23.05.2024, 21:35 ✶
Bulstrode zagłębił się w jaskini, dla której ta nazwa wydawała się o wiele za dumna. Był to prędzej tunel, którym musieli poruszać się wszyscy w niezwykle niewygodnej, nadwyrężającej plecy pozycji. Auror pokonał parę metrów, patrząc przed siebie czujnie, jakby oczekując że ściany wnętrza obleją się czernią, ale jedyne na co napotykał jego wzrok, to szara skała. Świadomość, że przynajmniej pod tym względem wszystko było w jak najlepszym porządku, przynosiła ze sobą odrobinę ulgi i pozwoliła, by obejrzał się za siebie, sprawdzając jak tam idzie jego towarzyszom. Dopiero wtedy jego dar zadziałał, ale jakby nieco słabo, pokazując mu zaledwie przebłyski czerwieni i na początku Atreus pomyślał, że chyba jednak coś jest nie tak z tą górą. To jest zanim zrozumiał, z jakimi tajemniczymi panami miał właśnie do czynienia.
Obrzydliwe, przeszło mu przez głowę, ale oni nie pierwsi nie ostatni, od których waliło tego typu barwami. Normalnie też, pewnie w ogóle nie zwróciłby na to uwagi, ale czerń połyskująca w aurach stała się dla niego o wiele bardziej zauważalna od momentu, kiedy opuścił pokład statku widmo, który zawitał w lipcu na wybrzeże Anglii.
Westchnął, w pewien sposób znużony tym właśnie odkryciem, zwyczajnie znowu odwracając twarz w kierunku głębi jaskini i ruszając dalej, przyświecając sobie przy tym różdżką. Szli długo. Bardzo długo, ale w końcu otaczająca ich przestrzeń zaczęła się zmieniać, dając im nieco więcej swobody. Było też zimno, ale dla aurora akurat ten aspekt niewiele zmieniał. Nie, kiedy od maja czuł przenikające do szpiku kości zimno, które nie chciało odejść.
Czując dziwne, niepokojące uczucie, które zaczęło ich witać, mimowolnie zwolnił kroku, ale nie zatrzymał się, dalej prąc do przodu.
Obrzydliwe, przeszło mu przez głowę, ale oni nie pierwsi nie ostatni, od których waliło tego typu barwami. Normalnie też, pewnie w ogóle nie zwróciłby na to uwagi, ale czerń połyskująca w aurach stała się dla niego o wiele bardziej zauważalna od momentu, kiedy opuścił pokład statku widmo, który zawitał w lipcu na wybrzeże Anglii.
Westchnął, w pewien sposób znużony tym właśnie odkryciem, zwyczajnie znowu odwracając twarz w kierunku głębi jaskini i ruszając dalej, przyświecając sobie przy tym różdżką. Szli długo. Bardzo długo, ale w końcu otaczająca ich przestrzeń zaczęła się zmieniać, dając im nieco więcej swobody. Było też zimno, ale dla aurora akurat ten aspekt niewiele zmieniał. Nie, kiedy od maja czuł przenikające do szpiku kości zimno, które nie chciało odejść.
Czując dziwne, niepokojące uczucie, które zaczęło ich witać, mimowolnie zwolnił kroku, ale nie zatrzymał się, dalej prąc do przodu.
Rzut 1d3 - 2