24.05.2024, 12:55 ✶
Brenna - już z normalnym wzrostem - dalej robi zdjęcia, na końcu Morpheusowi i Basiliusowi, bijących się ciastem pod stołem, a po drodze podczas tej bieganiny pyta Thomasa Figga, czy żyje
Brenna naciskała migawkę raz po raz, i przemieszczała się po sadzie wcale nie wolniej niż inni uczestnicy zabawy, ganiający się z ciastem - chciała w końcu sfotografować w s z y s t k o, co tylko się dało. Millie i Alastora upadających na koc, Thomasa w nagle zwężonej kiecce, i drugiego Thomasa, leżącego na trawie...
- Żyjesz, Tommy? - upewniła się, pochylając się nad nim i robiąc mu zdjęcie od góry.
Przez chwilę, tu i teraz, była zupełnie beztroska i miała nadzieję, że wszyscy inni też właśnie tak się czują - jakby zmartwienia dnia codziennego, te związane z pracą, tocząca się w Londynie i w całej Anglii wojna, widmo ciemności wyspy, która pojawia się i znika, na moment gdzieś przepadły.
– Bertie się zapłacze, jeśli się dowie, co spotkało jego tort – rzuciła jeszcze, do nikogo w ogólności, sama porywając niewielki kawałek tego ciemnego tortu, ale nie po to, by nim w kogoś cisnąć, a by wpakować go sobie do ust.
Byłoby szkoda go tak marnować, gdyby nie to, że Millie Moody dzięki tej ciasteczkowej bitwie była taka szczęśliwa.
Brenna, która gdzieś po drodze zatraciła swój nadnaturalny wzrost, przysiadła przy stole – w odpowiedniej odległości od bijących się tam ciastem mężczyzn. Tak, żeby znaleźć się poza zasięgiem, gdyby chcieli odebrać ich aparat, ale dostać też dobre ujęcie, akurat w momencie, gdy wujek usiłował rozsmarować ciasto na twarzy Basiliusa.
Brenna naciskała migawkę raz po raz, i przemieszczała się po sadzie wcale nie wolniej niż inni uczestnicy zabawy, ganiający się z ciastem - chciała w końcu sfotografować w s z y s t k o, co tylko się dało. Millie i Alastora upadających na koc, Thomasa w nagle zwężonej kiecce, i drugiego Thomasa, leżącego na trawie...
- Żyjesz, Tommy? - upewniła się, pochylając się nad nim i robiąc mu zdjęcie od góry.
Przez chwilę, tu i teraz, była zupełnie beztroska i miała nadzieję, że wszyscy inni też właśnie tak się czują - jakby zmartwienia dnia codziennego, te związane z pracą, tocząca się w Londynie i w całej Anglii wojna, widmo ciemności wyspy, która pojawia się i znika, na moment gdzieś przepadły.
– Bertie się zapłacze, jeśli się dowie, co spotkało jego tort – rzuciła jeszcze, do nikogo w ogólności, sama porywając niewielki kawałek tego ciemnego tortu, ale nie po to, by nim w kogoś cisnąć, a by wpakować go sobie do ust.
Byłoby szkoda go tak marnować, gdyby nie to, że Millie Moody dzięki tej ciasteczkowej bitwie była taka szczęśliwa.
Brenna, która gdzieś po drodze zatraciła swój nadnaturalny wzrost, przysiadła przy stole – w odpowiedniej odległości od bijących się tam ciastem mężczyzn. Tak, żeby znaleźć się poza zasięgiem, gdyby chcieli odebrać ich aparat, ale dostać też dobre ujęcie, akurat w momencie, gdy wujek usiłował rozsmarować ciasto na twarzy Basiliusa.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.