23.05.2024, 13:56 ✶
- Gdyby zwrócił go razem z ciastem, z którym go zeżarł? - Spróbował zażartować, ale zaśmiał się bardzo sztucznie i nerwowo, bo przecież Laurent trafił w sedno - nie było nic gorszego. Wolałby podciąć sobie żyły i zdechnąć gdzieś, gdzie nikt nigdy nie znajdzie jego ciała, niż usłyszeć „nie” od kogoś, kogo kochał. Oczywiście - wszystko miało swój koniec, wszystko się kończyło niezależnie od tego jak bardzo chciałeś to zatrzymać, ale to wcale nie znaczyło, że jemu łatwo było to zaakceptować. Kiedy trzy lata temu wrócił do cyrku, wcale nie planował tego zrobić - chciał tylko zobaczyć ich ostatni raz, zanim się zabije. Nie, nie było nic gorszego. A on najwyraźniej nie potrafił zażartować z tego, nie demaskując swoich kompleksów. - Oh, a przecież do mnie tak dobrze pasowałby ten but. - Buta też nie chciał. Jeżeli nie przyjmie tego pierścionka z powrotem, to „przypadkiem” zgubi go w jego stajni. - I to ty jesteś fatalny, zapomniałeś o podstawowych zasadach rządzących tym społeczeństwem, o narzuconych nam normach - ah jak przykro było słyszeć takie rzeczy dobiegające z własnych ust, ale to wszystko wciąż było żartem - i nie zapytałeś o zgodę moich rodziców.
Żartował sobie, prawda?
Dało się to szybko zweryfikować, kiedy Flynn zgodnie z niemą prośbą zakleszczył go w swoich ramionach i znów dało się wyczuć, jak bardzo wali mu serce. Jak proporzec falujący głośno na porywistym wietrze - głośno, intensywnie. Wzburzony czymś, na co nie miał wpływu. Laurent po prostu był obok, dotykał go i... to postanowienie, żeby go nie wykorzystywać, nie krzywdzić swoim pożądaniem... rozpływało się momentalnie - nagle mógłby nazrywać sobie tych kwiatów, bo przecież ogród, jaki miał przed sobą nie spustoszeje tak szybko. Skoro nie klęknął z pierścionkiem, to mógłby to zrobić w innym celu, a on dostałby jakąś nagrodę, mogąc wpleść palce w srebrne włosy jeszcze raz, znów widzieć łzy zbierające się na jego rzęsach. Kiedy Laurent się od niego odsuwał, Flynn poczuł się cholernie, obrzydliwie brudny. Cokolwiek się tutaj działo nie było dobre dla żadnego z nich. Zamarł, trzymając się ręką za brzuch i wpatrując w podłogę garderoby, kątem oka śledząc chłopaka, którego napotkawszy w gęstym lesie, wziąłby pewnie za wiłę. Ta pokusa była tak silna i tak wyraźna, a jednak nawet on - szaleniec całkowicie świadomy tego, że gdyby Laurent chciałby go tu i teraz, to dostałby go tu i teraz - rozumiał że nawet mając go dla siebie, nie poczułby się dobrze. To byłoby smutne, obarczone tymi wszystkimi słowami i niepewnością zbliżenie, po którym oboje rozeszliby się z ciężkim, gryzącym poczuciem winy.
- Czy to miało brzmieć jak groźba?
Żartował sobie, prawda?
Dało się to szybko zweryfikować, kiedy Flynn zgodnie z niemą prośbą zakleszczył go w swoich ramionach i znów dało się wyczuć, jak bardzo wali mu serce. Jak proporzec falujący głośno na porywistym wietrze - głośno, intensywnie. Wzburzony czymś, na co nie miał wpływu. Laurent po prostu był obok, dotykał go i... to postanowienie, żeby go nie wykorzystywać, nie krzywdzić swoim pożądaniem... rozpływało się momentalnie - nagle mógłby nazrywać sobie tych kwiatów, bo przecież ogród, jaki miał przed sobą nie spustoszeje tak szybko. Skoro nie klęknął z pierścionkiem, to mógłby to zrobić w innym celu, a on dostałby jakąś nagrodę, mogąc wpleść palce w srebrne włosy jeszcze raz, znów widzieć łzy zbierające się na jego rzęsach. Kiedy Laurent się od niego odsuwał, Flynn poczuł się cholernie, obrzydliwie brudny. Cokolwiek się tutaj działo nie było dobre dla żadnego z nich. Zamarł, trzymając się ręką za brzuch i wpatrując w podłogę garderoby, kątem oka śledząc chłopaka, którego napotkawszy w gęstym lesie, wziąłby pewnie za wiłę. Ta pokusa była tak silna i tak wyraźna, a jednak nawet on - szaleniec całkowicie świadomy tego, że gdyby Laurent chciałby go tu i teraz, to dostałby go tu i teraz - rozumiał że nawet mając go dla siebie, nie poczułby się dobrze. To byłoby smutne, obarczone tymi wszystkimi słowami i niepewnością zbliżenie, po którym oboje rozeszliby się z ciężkim, gryzącym poczuciem winy.
- Czy to miało brzmieć jak groźba?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.