23.05.2024, 08:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.05.2024, 12:27 przez Brenna Longbottom.)
- Tylko żartowałam - zapewniła Brenna. Nie, żywot ducha nie był dla niej, nie dlatego, że była dość odważna, by "iść dalej", poza ogień, a dlatego, że zostanie tutaj w niematerialnej postacj przerażało ją znacznie bardziej niż cokolwiek, co mogło czekać na końcu drogi.
Byli młodzi, cała trójka, nawet ona, najstarsza z nich. A jednak w przypadku jej i Heather ten koniec drogi nie musiał być wcale tak daleki: Brenna czasem miała wrażenie, że znajduje się tuż za rogiem.
Mimo tych ponurych myśli, uśmiechnęła się do chłopaka znad kufla piwa, gdy wspomniał o podlewaniu aloesu.
- Pewnie, że tak. Sama kiedyś odrzuciłam w niego piłki, którymi w nas ciskał. Ale Irytek to poltergeist, może latać, jest szybki, nie da się go zranić, nic nie robi sobie z tego, że ktoś czymś w niego rzuci. W szkole go nie cierpiałam - powiedziała. Teraz miała... trochę mieszane uczucia. Z jednej strony Irytek stanowił część kolorytu zamku, z drugiej drugoklasistka oblana wodą na oczach klasy, mogła przeżywać to miesiącami i nie zawrzeć w konsekwencji przyjaźni, które inaczej by zaistniały.
Jednocześnie gdyby nie Irytek, Brenna nie zaprzyjaźniłaby się przynajmniej z jedną osobą.
- Raczej nie nabrałby się na takie słodycze, ale jeśli cię interesują, zaraz możemy po nie iść. Sprzedają takie w Miodowym Królestwie - dorzuciła, upijając łyk kremowego piwa.
- Myślę, że Marta była nieszczęśliwą, samotną dziewczynką i została taką po śmierci - powiedziała Brenna, dość łagodnie na słowa Wood. Rozumiała, dlaczego uczniowie nie lubili Marty Warren w przeszłości. I rozumiała, dlaczego kolejne pokolenia miały jej szczerze dość. A jednocześnie była dla Brenny śladem tragedii: podwójnej. Szkolnego nieszczęścia dziecka, które nie umiało się dostosować i morderstwa na nastolatce. - Podejrzewam, że była z mugolskiej rodziny. Trudny charakter, płaczliwość, to na pewno nie ułatwiało. Nie dorosła od tamtej pory, i nie lubią jej ani uczniowie, ani inne duchy. Nikt nie wie, co ją dokładnie spotkało, sama twierdzi, że umarła w łazience, tej samej, którą teraz nawiedza. Sama nie jest pewna, jak to właściwie się stało. Szukałam kiedyś informacji na ten temat, a jeden z moich wujów był z nią na roku. Podobno ostatecznie uznano, że doszło do jakiegoś wypadku…
Brenna jednak miała poważne wątpliwości, zwłaszcza że zdaniem wuja i rodziców w Hogwarcie działy się wtedy „dziwne” rzeczy. Ale skoro nagle ustały, może znaleziono przyczynę?
Byli młodzi, cała trójka, nawet ona, najstarsza z nich. A jednak w przypadku jej i Heather ten koniec drogi nie musiał być wcale tak daleki: Brenna czasem miała wrażenie, że znajduje się tuż za rogiem.
Mimo tych ponurych myśli, uśmiechnęła się do chłopaka znad kufla piwa, gdy wspomniał o podlewaniu aloesu.
- Pewnie, że tak. Sama kiedyś odrzuciłam w niego piłki, którymi w nas ciskał. Ale Irytek to poltergeist, może latać, jest szybki, nie da się go zranić, nic nie robi sobie z tego, że ktoś czymś w niego rzuci. W szkole go nie cierpiałam - powiedziała. Teraz miała... trochę mieszane uczucia. Z jednej strony Irytek stanowił część kolorytu zamku, z drugiej drugoklasistka oblana wodą na oczach klasy, mogła przeżywać to miesiącami i nie zawrzeć w konsekwencji przyjaźni, które inaczej by zaistniały.
Jednocześnie gdyby nie Irytek, Brenna nie zaprzyjaźniłaby się przynajmniej z jedną osobą.
- Raczej nie nabrałby się na takie słodycze, ale jeśli cię interesują, zaraz możemy po nie iść. Sprzedają takie w Miodowym Królestwie - dorzuciła, upijając łyk kremowego piwa.
- Myślę, że Marta była nieszczęśliwą, samotną dziewczynką i została taką po śmierci - powiedziała Brenna, dość łagodnie na słowa Wood. Rozumiała, dlaczego uczniowie nie lubili Marty Warren w przeszłości. I rozumiała, dlaczego kolejne pokolenia miały jej szczerze dość. A jednocześnie była dla Brenny śladem tragedii: podwójnej. Szkolnego nieszczęścia dziecka, które nie umiało się dostosować i morderstwa na nastolatce. - Podejrzewam, że była z mugolskiej rodziny. Trudny charakter, płaczliwość, to na pewno nie ułatwiało. Nie dorosła od tamtej pory, i nie lubią jej ani uczniowie, ani inne duchy. Nikt nie wie, co ją dokładnie spotkało, sama twierdzi, że umarła w łazience, tej samej, którą teraz nawiedza. Sama nie jest pewna, jak to właściwie się stało. Szukałam kiedyś informacji na ten temat, a jeden z moich wujów był z nią na roku. Podobno ostatecznie uznano, że doszło do jakiegoś wypadku…
Brenna jednak miała poważne wątpliwości, zwłaszcza że zdaniem wuja i rodziców w Hogwarcie działy się wtedy „dziwne” rzeczy. Ale skoro nagle ustały, może znaleziono przyczynę?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.