało się zgadzać, skoro niosły ją białe jak śnieg skrzydła sowy, która właśnie wylatywała przez jego okno w towarzystwie maleńkiej kaktusówki w stronę lasu. Później mógłby narzekać na to, że obie za duże nie jedzą, ale co będą wcinały karmę dawaną przez pańską dłoń, kiedy mogły korzystać ze zbliżającej się powoli nocy i złapać sobie coś o wiele bardziej gustownego pod ich pazur? Laurent im nigdy nie zabraniał i nawet nie zamierzał. Tak jak nie zamierzał samemu sobie zabronić tego, żeby odłożyć wszystko, czym musiał się zajmować - pracy nigdy nie brakowało. Tu skarga do rozpatrzenia, tam nowa umowa, tam trzeba odświeżyć stare, tutaj na pewno trzeba przejrzeć oferty dla stałych klientów, spotkać się z darczyńcami, upewnić się, że w rachunkach wszystko się zgadza i co z inwentaryzacją? Był taki rodzaj pracy, który był miły, bo mogłeś pracować wtedy, kiedy chciałeś, jeśli tylko nie goniły cię umówione spotkania. Jednocześnie praca stawała się tobą i wędrowała z tobą, bo pracowałeś niemal zawsze. Niemal wszędzie. Laurent miał do tego coraz bardziej zdrowe podejście, które paradoksalnie wcale niekoniecznie go do końca uszczęśliwiało. Nie miało to takiego znaczenia. Ważne, że pomimo wszystkich tych kryzysów to miejsce udawało się trzymać w ryzach. Nie tracił nad nim kontroli i udawało się unikać złego rozgłosu. Gdyby ludzie wiedzieli, że to miejsce jest miejscem, który wybrali Śmierciożercy na cel to niekoniecznie tak chętnie by tutaj przychodzili - nie dziwiłby im się nawet. Nie miałby do nich najmniejszej pretensji.
- Na ciebie, Victorio, zawsze czeka się zbyt długo. - Uśmiechnął się, automatycznie nieco przechylając ramię i samemu do niej przylegając w tej pozycji. Objął ją ramieniem, żeby wygodniej się siedziało. - Każda sekunda oczekiwania na taką piękność to udręka. - Dokończył swoją wypowiedź, bo bez całego kontekstu mogłaby zostać uznana za niemal obraźliwą, sugerującą, że Victoria się spóźnia, że ciągle się na nią oczekuje. Nie odebrałaby tak tego z jego ust, taką miał nadzieję. Oczekiwanie na kogoś potrafiło być naprawdę pozytywnym uczuciem. Nawet kiedy ktoś czeka właśnie zbyt długo - nie dlatego, że się spóźniasz, przychodzisz w czas. Ale dla tej osoby ten czas jest absolutną wiecznością. - Czy to podchwytliwe pytanie? - Zerknął na nią, kiedy tak siedzieli. Sam starał się nie opierać, bo ciągle bolały go plecy, na szczęście podłokietniki foteli to umożliwiały. Pytania zdecydowanie były podchwytliwe, kiedy usłyszał jej następną wypowiedź. - Och... odruchy... - Robił to zazwyczaj automatycznie, nie zastanawiał się nawet nad tym. Był list, była jego forma, która powinna zostać zatrzymana i był podpis. Chyba nie zawsze stawiał nazwisko przy swoim imieniu..? Zamyślił się nad tym sam na moment. - Nie zastanawiałem się nad tym prawdę mówiąc. Chyba robię to automatycznie, aczkolwiek wydaje mi się, że nie zawsze dopisywałem nazwisko w listach do ciebie..? Czy tylko mi się wydaje? - Laurent lubił mówić, lubił przekazywać te swoje ciągi myśli, które często były niesprecyzowane, bo nie osiągały prostoty budową wypowiedzi. Wisły się i snuły, kiedy pozwalał sobie tak mówić, często przepasłe w metafory. Nawet jeśli mówić lubił - i lubił mówić do Victorii - to niekoniecznie myślał o monologach w jej obecności. To, że nie odpowiadała to jedno. To, jak zamglone spojrzenie miała... automatycznie się spiął. Aż mu włoski stanęły dęba na karku z niepokoju, że ta kulka chłodu przy nim miała atak spowodowany wspomnieniem i wyglądała jak... wampir. Albo jak dzikie zwierzę chcące dobrać się do jego tętnicy. - Victorio..? - Zapytał bardzo cicho. Bał się ją z tego stanu wyciągać gwałtownie, ale bał się też zupełnie nie reagować. - Wszystko w porządku? - Widział ten jej uśmiech, taki rozmarzony. Może tym razem to było dobre wspomnienie..?