23.05.2024, 21:27 ✶
Oczywiście że musiała coś spieprzyć - w tym przypadku spieprzyła fakt, że gdyby zostawiła wszystko w rękach losu i obcego chłopaka, to przecież nic by się nie stało. Ale nie, musiała próbować naprawić sytuację, którą - oczywiście - pogorszyła. Nie mogło być inaczej, bywała przecież okropnie niezdarna, ale przecież chciała dobrze, tak? Liczyły się chęci. Tak przynajmniej mówiła jej mama i tak samo uważała ona sama. Naprawdę nie była osobą, która się na chama przepychała i chciała wylewać na obcych typów alkohol.
- Przepraszam, naprawdę nie chciałam - powiedziała już ciszej, czerwieniąc się jak dorodny pomidor. Barman, który stał za ladą, tylko przewrócił na zaistniałe wydarzenie oczami, bo przecież po pierwsze: znał Olivię i wiedział jaka potrafiła być, a po drugie: w pubach to normalne, że alkohol lał się strumieniami nie tylko do kufli, ale i po podłodze, gdy komuś coś nie wyszło. Ktoś z obsługi machnął ręką, jakby nic się nie stało, ale wyglądało to tak, jakby mieli zamiar posprzątać? Czy może ona miała to zrobić? Ach, cholera jasna, co się robiło w takich sytuacjach?
Nie, najpierw powinna pomóc mężczyźnie się osuszyć. I pewnie to by zrobiła, bo jej dłoń już sięgała po różdżkę, gdy zza jej pleców wyrósł jak grzyb po deszczu ktoś inny. Olivia odwróciła się w kierunku Roberta.
- Nie, nie - to moja wina. Popchnęłam go i rozlałam piwo, niechcący. Przepraszam... Charles, tak? - tutaj odwróciła głowę w kierunku Charlesa i posłała mu przepraszający uśmiech. Wyglądała tak, jakby ktoś ją trzepnął gazetą prosto w łeb. - Odkupię, słowo.
Zanim jednak zaczęła gmerać po kieszeniach w poszukiwaniu pieniędzy, podała stojące na blacie kontuaru wściekle różowe serwetki z nadrukowanymi serduszkami młodszemu Mulciberowi.
- Pewnie będziesz chciał się wysuszyć zaklęciem, ale... Kapie z ciebie - czerwień na powrót powróciła na jej policzki, gdy zorientowała się, jak duża część piwa wylądowała na nogawce chłopaka. Kurwa mać, wyglądał, jakby się poszczał. Olivia chrząknęła, odwracając wzrok i to wcale nie dyskretnie, jakby chciała dać znać Charlesowi, że pierwsze co powinien zrobić, to ogarnąć obszar przy rozporku, bo ktoś mógł sobie coś pomyśleć.
- Miał prawo się zdenerwować, też bym była zła - dodała w kierunku Roberta, mu również posyłając przepraszający uśmiech. Tak, zdecydowanie była starsza od Charlesa, na dodatek z twarzy podobna do nikogo znanego. Aczkolwiek starszy Mulciber, jako że pracował w Ministerstwie Magii, mógł dostrzec dość spore podobieństwo do Magnusa Quirke, pracownika Departamentu Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami. Wiekowo byli do siebie zbliżeni, mogli minąć się na korytarzach - ale nie musieli, zwłaszcza że Magnus niespecjalnie się wychylał, zajmując się głównie swoją pracą. Z drugiej jednak strony piegowaty nos i policzki, a także rude włosy mogły przywodzić na myśl Weasleyów. Ot, zagadka, ale na pewno nie był to nikt ciekawy.
- Dwa piwa poproszę - powiedziała, sięgając do kieszeni spodni po monety. Niech chłopak się wytrze, ona weźmie piwo i pójdzie za nim, żeby mu ewentualnie pomóc. Ewentualnie poczeka gdzieś w kącie, żeby nikt mu tam nie napluł, bo czasy były jakie były i po świecie chodziło pełno chamów i prostaków, którzy zapewne uznaliby to za doskonały dowcip.