Gerry nie podchodziła do wizji świata, aż tak idealistycznie, jak Thomas. Jasne, dobrze było pomagać sprawiedliwości, ryzykować, ścigać tych złych nawet po godzinach pracy, rozumiała jego pobudki, ten konflikt dotyczył jego, takich jak on, którzy byli zupełnie niewinni. Dla niej samej jednak wygodniej było się nie wychylać, bo ona pochodziła z czystokrwistych, jej rodzina tkwiła w tym świecie od lat, miała swoją pozycję, może nie należeli do tych ulubionych rodów z czystokrwistej śmietanki, ale od dawna mieli swoje miejsce w tym porządku świata, zwyczajnie, egoistycznie nie chciała tego stracić, bo w pewien sposób dzięki temu właśnie mogła robić to, co kochała. Miała fundusze i klientów, gdyby się wychyliła mogłaby część z nich stracić, możliwości by zmalały, a tego nie chciała. Oczywiście, gdy ktoś krzywdziwł niewinnych na jej oczach, to nie zamierzała tego ignorować, reagowała - zawsze. Wszystko jednak w granicach zdrowego rozsądku. - To prawda, warto. - Nawet przez myśl jej nie przeszło, żeby go od tego odciągać, bo gdyby była na jego miejscu na pewno postępowałaby w podobny sposób.
Uśmiechnęła się do niego zadziornie. - Znowu mamy konflikt interesów panie władzo, jak przyjdę w czasie pracy to skujesz mnie w kajdanki i zaprowadzisz do celi? - Jej myśli zmierzały zdecydowanie w nieodpowiednim kierunku, mrugnęła pospiesznie dwa razy, żeby pozbyć się z głowy tego, co sobie przed chwilą wyobraziła.
Rola księżniczki zdecydowanie do niej nie pasowała, gdy jednak Thomas wspomniał o królowej to oczy jej się zaświeciły, fakt, mogłaby wszystkimi rządzić, chociaż to królestwo zapewne szybko by upadło przy jej chaotycznym charakterze, ale zdecydowanie ta opcja jej się bardziej podobała. - To brzmi zdecydowanie lepiej, przemyślę sprawę, może nawet wyślę swoją kandydaturę, jak pojawią się gdzieś wolne miejsca na objęcie władzy. - Roześmiała się przy tym głośno, bo ta wizja naprawdę ją bawiła.
- To prawda, ludzie nie są moim celem... - Nie licząc ostatnio jej brata bliźniaka, o tym póki co wolała nie wspominać, bo była to bardzo mocno skomplikowana sprawa. Nie chciała aktualnie przytłaczać Thomasa swoimi problemami, bo miał te swoje, które już na nim ciążyły. Bycie dorosłym wcale nie było takie proste, jak jej się wydawało, a szkoda. Może kiedyś uda im się wrócić do względnej normalności, nie będą musieli myśleć o tym, że w każdej chwili ktoś niewinny może tracić życie.
Ten dzień i dla Geraldine był bardzo wyjątkowy. Dawno nie czuła takiego spokoju, jak podczas tego pikniku z Thomasem. Jakby wszystkie problemy jej burzliwego ostatnio życia przestały mieć znaczenie, nie spodziewała się, że będzie jej tu z nim, aż tak przyjemnie. Zdecydowanie to takiego oderwania od rzeczywistości potrzebowała, w sumie cieszyła się z tego, że postanowiła do niego napisać, że wykonała pierwszy krok, no może nie pierwszy, bo przecież krążyli wokół siebie od dawna, tyle, że żadne z nich jakoś nie potrafiło się określić.
Znajdowała się tuż nad nim, wpatrywała w jego niebieskie oczy nie do końca wiedząc, czego powinna się spodziewać. Znali się przecież długo, wcale nie tak prosto było zdecydować się na coś nieprzemyślanego bez obaw, że może to popsuć ich dotychczasową relację, obawiała się, że może nie do końca szuka w niej tego, co ona zaczęła widzieć w nim. Thomas był uroczy, ciepły, był takim chłopakiem o którym mogła marzyć dziewczyna. Ona sama nigdy nie miała podobnych marzeń, bo wydawało jej się, że raczej nie ma szans zainteresować kogoś podobnego swoją osobą, bo nie była idealną kandydatką na partnerkę, bo żyła zupełnie inaczej niż większość osób. Najwyraźniej nie przeszkadzało mu to wcale, bo zbliżył się do niej, schował jeden z niesfornych kosmyków włosów za ucho. Wstrzymała wtedy powietrze, ale mógł dostrzeć na jej twarzy, że usta drgnęły jej w uśmiechu. Dotyk jego dłoni był przyjemny i ciepły, czuła, że serce zaczęło bić jej szybciej.
Wtedy położył dłonie na jej policzkach, i musnął ustami jej usta. Stało się, nie zdążyła nawet zareagować, bo szybko się od niej odsunął, nie zamierzała tego przerywać, chciała się zbliżyć do niego jeszcze bardziej, szczególnie, że najwyraźniej on chciał tego samego.
Bardzo szybko zbliżyła się do niego ponownie, by nie miał żadnych wątpliwości, tym razem to ona nachyliła się nad nim i wreszcie go pocałowała, nie było to już tylko muśnięcie, chciała czegoś więcej. Pozwoliła sobie przy tym zarzucić mu dłonie na karku, aby znaleźć się jeszcze bliżej niego, nie przestawała go przy tym całować, a towarzyszył jej w tym wszystkim dziwny spokój, pewność, że jest to dokładnie to, czego potrzebuje.