Czy przychodząc tutaj dzisiaj spodziewała się, że największą rozrywką tego przyjęcia urodzinowego będzie rozmowa z wujkiem Erika? Nie. Nie była jasnowidzką, nie otrzymała od niebios żadnego daru, który mógłby jej pomóc to przewidzieć. Coś jednak chciało, żeby znalazła się w tym ogrodzie, zupełnie nieświadoma tego, z jak wprawionym zawodnikiem przyjdzie jej tutaj rozmawiać, a może i grać. Nie miała świadomości, że Morpheus posiada umiejętności, które mogą mu pomóc odczytać jej intencje, bo skąd mogła to wiedzieć. Zupełnie naiwnie więc weszła w jego sidła, czego zazwyczaj nie robiła, bo przecież to ona była łowcą, role miały się dzisiaj odmienić.
Przysunął się do niej, spoglądała na niego uważnie spod opadającego na twarz kosmyka nieco zbyt długiej grzywki, poczuła, że ich nogi się zetknęły, nie wydawało się jednak, żeby zrobiło to na niej wrażenie. Nie speszyła się w ogóle, jakby wcale tego nie zauważyła. To przecież nic wielkiego, czyż nie? Na pewno był to zupełnie przypadkowy ruch.
Uniosła brwi, czekając, aż wyjaśni jej zasady gry. Nim to jednak zrobił położył jej na kolanach książkę, na którą na krótką chwilę przeniosła swój wzrok. Wróżbiarstwo nie było jej typowym wyborem, jeśli chodzi o czytanie, raczej wręcz przeciwnie. Bardzo szybko jednak ponownie wróciła spojrzeniem do Morpheusa i czekała na dalsze wyjaśnienie.
Niespodziewanie dotknął jej policzka, co spowodowało, że jej oczy błysnęły, nie zareagowała jednak w żaden sposób, bo ten dotyk opuszka zmierzającego do jej podbródka był całkiem przyjemny, gdyby tak nie było pewnie mogłaby bez mniejszego problemu odrzucić jego rękę, a nawet ją złamać. Miał jej przyzwolenie, najwyraźniej nie zamierzała mu sięę specjalnie opierać w tej grze. Alkohol, który wypiła, mimo, że nie było go póki co zbyt wiele, skutecznie odsuwał od niej myśli, które mógł przynosić zdrowy rozsądek. Chciała z nim zagrać w jego grę. Nawet jeśli miałaby przegrać, chociaż wolała nie zakładać od razu takiego zakończenia, jaki był sens grać w grę, kiedy od razu znało się jej wynik?
- W dziesięć minut można zrobić naprawdę wiele. - Mówiła spokojnie, w jej oczach nadal mógł dostrzec ten błysk, iksry, które pojawiły się tam, kiedy dotknął jej policzka. - Ale, lubię wyzwania. - Szczególnie takie, które mogły się okazać trudne do realizacji. Usta drgnęły jej w uśmiechu, kiedy sięgała po książkę.
O nagrodzie nie wspomniała, w końcu mieli o niej rozmawiać, kiedy skończą tę grę. Trzymała książkę w lewej dłoni, zbliżyła ją nieco do twarzy, by móc dostrzec litery i zaczęła czytać. Powoli i wyraźnie, każde zdanie, to miało być tylko dziesięć minut. Przysunęła się przy tym do niego jeszcze bardziej, jakby zupełnie przypadkowo, nie odrywała przy tym wzroku od księgi, którą miała w dłoni.