Mógł mieć rację. Geraldine została wychowana w nieco surowszym klimacie niż ten tutaj. Pochodziła z Walii, z Snowdonii, gdzie przyszło jej dorastać. Jej rodzina była cóż, specyficzna, miała swoje metody wychowawcze, nieco szorstkie, co powodowało, że nie malowała się jak typowa Brytyjka.
- To pewnie zależy na kogo trafisz. Nie wszyscy lubią uprzejmość, są tacy, którzy preferują bezpośredniość. Nie wiem jednak, czy to wystarcza, aby obalić twoją prawdę. - Dodała z uśmiechem na twarzy. Jak wszędzie. Różne były charaktery, różne upodobania. Nie uważała za słuszne wrzucanie do jednego gara wszystkich danej narodowości, bo zawsze trafiały się jakieś wyjątki, które nie pasowały do reguły. Jeden z nich właśnie siedział przed nim. Mogło to również wynikać z tego, że Gerry dużą część życia spędziła w podróży. Bywała w najdalszych zakątkach świata, co na pewno miało wpływ na jej podejście. Była otwarta, bezpośrednia, nie znosiła udawać.
Ger chyba nie chciała tym uściskiem nic osiągnąć, broń Merlinie, nie chciała na pewno złamać mu ręki, czy coś. Po prostu taka już była, wszystko robiła pewnie, brakowało jej kobiecej delikatności.
- Pod jakim względem? - Powtórzyła po nim, później upiła łyk alkoholu ze swojej szklanki. Czy to możliwe, żeby nic nie wiedział. Jego argument jednak dał jej do myślenia, faktycznie możliwe było, że nie wiedział nic na temat sytuacji politycznej w kraju. - Wiesz, ostatnio ginie masa mugolaków, podczas sabatu wiele osób straciło życie, właściwie nie tylko mugolacy, bo znalazła się grupa osób, która chce dojść do władzy. - Nie miała pojęcia, jakie on ma poglądy, więc wolała podejść do tematu neutralnie.