Rozproszona w swojej lichej krasie, między dwoma westchnięciami, wparowała do gabinetu Dolohova z ogromnym karbem burzy czyniącej spustoszenie swoją półtorametrową obecnością, tak tożsamą huraganom – nie bez powodu były one nazywane imionami, czyż nie?; początkowo przecież nie widziała żadnych dojmujących zmian w zachowaniu Vakela – zastała go między wydechami, a całokszałt sytuacji potoczył się nietypowo gwałtownie, nietypowo po prostu. Już gdy siadała w fotelu wygodnie, rozgaszczając się z drobnym uśmiechem rozciągającym wargi w filuterny uśmiech, dostrzegła drobny pył niespodziewanego, rozsypany nad ich głowami. Zmarszczyła brwi, wzrok skuwając z pochylonym nad biurkiem mężczyzną; ogrom szoku miała doznać jednak dopiero po chwili.
Gdy ruszył w jej kierunku, kierowana czystym odruchem, odchyliła się gwałtownie w fotelu; przełknęła ciężko ślinę, obserwując jak filiżanka stacza się z lakierowanego, drewnianego stołu, a jej mętna zawartość wylewa się na jedne z dokumentów, znacząc brązowawymi różami.
Krzyk podrażnił uszy, jednak to nie on, a ogromne dłonie zaciskające się na jej chuderlawej szyi, zaprowadziły w umyśle istny zamęt.
Nie rzekła nic, nie zaczęła także wrzeszczeć, co wydawałoby się najsensowniejszą reakcją na tak trwożący ruch; jedynie zacisnęła własne dłonie na jego nadgarstkach, z całej lichej siły odciągając je od siebie. Dopiero, gdy go odepchnęła całą swoją absurdalnie niską siłą, uniosła dłoń w kierunku szyi, już odczuwając, iż zaznaczy się na niej pręg siniaka.
– Mogłeś spytać, nie mam nic przeciwko fetyszom – rzekła półśmiechem, jednak jej głos wyraźnie drżał wraz z wargami.
Przez moment wyglądała, jakby miała się rozpłakać, zamiast tego jedynie ugięła w niewinnym geście brwi, nie wiedząc, co powinna w takich momentach uczynić. Zaśmiać się nerwowo? Zezłościć się żarliwie? Spytać co to, do cholery, było? Zamilkła więc i tak prędko, jak Dolohov odzyskał właściwość świadomości, posłała mu pytające spojrzenie.