26.12.2022, 13:30 ✶
Może istniał jakiś alternatywny świat, gdzie inna Florence Bulstrode radośnie żartowała ze stażystami i dawała im łatwe testy. W tym jednak, faktycznie – nieodmiennie trzymała dystans. Choćby dlatego, by nie mieć oporów wyrzucić ze swojego kursu kogoś, kto do Munga kompletnie się nie nadawał, bo takie przypadki się zdarzały.
Poza tym uzdrowicielka zdążyła się nauczyć, że póki się jej śmiertelnie bali, może nie była lubiana, ale dzięki temu w lot przyswajali wszystkie zagadnienia. A to było najważniejsze. Nie dbała i o to, że część z nich przenosiła te animozje później na pracę, kiedy już kończyli kurs, jak długo dzięki jej naukom potrafili rozpoznać klątwę i złamać skutki nieudanej transmutacji.
Sama też się przesunęła, dostrzegając wreszcie, że omal nie wpadła na stoisko ze słodkościami. Jadała takie rzadko, ale jej wzrok przesunął się po nich mimowolnie: skoro już się tu zatrzymała, mogła wziąć jakieś łakocie dla braci i może kilka ciastek do Munga, by osłodzić czarną, gorzką kawę popijaną podczas dyżurów i cudzą głupotę.
- Widziałam ją przed chwilą. Kobieta, z którą rozmawiała, bardzo pobladła i nawet już miałam podejść sprawdzić, czy nie zemdleje – odparła Florence gładko, zabierając się do wybrania słodyczy. Nie fasolki, absolutnie, nie cierpiała ich. Czekoladowe żaby mogła kupić w każdym sklepie. Ciasto miodowe było już bardziej intrygujące, krwawe cukierki pasowały idealnie do Atreusa, a ciasteczka z gorzką czekoladą będą identyczne dla niej…
Nie kłamała, bo faktycznie, do kogo nie podeszła Szeptucha, ten jakoś bladł i sprawiał wrażenie, jakby chciał uciekać. To, że podeszła też do Florence – i ta nie pobladła, może dlatego, że blada była z natury – stanowiło już zupełnie inną sprawę, prawda?
Oto więc Eunice miała się rozczarować. Florence Bulstrode pod wpływem magii Ostary człowiekiem, a nie uzdrowicielką? No doprawy, skąd. (A przynajmniej nie wobec stażystów: wobec rodziny i nielicznych przyjaciół zachowywała się odrobinę inaczej.) Zresztą ledwo to pełniła dyżur przy lesie, składając nieszczęśników, którzy ucierpieli podczas zbierania jajek. Chociaż wcale nie była tutaj służbowo.
- Zastanawiałam się, czy jakaś nieszkodliwa wariatka, naprawdę jest jasnowidzką czy może jednak należałoby wspomnieć o niej Brygadzistom, skoro niepotrzebnie straszy ludzi. Wygłasza jakieś niestworzone przepowiednie? – pytanie zawisło niejako w powietrzu, jakby niekoniecznie kierowała je do Eunice, a ot tak, rzucała zapytanie na wiatr. Chociaż miała w tym własny interes, bo choć słowa Szeptuchy zdawały się naprawdę pozbawione sensu i nie zwiastowały niczego konkretnego… to jakoś Florence niepokoiły. Chciałaby móc wrzucić je do szufladki: ach, ta baba zawsze opowiada jakieś bzdury i nic nigdy się w związku z tym nie stało.
Poza tym uzdrowicielka zdążyła się nauczyć, że póki się jej śmiertelnie bali, może nie była lubiana, ale dzięki temu w lot przyswajali wszystkie zagadnienia. A to było najważniejsze. Nie dbała i o to, że część z nich przenosiła te animozje później na pracę, kiedy już kończyli kurs, jak długo dzięki jej naukom potrafili rozpoznać klątwę i złamać skutki nieudanej transmutacji.
Sama też się przesunęła, dostrzegając wreszcie, że omal nie wpadła na stoisko ze słodkościami. Jadała takie rzadko, ale jej wzrok przesunął się po nich mimowolnie: skoro już się tu zatrzymała, mogła wziąć jakieś łakocie dla braci i może kilka ciastek do Munga, by osłodzić czarną, gorzką kawę popijaną podczas dyżurów i cudzą głupotę.
- Widziałam ją przed chwilą. Kobieta, z którą rozmawiała, bardzo pobladła i nawet już miałam podejść sprawdzić, czy nie zemdleje – odparła Florence gładko, zabierając się do wybrania słodyczy. Nie fasolki, absolutnie, nie cierpiała ich. Czekoladowe żaby mogła kupić w każdym sklepie. Ciasto miodowe było już bardziej intrygujące, krwawe cukierki pasowały idealnie do Atreusa, a ciasteczka z gorzką czekoladą będą identyczne dla niej…
Nie kłamała, bo faktycznie, do kogo nie podeszła Szeptucha, ten jakoś bladł i sprawiał wrażenie, jakby chciał uciekać. To, że podeszła też do Florence – i ta nie pobladła, może dlatego, że blada była z natury – stanowiło już zupełnie inną sprawę, prawda?
Oto więc Eunice miała się rozczarować. Florence Bulstrode pod wpływem magii Ostary człowiekiem, a nie uzdrowicielką? No doprawy, skąd. (A przynajmniej nie wobec stażystów: wobec rodziny i nielicznych przyjaciół zachowywała się odrobinę inaczej.) Zresztą ledwo to pełniła dyżur przy lesie, składając nieszczęśników, którzy ucierpieli podczas zbierania jajek. Chociaż wcale nie była tutaj służbowo.
- Zastanawiałam się, czy jakaś nieszkodliwa wariatka, naprawdę jest jasnowidzką czy może jednak należałoby wspomnieć o niej Brygadzistom, skoro niepotrzebnie straszy ludzi. Wygłasza jakieś niestworzone przepowiednie? – pytanie zawisło niejako w powietrzu, jakby niekoniecznie kierowała je do Eunice, a ot tak, rzucała zapytanie na wiatr. Chociaż miała w tym własny interes, bo choć słowa Szeptuchy zdawały się naprawdę pozbawione sensu i nie zwiastowały niczego konkretnego… to jakoś Florence niepokoiły. Chciałaby móc wrzucić je do szufladki: ach, ta baba zawsze opowiada jakieś bzdury i nic nigdy się w związku z tym nie stało.