23.05.2024, 16:33 ✶
Matka Thomasa widać była całkiem zadowolona, że nowo poznaną dziewczyną można było porozmawiać na przyziemne tematy. Bała się trochę, że nie będzie umiała znaleźć tematu z pełnoprawną czarownicą, że różnili się zbyt bardzo, a jednak może się myliła. Z uśmiechem słuchała o matce Brenny, czując, że może by nawet się zrozumiały.
- Mi pomagała teściowa, przynajmniej dopóki żyła, więc nie byłam jedyna, zresztą, moje dzieci potrafiły też zadbać o siebie nawzajem, więc muszę sobie wyobrazić, jak samotna była twoja mama. Myślę jednak, że robiła co w jej mocy, by było wam jak najlepiej. Wiem po sobie. - Spojrzała na swoje pociechy, w jej oczach, które otaczały drobne zmarszczki, widać jednak było troskę i smutek. Martwiła się o los swoich dzieci, jak każda inna matka.
- Nie mów nigdy moja droga. Wierzę, że ani ty, ani mój drogi Thomas nie skończycie samotni. Praca jest ważna, ale kiedyś usiądziecie przy pustym stole i zdacie sobie sprawę, że wcale nie najważniejsza.
Thomas wydawał się słyszeć już tą wypowiedź kilka razy, po spojrzał jedynie porozumiewawczo na Brennę.
- Widzisz mamo, czasami po prostu ma się w życiu inne priorytety. I nie martw się o pusty stół, są inni ludzie, którymi zawsze można go wypełnić.
Jeszcze jakiś czas temu wale by tak nie twierdził, przebywanie z Longbottomami uświadomiło mu, że są różne rodzaje bliskich relacji, takich, które wcale nie kończyły się na pokrewieństwie. Na początku trochę czuł się z tym dziwnie, z czasem jednak zrozumiał, że przyjaźń może być cenniejsza niż cokolwiek innego.
- Zresztą, mamy jeszcze czas. Podobno miłość nie zna wieku i tego się będę trzymać. - W końcu chciał poczekać na kogoś naprawdę wyjątkowego. Przez chwilę nawet myślał, że kogoś takiego znalazł, ale, ach, skomplikowane to wszystko się stało. Tak przynajmniej sobie powtarzał.
- Zapewniam cię, że nasza maszyna jest w pełni sprawna. A ktoś spróbowałby o to nie zadbać. Tomek może cię nim pewnie przewieźć, niech sobie przypomni jak się tym jeździ, bo kto wie, co mu się w życiu jeszcze przyda - tata Thomasa spojrzał wymownie na syna znad krojonego jedzenia. Jakby młodszy Hardwick mógł kiedykolwiek zapomnieć umiejętność, którą pojął w wieku kilku lat i o której nikt w tym domu nie dał mu zapomnieć.
Wywrócił jednak tylko oczami, nie chcąc być tym, kto zacznie dziś słowne przepychanki.
- Możemy po obiedzie wyjść i ewentualnie wyjechać na pole - cóż, mieli się podobno do traktorów nie zbliżać, ale widać ten plan jednak został porzucony.
Albo i nie, bo Thomas poczuł,że może jednak czas się stąd jak najszybciej zmyć. Posłał Brennie dziękczynny uśmiech, wiedząc, że chciała go pocieszyć, trudno jednak było mu zachować pogodę ducha w tej chwili. Zresztą chyba nie tylko jemu.
Lizzy wstała nagle i walnęła z otwartych dłoni w stół, mając już chyba kompletnie dość tego, co się działo. Przywołała tym nawet panią domu,która przyszła z kuchni sprawdzić, jak się mają sprawy.
- DOŚĆ!- krzyknęła młoda dziewczyna, patrząc po wszystkich z załzawionymi oczami. - Słyszę to samo już któryś raz z kolei. Mam tego serdecznie dość! Ciągle ta sama śpiewka, ciągle kłócicie się o to samo, gdy ja chcę po prostu spędzić radośnie czas z rodziną. Nie umiecie się nawet powstrzymać w momencie, gdy Thomas przyprowadza do domu dziewczynę! - Thomas chciał to jakoś skomentować, umilkł jednak widząc sunące po twarzy siostry łzy. - Wiecie co, w tym momencie, chciałabym, by nie było o co się kłócić, byłby w końcu święty spokój - rzuciła, po czym chwyciła alkohol z blatu i wybiegła z pomieszczenia, sądząc po trzaskaniu drzwi, również z domu.
Thomas ukrył twarz w dłoniach.
- Świetnie - mruknął, po czym poczuł nagłe szarpnięcie rękawa. Spojrzał na przestraszoną Abigail i zmarszczył brwi. Najmłodsza z Hardwicków mówiła cicho, Brenna jednak mogła spokojnie ją usłyszeć.
- Thomas, ona zabrała moją zapalniczkę - wypaliła, zerkając nerwowo na drzwi. Tomek zamrugał, spojrzał na Brennę, zastanawiając się, czy może i ona zaczęła łączyć te same fakty, po czym zerwała się nagle z krzesła, wybiegając przed dom.
Miał bardzo złe przeczucia.
- Lizzy?! Hej, młoda, gdzie jesteś?!- zawołał, rozglądając się gorączkowo. Nie zauważył jednak małego błysku dochodzącego ze stodoły, który wydawał się bardzo niepokojący, biorąc pod uwagę aktualne fakty.
- Mi pomagała teściowa, przynajmniej dopóki żyła, więc nie byłam jedyna, zresztą, moje dzieci potrafiły też zadbać o siebie nawzajem, więc muszę sobie wyobrazić, jak samotna była twoja mama. Myślę jednak, że robiła co w jej mocy, by było wam jak najlepiej. Wiem po sobie. - Spojrzała na swoje pociechy, w jej oczach, które otaczały drobne zmarszczki, widać jednak było troskę i smutek. Martwiła się o los swoich dzieci, jak każda inna matka.
- Nie mów nigdy moja droga. Wierzę, że ani ty, ani mój drogi Thomas nie skończycie samotni. Praca jest ważna, ale kiedyś usiądziecie przy pustym stole i zdacie sobie sprawę, że wcale nie najważniejsza.
Thomas wydawał się słyszeć już tą wypowiedź kilka razy, po spojrzał jedynie porozumiewawczo na Brennę.
- Widzisz mamo, czasami po prostu ma się w życiu inne priorytety. I nie martw się o pusty stół, są inni ludzie, którymi zawsze można go wypełnić.
Jeszcze jakiś czas temu wale by tak nie twierdził, przebywanie z Longbottomami uświadomiło mu, że są różne rodzaje bliskich relacji, takich, które wcale nie kończyły się na pokrewieństwie. Na początku trochę czuł się z tym dziwnie, z czasem jednak zrozumiał, że przyjaźń może być cenniejsza niż cokolwiek innego.
- Zresztą, mamy jeszcze czas. Podobno miłość nie zna wieku i tego się będę trzymać. - W końcu chciał poczekać na kogoś naprawdę wyjątkowego. Przez chwilę nawet myślał, że kogoś takiego znalazł, ale, ach, skomplikowane to wszystko się stało. Tak przynajmniej sobie powtarzał.
- Zapewniam cię, że nasza maszyna jest w pełni sprawna. A ktoś spróbowałby o to nie zadbać. Tomek może cię nim pewnie przewieźć, niech sobie przypomni jak się tym jeździ, bo kto wie, co mu się w życiu jeszcze przyda - tata Thomasa spojrzał wymownie na syna znad krojonego jedzenia. Jakby młodszy Hardwick mógł kiedykolwiek zapomnieć umiejętność, którą pojął w wieku kilku lat i o której nikt w tym domu nie dał mu zapomnieć.
Wywrócił jednak tylko oczami, nie chcąc być tym, kto zacznie dziś słowne przepychanki.
- Możemy po obiedzie wyjść i ewentualnie wyjechać na pole - cóż, mieli się podobno do traktorów nie zbliżać, ale widać ten plan jednak został porzucony.
Albo i nie, bo Thomas poczuł,że może jednak czas się stąd jak najszybciej zmyć. Posłał Brennie dziękczynny uśmiech, wiedząc, że chciała go pocieszyć, trudno jednak było mu zachować pogodę ducha w tej chwili. Zresztą chyba nie tylko jemu.
Lizzy wstała nagle i walnęła z otwartych dłoni w stół, mając już chyba kompletnie dość tego, co się działo. Przywołała tym nawet panią domu,która przyszła z kuchni sprawdzić, jak się mają sprawy.
- DOŚĆ!- krzyknęła młoda dziewczyna, patrząc po wszystkich z załzawionymi oczami. - Słyszę to samo już któryś raz z kolei. Mam tego serdecznie dość! Ciągle ta sama śpiewka, ciągle kłócicie się o to samo, gdy ja chcę po prostu spędzić radośnie czas z rodziną. Nie umiecie się nawet powstrzymać w momencie, gdy Thomas przyprowadza do domu dziewczynę! - Thomas chciał to jakoś skomentować, umilkł jednak widząc sunące po twarzy siostry łzy. - Wiecie co, w tym momencie, chciałabym, by nie było o co się kłócić, byłby w końcu święty spokój - rzuciła, po czym chwyciła alkohol z blatu i wybiegła z pomieszczenia, sądząc po trzaskaniu drzwi, również z domu.
Thomas ukrył twarz w dłoniach.
- Świetnie - mruknął, po czym poczuł nagłe szarpnięcie rękawa. Spojrzał na przestraszoną Abigail i zmarszczył brwi. Najmłodsza z Hardwicków mówiła cicho, Brenna jednak mogła spokojnie ją usłyszeć.
- Thomas, ona zabrała moją zapalniczkę - wypaliła, zerkając nerwowo na drzwi. Tomek zamrugał, spojrzał na Brennę, zastanawiając się, czy może i ona zaczęła łączyć te same fakty, po czym zerwała się nagle z krzesła, wybiegając przed dom.
Miał bardzo złe przeczucia.
- Lizzy?! Hej, młoda, gdzie jesteś?!- zawołał, rozglądając się gorączkowo. Nie zauważył jednak małego błysku dochodzącego ze stodoły, który wydawał się bardzo niepokojący, biorąc pod uwagę aktualne fakty.