23.05.2024, 21:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.05.2024, 21:34 przez Erik Longbottom.)
— Nie. Raczej nie — przyznał z powściągliwą miną. — W żadnym wypadku nie mam konserwatywnych poglądów względem mugoli, ale moje doświadczenia z ich wynalazkami... Nie były zbyt przyjemne. — Uciekł wzrokiem w bok na wspomnienie o traktorze Paxtonów, który prawie przyczynił się do okropnego wypadku podczas jego wypadu na wieś z Brenną i Aveliną. — Część ich pomysłów jest szalenie niebezpieczna, ale jest też parę pomysłów, które moglibyśmy od nich pożyczyć i przerobić na swoją modłę. Nasza magia i ich nauka rozwija się w nieco innym tempie, ale w pewnych kwestiach się zazębia. Oni zapewne nigdy nie dowiedzą się, jak to jest korzystać z czarów, ale my mamy poniekąd łatwy dostęp do ich osiągnięć.
Czy brzmiał, jakby był wyrachowany? Możliwe, podpowiedział mu cichy głosik w jego głowie, jednak zaraz pokręcił głową, odsuwając od siebie wątpliwości. Nie chodziło o wykorzystanie niemagów i zdobycie nad nimi przewagi w jakimś nieistniejącym wyścigu. Nie trzeba było geniusza, aby stwierdzić, że do niemagiczne społeczeństwo rozwijało się szybciej od czarodziejów. Zwykli ludzie nie byli tak długowieczni, jak czarodzieje, więc żyli szybciej i intensywniej. Nic dziwnego, że zmieniali się w tak zastraszającym tempie. Co by nie mówić, magia wiele ułatwiała: sama teleportacja, system sieci Fiuu czy świstoklików sprawił, że większość ograniczeń związanych z podróżowaniem została bardzo mocno zredukowana. Tymczasem mugole dalej walczyli o to, aby wiedzieć więcej, zdobyć więcej i stworzyć więcej.
— Jest to swego rodzaju odarcie z człowieczeństwa. Idealna pamięć podobnie jak nieśmiertelność nie jest naturalnym dla nas stanem — zaczął ostrożnie, jakby sam oswajał się z myślą, która rozgościła się w jego umyśle. — Często łączymy wieczne życie z okazją do tego, aby zasmakować każdej dziedziny życia, kiedy tak naprawdę takie osoby przestają być częścią świata, w jakim żyją. Stają się obserwatorami, którzy są skazani an to, aby każdego dnia tkwić w świecie, który z ich perspektywy umiera. Ludzie się starzeją, zwierzęta wymierają, miasta zostają przebudowywane. Nawet trudno przywiązać się do jakiegokolwiek okresu, bo ten zaraz ulegnie zmianie. — Zamilkł na moment. — Chociaż o to pewnie lepiej spytać wampira. Mało co jest w stanie pokonać wiedzę z pierwszej ręki.
Mógł się tego spodziewać. Skoro bliskie relacje ułatwiały skupienie się na przeznaczeniu danych osób, to musiało to być okupione swego rodzaju ceną. Można było przekierować Trzecie Oko, aby uporczywie wpatrywało się w jednego osobnika, ale silne emocje mogły sprawić, że dar jasnowidzenia odbije się w drugą stronę. Każda magia miała jakąś cenę. A szkoda. W obecnych czasów przydałoby się, aby pewne zasady zostały rozluźnione dla dobra tych, którzy próbowali coś zrobić i zwalczyć zagrożenie ze strony czarnoksiężników buszujących po kraju w ostatnich latach. Do tej pory nie mieli pod tym względem zbyt wiele szczęścia.
— A więc sugerujesz, że nie można było uniknąć ataku? — Zmarszczył czoło, poważniejąc nagle. — Gdyby każdy sabat z udziałem dużej liczby gości wywoływał takie wizje, to średnio co dwa miesiące przeżywalibyście coś podobnego. Mówisz o ''wybuchu energii'', a więc działania Voldemorta i Śmierciożerców musiały być bardziej niż prawdopodobne, skoro można było wyczuć ich konsekwencje dni czy tygodnie przed festiwalem.
Otworzył szeroko usta, gdy okazało się, na czym właściwie polega rumpologia. Nie takiej odpowiedzi się spodziewał i w gruncie rzeczy nie wiedział, co takiego ludzkie pośladki mogły mieć wspólnego ze sztuką dywinacji. Ani czemu stopień ich czystości miałby jakkolwiek wpłynąć na klarowność wizji. Może chodzi o badanie ludzkich ektrementów, pomyślał, jednak zaraz wzdrygnał się na tę myśl. Otaksował Vakela uważnym spojrzeneim, starając się sobie nie wyobrażać, jak wyglądała i ile kosztowała taka sesja w ''Prawach Czasu''.
— Mam dogłębną nadzieję, że nie planujesz robić z tego specjalizacji. Już te szklane kule wydają się... lepsze — rzucił niemrawo, z trudem powstrzymując się przed użyciem bardziej dosadnych słów. Odetchnął z ulga, gdy wróżbita postanowił zmienić temat. — Czy w pewnym momencie uraczysz mnie uwagą, że nocne niebo, na które patrzymy, jak otchłań, która w tym samym momencie przygląda się nam i wnika niepostrzeżenie do naszych serc, zakorzeniając się w jego najciemniejszych zakamarkach?
Ciekawiło go, gdzie mogłoby go zaprowadzić spotkanie z Vakelem. Albo cała seria spotkań. Mieszkanie przez lata z jednym wróżbitą to było jedno; poniekąd przywykł do sposobów działania Morfeusza, jednak to wciąż była tylko jedna perspektywa. Jeszcze inaczej sprawa wyglądała, gdy konsultował wróżby z Millie. Każdy, kto przepowiadał przyszłość miał nieco inne podejście. Chociaż nigdy nie darzył wróżbiarstwa wielkim zainteresowania, tak teraz - być może pod wpływem wydarzeń z ostatnich tygodni i miesięcy - miał wrażenie, że może i tam należało szukać rozwiązania nawiedzających ich problemów.
— Postaram się do ciebie wpaść, o ile grafik będzie łaskawy — obiecał mężczyźnie, uśmiechając się do niego półgębkiem. — Może tuż po Lammas... Może trochę później. Kto wie, może w międzyczasie wydarzy się coś, co znowu poruszy twój szósty zmysł.
Wychylił się ponad krawędź basenu, wyciągając rękę po ręcznik. Ten jednak wylądował przed wejściem do basenu na tyle daleko, że Longbottom ledwie otarł się o niego opuszkami palców. Wychylił się więc jeszcze dalej, napinając przy tym mięśnie. Po chwili sapnął, gdy przyciągnął ręcznik bliżej siebie. Musiał przyznać, że nie spodziewał się tego, że rozmowa z Vakelem poprawi mu humor. A już na pewno nie przyszedł tu z myślą, że starszy czarodziej rozbudzi w nim zainteresowanie kwestiami jasnowidzenia. Jednak wszystko, co dobre, kiedyś musiało dobiec końca. Podobnie jak to spotkanie. Wszystko jednak wskazywało na to, że za jakiś czas los ponownie splecie ze sobą ich ścieżki.
— Nie nadwyrężaj zbytnio swojego Trzeciego Oka, dobrze? — rzucił, wykrzywiając lekko usta. — Mam wrażenie, że może ci się bardzo przydać.
Czy brzmiał, jakby był wyrachowany? Możliwe, podpowiedział mu cichy głosik w jego głowie, jednak zaraz pokręcił głową, odsuwając od siebie wątpliwości. Nie chodziło o wykorzystanie niemagów i zdobycie nad nimi przewagi w jakimś nieistniejącym wyścigu. Nie trzeba było geniusza, aby stwierdzić, że do niemagiczne społeczeństwo rozwijało się szybciej od czarodziejów. Zwykli ludzie nie byli tak długowieczni, jak czarodzieje, więc żyli szybciej i intensywniej. Nic dziwnego, że zmieniali się w tak zastraszającym tempie. Co by nie mówić, magia wiele ułatwiała: sama teleportacja, system sieci Fiuu czy świstoklików sprawił, że większość ograniczeń związanych z podróżowaniem została bardzo mocno zredukowana. Tymczasem mugole dalej walczyli o to, aby wiedzieć więcej, zdobyć więcej i stworzyć więcej.
— Jest to swego rodzaju odarcie z człowieczeństwa. Idealna pamięć podobnie jak nieśmiertelność nie jest naturalnym dla nas stanem — zaczął ostrożnie, jakby sam oswajał się z myślą, która rozgościła się w jego umyśle. — Często łączymy wieczne życie z okazją do tego, aby zasmakować każdej dziedziny życia, kiedy tak naprawdę takie osoby przestają być częścią świata, w jakim żyją. Stają się obserwatorami, którzy są skazani an to, aby każdego dnia tkwić w świecie, który z ich perspektywy umiera. Ludzie się starzeją, zwierzęta wymierają, miasta zostają przebudowywane. Nawet trudno przywiązać się do jakiegokolwiek okresu, bo ten zaraz ulegnie zmianie. — Zamilkł na moment. — Chociaż o to pewnie lepiej spytać wampira. Mało co jest w stanie pokonać wiedzę z pierwszej ręki.
Mógł się tego spodziewać. Skoro bliskie relacje ułatwiały skupienie się na przeznaczeniu danych osób, to musiało to być okupione swego rodzaju ceną. Można było przekierować Trzecie Oko, aby uporczywie wpatrywało się w jednego osobnika, ale silne emocje mogły sprawić, że dar jasnowidzenia odbije się w drugą stronę. Każda magia miała jakąś cenę. A szkoda. W obecnych czasów przydałoby się, aby pewne zasady zostały rozluźnione dla dobra tych, którzy próbowali coś zrobić i zwalczyć zagrożenie ze strony czarnoksiężników buszujących po kraju w ostatnich latach. Do tej pory nie mieli pod tym względem zbyt wiele szczęścia.
— A więc sugerujesz, że nie można było uniknąć ataku? — Zmarszczył czoło, poważniejąc nagle. — Gdyby każdy sabat z udziałem dużej liczby gości wywoływał takie wizje, to średnio co dwa miesiące przeżywalibyście coś podobnego. Mówisz o ''wybuchu energii'', a więc działania Voldemorta i Śmierciożerców musiały być bardziej niż prawdopodobne, skoro można było wyczuć ich konsekwencje dni czy tygodnie przed festiwalem.
Otworzył szeroko usta, gdy okazało się, na czym właściwie polega rumpologia. Nie takiej odpowiedzi się spodziewał i w gruncie rzeczy nie wiedział, co takiego ludzkie pośladki mogły mieć wspólnego ze sztuką dywinacji. Ani czemu stopień ich czystości miałby jakkolwiek wpłynąć na klarowność wizji. Może chodzi o badanie ludzkich ektrementów, pomyślał, jednak zaraz wzdrygnał się na tę myśl. Otaksował Vakela uważnym spojrzeneim, starając się sobie nie wyobrażać, jak wyglądała i ile kosztowała taka sesja w ''Prawach Czasu''.
— Mam dogłębną nadzieję, że nie planujesz robić z tego specjalizacji. Już te szklane kule wydają się... lepsze — rzucił niemrawo, z trudem powstrzymując się przed użyciem bardziej dosadnych słów. Odetchnął z ulga, gdy wróżbita postanowił zmienić temat. — Czy w pewnym momencie uraczysz mnie uwagą, że nocne niebo, na które patrzymy, jak otchłań, która w tym samym momencie przygląda się nam i wnika niepostrzeżenie do naszych serc, zakorzeniając się w jego najciemniejszych zakamarkach?
Ciekawiło go, gdzie mogłoby go zaprowadzić spotkanie z Vakelem. Albo cała seria spotkań. Mieszkanie przez lata z jednym wróżbitą to było jedno; poniekąd przywykł do sposobów działania Morfeusza, jednak to wciąż była tylko jedna perspektywa. Jeszcze inaczej sprawa wyglądała, gdy konsultował wróżby z Millie. Każdy, kto przepowiadał przyszłość miał nieco inne podejście. Chociaż nigdy nie darzył wróżbiarstwa wielkim zainteresowania, tak teraz - być może pod wpływem wydarzeń z ostatnich tygodni i miesięcy - miał wrażenie, że może i tam należało szukać rozwiązania nawiedzających ich problemów.
— Postaram się do ciebie wpaść, o ile grafik będzie łaskawy — obiecał mężczyźnie, uśmiechając się do niego półgębkiem. — Może tuż po Lammas... Może trochę później. Kto wie, może w międzyczasie wydarzy się coś, co znowu poruszy twój szósty zmysł.
Wychylił się ponad krawędź basenu, wyciągając rękę po ręcznik. Ten jednak wylądował przed wejściem do basenu na tyle daleko, że Longbottom ledwie otarł się o niego opuszkami palców. Wychylił się więc jeszcze dalej, napinając przy tym mięśnie. Po chwili sapnął, gdy przyciągnął ręcznik bliżej siebie. Musiał przyznać, że nie spodziewał się tego, że rozmowa z Vakelem poprawi mu humor. A już na pewno nie przyszedł tu z myślą, że starszy czarodziej rozbudzi w nim zainteresowanie kwestiami jasnowidzenia. Jednak wszystko, co dobre, kiedyś musiało dobiec końca. Podobnie jak to spotkanie. Wszystko jednak wskazywało na to, że za jakiś czas los ponownie splecie ze sobą ich ścieżki.
— Nie nadwyrężaj zbytnio swojego Trzeciego Oka, dobrze? — rzucił, wykrzywiając lekko usta. — Mam wrażenie, że może ci się bardzo przydać.