26.12.2022, 13:48 ✶
- Raczej: nikt z Doliny Godryka. Nora przecież nie mieszkała w Londynie. Z wieloma moimi znajomymi nie miała za dużo styczności. Thesa na przykład poznała dopiero na balu – sprostowała. Niekoniecznie w końcu urządzali wielkie imprezy regularnie. A nawet jeżeli, Nora mogła z taką osobą się po prostu minąć.
- Ale tak, wykluczyłam tych, których co jakiś czas widywała, w tym Thomasa.
Zresztą jego Brenna jakoś nie potrafiłaby podejrzewać. Była pewna, że gdyby jakaś dziewczyna zaszła z nim w ciążę, tydzień później staliby na ślubnym kobiercu. Może źle go oceniała, ale Hardwick jawił się jej po prostu jako duży, pluszowy miś. Przynajmniej pod pewnymi względami.
- Też się tego boję - przyznała Brenna, kiedy Erik wspomniał o tym, co Salem mógłby zrobić. - Wydawał mi się bardzo zdeterminowany. Myślę, że Fergus Ollivander byłby kolejny na jego liście, a potem próbowałby może z bratem Nory...
A skoro przekonał ją, by zaczęła rozważać śledztwo, istniała całkiem spora szansa na to, że zdoła przekonać także kogoś innego. Oczywiście, mogli po prostu uprzedzić Norę, co kombinuje jej kot. Ale chociaż Salem był tylko kotem, Brenna i tak czułaby się, jakby zdradziła czyjeś zaufanie. Poza tym niszczenie relacji kogoś z Figgów z jego chowańcem było... po prostu czymś, czego się nie robi.
- Erik, wolałabym wziąć nóż i wbić sobie go w rękę niż działać tu szybko i nieodpowiedzialnie - mruknęła kobieta. Chodziło o Norę. Jej umysł odruchowo układał tysiąc jeden planów działania, ale żadnego z nich nie miała zamiaru realizować w biegu. Nie była nawet pewna, czy którykolwiek powinna realizować. Już nawet to, że zamiast zdecydować samej, pytała brata, co o tym sądzi - i najwyraźniej była gotowa schować świece do szuflady, a listę spalić, gdyby powiedział jej, że kompletnie oszalała - wiele mówiło.
Brenna doskonale wiedziała, że popełnia błędy, myli się i nie wszystko zdoła zrobić dobrze sama. Zwykle jednak całkiem ufała swojemu osądowi. A tym razem absolutnie nie umiała zdecydować, czy i co powinna robić. Może właśnie dlatego, że chodziło o Norę, którą traktowali jak członka rodziny. I która w dodatku miała bardzo trudny w życiu.
– Nie masz pojęcia, jak w tej chwili żałuję, że Salem w ogóle ze mną porozmawiał – westchnęła w końcu. Ostatni raz pogłaskała psa, po czym wstała z kanapy, wyraźnie z pewnym nie pasującym do niej ociąganiem.
Prawie miała nadzieję, że tym razem widmowidzenie nie zadziała. Czasem tak bywało. Przerzucało ją w różne miejsca i czasy, nie dając jasnych odpowiedzi. Wyciągnęła różdżkę i machnęła nią, odpalając świece, a potem weszła do środka kręgu, by usiąść po turecku.
I zanurkować w przeszłość.
- Ale tak, wykluczyłam tych, których co jakiś czas widywała, w tym Thomasa.
Zresztą jego Brenna jakoś nie potrafiłaby podejrzewać. Była pewna, że gdyby jakaś dziewczyna zaszła z nim w ciążę, tydzień później staliby na ślubnym kobiercu. Może źle go oceniała, ale Hardwick jawił się jej po prostu jako duży, pluszowy miś. Przynajmniej pod pewnymi względami.
- Też się tego boję - przyznała Brenna, kiedy Erik wspomniał o tym, co Salem mógłby zrobić. - Wydawał mi się bardzo zdeterminowany. Myślę, że Fergus Ollivander byłby kolejny na jego liście, a potem próbowałby może z bratem Nory...
A skoro przekonał ją, by zaczęła rozważać śledztwo, istniała całkiem spora szansa na to, że zdoła przekonać także kogoś innego. Oczywiście, mogli po prostu uprzedzić Norę, co kombinuje jej kot. Ale chociaż Salem był tylko kotem, Brenna i tak czułaby się, jakby zdradziła czyjeś zaufanie. Poza tym niszczenie relacji kogoś z Figgów z jego chowańcem było... po prostu czymś, czego się nie robi.
- Erik, wolałabym wziąć nóż i wbić sobie go w rękę niż działać tu szybko i nieodpowiedzialnie - mruknęła kobieta. Chodziło o Norę. Jej umysł odruchowo układał tysiąc jeden planów działania, ale żadnego z nich nie miała zamiaru realizować w biegu. Nie była nawet pewna, czy którykolwiek powinna realizować. Już nawet to, że zamiast zdecydować samej, pytała brata, co o tym sądzi - i najwyraźniej była gotowa schować świece do szuflady, a listę spalić, gdyby powiedział jej, że kompletnie oszalała - wiele mówiło.
Brenna doskonale wiedziała, że popełnia błędy, myli się i nie wszystko zdoła zrobić dobrze sama. Zwykle jednak całkiem ufała swojemu osądowi. A tym razem absolutnie nie umiała zdecydować, czy i co powinna robić. Może właśnie dlatego, że chodziło o Norę, którą traktowali jak członka rodziny. I która w dodatku miała bardzo trudny w życiu.
– Nie masz pojęcia, jak w tej chwili żałuję, że Salem w ogóle ze mną porozmawiał – westchnęła w końcu. Ostatni raz pogłaskała psa, po czym wstała z kanapy, wyraźnie z pewnym nie pasującym do niej ociąganiem.
Prawie miała nadzieję, że tym razem widmowidzenie nie zadziała. Czasem tak bywało. Przerzucało ją w różne miejsca i czasy, nie dając jasnych odpowiedzi. Wyciągnęła różdżkę i machnęła nią, odpalając świece, a potem weszła do środka kręgu, by usiąść po turecku.
I zanurkować w przeszłość.
Rzut Z 1d100 - 96
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.