26.12.2022, 19:34 ✶
Ostara była niegdyś dla Idy jednym z najlepszych momentów w roku. Wiosna oznaczała świeży początek, a topniejące śniegi zwiastowały wyczekiwane przez rodzeństwo Moody wolne. Wolne nie od szkoły, gdyż były to czasy wyprzedzające ich pobyt w Hogwarcie, a wolne ich ojca od pracy.
Rodzicielski obowiązek Jamesa Moody’ego nie należał do największych jego instynktów, ale przynajmniej okazjonalny sabat równonocy wiosennej wybudzał w nim te odruchy tak jak ptaki ze snu zimowego. Przechadzali się między straganami w zwyczajnym już dla całej trójki milczeniu, przerywanym tylko okazjonalnymi chrząknięciami ojca. To Pythia była odpowiedzialna za cząstkę socjalną ich rodziny i wraz z nią odeszły z niej wszelkie zdolności komunikacji międzyludzkiej.
Pamiętała wyraźnie, gdy podchodzili do straganów, a z kącików ust ciekła im ślina na widok dekoracyjnych i “drogich jak dupa goblina w Banku Gringotta” jak twierdził ojciec, przysmaków. Ze wszystkich do wyboru mogli wybrać tylko jeden i tylko, jeśli uprzednio w jakiś sposób przysłużyli się do jego zdobycia. Nawet podczas zabawy mieli ćwiczyć jakiegoś rodzaju zaradność życiową, czy inną przydatną później umiejętność. Marnowanie czasu w słowniku Ojca… Cóż, nie było w jego słowniku.
— Nie ma problemu. Dekady traumy międzypokoleniowej, jeden niefortunny gen jasnowidzenia i będziesz największym szczęściarzem na straganie. — Uniosła kącik ust w drwiącym uśmiechu, starając się zebrać się w sobie do zwyczajnej, pewnej i wyprostowanej postawy. Chwała Merlinowi za Erika i jego durną, godną zaufania twarz, która pozwoliła Moody wyrwać się z transu zamyślenia.
Wybrali jabłka w karmelu. Tamtego dnia, o którym zapomniała zupełnie i ustawili się w kolejce do pociągnięcia swojego losu. Zapewne podświadomie wiedziała, że nie powinna tego robić, chociaż teraz nie mogła sobie przypomnieć, czy faktycznie się zawahała.
Użyła mocy, a ojciec to zauważył. Wtedy po raz pierwszy zdała sobie sprawę, że nawet jeśli nie rozmawiał z nimi wiele, to obserwował. Patrzył i uważał na ich zachowania. Na swój sposób starał się okazać troskę. Srogo ją wtedy okrzyczał, przy wszystkich, nawet pomimo obrony Alastora. Uważaj, bo jeśli ktoś oszukuje wystarczająco długo, oszukiwanie staje się częścią ich natury. Tak samo dla Moody’ego było z jasnowidzeniem. Nie podobało mu się nawet bardziej, niż aury Alliego, bo przyszłość było czymś, co kojarzyło się mu z Nią. Zmusiła się, żeby ruszyć dalej ścieżką, ruchem dłoni zachęcając do tego i Longbottoma.
— To nie był nikt znajomy — zaczęła i chociaż policzki zdążyły już nabrać zwyczajnego, rumianego koloru, to oczy wciąż pozostawały skupione na nieistniejącym punkcie w oddali, a brwi ściągnięte na czole. — Miałam wizję.
give me a bitter glory.