Nie znał Cirila, więc jego życie nie powinno go obchodzić. Na pewno nie powinno go obchodzić aż tak. Tylko co to znaczy "aż tak"? Czyje życie było cenniejsze, które warto chronić bardziej, kogo można zostawić samemu sobie, bo jest nieistotny w boskich planach, a kogo rzucić na pożarcie? Mógł mieć zaciągi, mógł czasami upijać się tym wrażeniem, że w rękach człowieka jest kontrola nad życiem i śmiercią, ale żaden z nich nie był bogiem.
Nie płynął szybko za Cirilem. Płynął w odległości do 3 metrów maksymalnie zatrzymując się, obracając w kierunku swoich towarzyszy, żeby ich widzieć, żeby im pomóc gdyby coś się działo. I trochę się działo. Perseus średnio sobie radził w wodzie. Potrafił w ogóle pływać? Gotów był mu pomóc, ale widział, że Victoria nad mężczyzną czuwała. I całe szczęście - znaczyło to też tyle, że czuwała nad bezpieczeństwem jego pleców. Zdecydowanie powinien Perseusa wynieść na brzeg i tam zostawić, żeby nie przeszkadzał. I nie chodziło o brak wiary w jego umiejętności. Chodziło o łatkę zdrajcy, która do niego przylgnęła.
Focze ćwierkotanie było jedynym wyraźnym dźwiękiem w pewnym momencie, dopóki nie odezwała się Victoria. Laurent już w samej wiosce wypłynął naprzód, by rozejrzeć wokół. To było bardzo krótkie rozglądanie się, bo jego oczy utknęły na Cirilu.
- Musisz wrócić na powierzchnię i doleczyć rany. Szukasz tu śmierci? - To miejsce nie wyglądało ciekawie, a krew przyciągała tych, którzy byli jej głodni i żądni. Próby przegadania Cirila były beznadziejne wtedy, jak i były beznadziejne teraz. Nie podobało mu się to, w jakim stanie jest ten młody selkie, w jakim stanie jest ta wioska. Pisnął w kierunku towarzyszy i zakręcił się przy ścianie jednego z domów - wskazał płetwą na te dziwne zarysowania, gdyby ich nie zauważyli.
W pierwszym odruchu chciał podpłynąć do trytonów i je uwolnić, ale nie zrobił tego. Unosząc się w wodzie przy reszcie wpatrywał się w istoty, z którymi nie potrafili się komunikować... ale Ciril potrafił. Chyba. Kiedy Ciril i Victoria próbowali się z nimi skomunikować, on sam znowu zaczął się rozglądać i tym razem jego czarne ślepia zostały przyciągnięte przez chatę Ultha. Podpłynął tam kawałek (nie rozdzielał się jednak ze swoją dzielną drużyną, nie chciał ryzykować) nadstawiając uszu, albo raczej - nosa? Wibrysy na jego nosie prawie drżały, kiedy tak ostrożnie przybliżał się do tego miejsca - o ile nie było zbyt daleko. Nie zamierzał wchodzić do środka, ale chciał trochę się... porozglądać i pozaglądać. Na pewno nie sam, nie potrafiąc się zresztą komunikować z trytonami. Czasami instynkt go zawodził, szczególnie kiedy wygrywała ciekawość, ale tutaj miał się całkiem dobrze.
Na percepcje
Sukces!
Akcja nieudana