23.05.2024, 20:42 ✶
- Nie musisz. Jestem absolutnie przekonany, że i bez tego jesteś niezwykle zajęta - rzucił z miłym uśmiechem przyklejonym do ust. Zaraz jednak, wyraz jego twarzy z wyuczonego, zmienił się na o wiele bardziej naturalny i zadowolony z tego co mu powiedziała. Nawet w tym wszystkim łaskawie pominął, że zaraz musiała mu trochę podciąć skrzydła i dostawić do niego Oriona, ale czego się nie robiło dla rodzeństwa, prawda? A brat zasługiwał na odrobinę dobra w życiu, nawet jeśli nawet nie był świadomy tej ich wymiany zdań.
Atreus skrzywił się na wspomnienie dobrze znanego mu eliksiru. Zrobił to z manierą dzieciaka, który błądzi myślami przy jednym z najbardziej obrzydliwych doświadczeń swojego życia (które zapewne jest okropnie przez niego wyolbrzymione). Wzdrygnął się też nawet, na wspomnienie tego okropieństwa.
- Nie trzeba, jednak jest dobrze - rzucił pośpiesznie, chyba faktycznie trochę obawiając się, że Florence wmusi w niego wspomniany eliksir, rujnując tym samym jego kubki smakowe.
Przyglądał się przez moment swojej dłoni. Jak po krótkich oględzinach, siostra macha nad nią różdżka, a znajdująca się na niej rana zasklepia się, przywracając skórę do właściwego stanu.
- No proszę cię, przecież mi się zdarza - zacmokał, z pewnym rozczarowaniem w głosie, chociaż miała może odrobinę racji - rzadko kiedy pozwalał komuś wygrać. Coś w nim zwyczajnie zmuszało go do rozgrywania kart tak, żeby nie dać drugiej osobie szans. No chyba, że prawdziwą wygraną nie była sama rozgrywka, a coś co kryło się za nią. Wtedy mógł udawać i kluczyć, forsując przegraną.
Wywrócił na nią oczami, bo oczywiście musiała to ciągnąć w najbardziej oczywistym kierunku, czyli że niekoniecznie chciał jej powiedzieć co się stało. Nawet nie chodziło o to, kto w ogóle mu te twarz obił, chociaż Florence pewnie bardzo by się ucieszyła, słysząc że wspomina o kobiecie, przed którą sama go ostrzegała wcale nie tak dawno. Nie, problem polegał w tym, że sam nie do końca rozumiał, co takiego się stało i dlaczego.
- To jakaś anomalia teleportacyjna - westchnął, trochę chyba pokonany, mimowolnie sięgając palcami do wnętrza dłoni, by podrapać skórę dookoła miejsca, które jeszcze przed chwilą było rozcięte. - Kichnąłem, a potem się teleportowałem, nie wiedząc czemu. W ten obrzydliwy, nieprzyjemny sposób kiedy masz wrażenie, że zaraz się rozszczepisz - wzdrygnął się, kiedy po plecach przeszedł mu dreszcz na samo wspomnienie tego uczucia. - Pan z rozbitą głową na pewno bardzo się cieszy, że nikt go nie miał czasu oddać do aresztu.
Atreus skrzywił się na wspomnienie dobrze znanego mu eliksiru. Zrobił to z manierą dzieciaka, który błądzi myślami przy jednym z najbardziej obrzydliwych doświadczeń swojego życia (które zapewne jest okropnie przez niego wyolbrzymione). Wzdrygnął się też nawet, na wspomnienie tego okropieństwa.
- Nie trzeba, jednak jest dobrze - rzucił pośpiesznie, chyba faktycznie trochę obawiając się, że Florence wmusi w niego wspomniany eliksir, rujnując tym samym jego kubki smakowe.
Przyglądał się przez moment swojej dłoni. Jak po krótkich oględzinach, siostra macha nad nią różdżka, a znajdująca się na niej rana zasklepia się, przywracając skórę do właściwego stanu.
- No proszę cię, przecież mi się zdarza - zacmokał, z pewnym rozczarowaniem w głosie, chociaż miała może odrobinę racji - rzadko kiedy pozwalał komuś wygrać. Coś w nim zwyczajnie zmuszało go do rozgrywania kart tak, żeby nie dać drugiej osobie szans. No chyba, że prawdziwą wygraną nie była sama rozgrywka, a coś co kryło się za nią. Wtedy mógł udawać i kluczyć, forsując przegraną.
Wywrócił na nią oczami, bo oczywiście musiała to ciągnąć w najbardziej oczywistym kierunku, czyli że niekoniecznie chciał jej powiedzieć co się stało. Nawet nie chodziło o to, kto w ogóle mu te twarz obił, chociaż Florence pewnie bardzo by się ucieszyła, słysząc że wspomina o kobiecie, przed którą sama go ostrzegała wcale nie tak dawno. Nie, problem polegał w tym, że sam nie do końca rozumiał, co takiego się stało i dlaczego.
- To jakaś anomalia teleportacyjna - westchnął, trochę chyba pokonany, mimowolnie sięgając palcami do wnętrza dłoni, by podrapać skórę dookoła miejsca, które jeszcze przed chwilą było rozcięte. - Kichnąłem, a potem się teleportowałem, nie wiedząc czemu. W ten obrzydliwy, nieprzyjemny sposób kiedy masz wrażenie, że zaraz się rozszczepisz - wzdrygnął się, kiedy po plecach przeszedł mu dreszcz na samo wspomnienie tego uczucia. - Pan z rozbitą głową na pewno bardzo się cieszy, że nikt go nie miał czasu oddać do aresztu.