24.05.2024, 14:11 ✶
– Jestem bardzo zajętą osobą, ale przecież zawsze znajdę czas dla mojego brata - zapewniła Florence, jakby faktycznie była gotowa wyciągnąć notatki i zacząć go przepytywać. – Zaczniemy od prawidłowego reagowania uzdrowiciela w sytuacjach zagrożenia - dodała.
Podstawowa zasada: zapewnij własne bezpieczeństwo, inaczej nie pomożesz innym. Nie lekceważ własnych obrażeń. Florence miała wrażenie, że ta lekcja mogłaby się mu przydać, ale to nie były już czasy, w których mogła posadzić go przy stole, aby napisał to sto razy.
– Doprawdy – rzuciła tylko na to jego "przecież się zdarza". Wiedziała aż za dobrze, jak Atreus nie cierpiał przegrywać: i nie chodziło tylko o pokerowy stół, ale też wszystko inne. Nie lubił ustępować, nie lubił, gdy ktoś był lepszy od niego, a jeżeli coś sobie postanowił lub miał za rywalizację, niechętnie się wycofywał. Czy mógłby dać komuś wygrać w pokera? Być może, ale w chwili, gdy nie chodziłoby o samą grę.
Na jej twarzy pojawiła się nowa czujność - gdyby jego słowa o małym problemie nie wyrwały Florence skutecznie z senności, na pewno zrobiłyby to te o anomalii teleportacyjnej i na moment zacisnęła palce na jego świeżo wyleczonej dłoni.
– Ale chyba nie przeniosło cię na mgliste mokradła? – spytała, zanim cofnęła rękę. Czytała o tym w Proroku Codziennym, tak samo jak o tym, że Ministerstwo Magii podobno rozwiązało problem. Przez jej głowę przebiegły fragmenty artykułów: o zaginionych ludziach, o ciałach znalezionych na Mokradłach, o nie działającej tam magii. Zaraz jednak rozluźniła nieco ramiona, bo uświadomiła sobie, że Atreus nie wyglądał, jakby przez kilka godzin przedzierał się przez bagniska. Miał tylko rozbity nos.
– Być może to jakieś uboczne skutki anomalii teleportacyjnej z maja – powiedziała. Nie dopytywała już kim był ten mężczyzna, któremu Atreus rozbił szklankę na głowie i który, jak założyła, rozbił także jej bratu nos. Wystarczyło jej w zupełności, że przestał się wykręcać, w najlepszym, prewettowskim stylu: a jeżeli nie chciał dzielić się całą opowieścią, miał do tego pełne prawo. – Poza tym, że omal cię nie rozszczepiło i stanem twojego nosa, wszystko w porządku?
Może to było głupie pytanie, bo przecież wiedziała, że nie: przynajmniej nie w zupełnym porządku. Był Zimnym. Wciąż nie wiedzieli, jak odwrócić ten stan. Zerwał zaręczyny, pracował w Biurze Aurorów, a wojna w ich świecie po Beltane przeszła w nowe stadium. Atreus nie musiał się jej zwierzać, by wiedziała, że wszystko nie jest dobrze i że nie uderzyłby Laurenta tylko dlatego, że zdenerwował się jakąś bzdurą. Wiedziała też, jakiej może spodziewać się odpowiedzi.
Ale była jego siostrą i musiała spytać.
Podstawowa zasada: zapewnij własne bezpieczeństwo, inaczej nie pomożesz innym. Nie lekceważ własnych obrażeń. Florence miała wrażenie, że ta lekcja mogłaby się mu przydać, ale to nie były już czasy, w których mogła posadzić go przy stole, aby napisał to sto razy.
– Doprawdy – rzuciła tylko na to jego "przecież się zdarza". Wiedziała aż za dobrze, jak Atreus nie cierpiał przegrywać: i nie chodziło tylko o pokerowy stół, ale też wszystko inne. Nie lubił ustępować, nie lubił, gdy ktoś był lepszy od niego, a jeżeli coś sobie postanowił lub miał za rywalizację, niechętnie się wycofywał. Czy mógłby dać komuś wygrać w pokera? Być może, ale w chwili, gdy nie chodziłoby o samą grę.
Na jej twarzy pojawiła się nowa czujność - gdyby jego słowa o małym problemie nie wyrwały Florence skutecznie z senności, na pewno zrobiłyby to te o anomalii teleportacyjnej i na moment zacisnęła palce na jego świeżo wyleczonej dłoni.
– Ale chyba nie przeniosło cię na mgliste mokradła? – spytała, zanim cofnęła rękę. Czytała o tym w Proroku Codziennym, tak samo jak o tym, że Ministerstwo Magii podobno rozwiązało problem. Przez jej głowę przebiegły fragmenty artykułów: o zaginionych ludziach, o ciałach znalezionych na Mokradłach, o nie działającej tam magii. Zaraz jednak rozluźniła nieco ramiona, bo uświadomiła sobie, że Atreus nie wyglądał, jakby przez kilka godzin przedzierał się przez bagniska. Miał tylko rozbity nos.
– Być może to jakieś uboczne skutki anomalii teleportacyjnej z maja – powiedziała. Nie dopytywała już kim był ten mężczyzna, któremu Atreus rozbił szklankę na głowie i który, jak założyła, rozbił także jej bratu nos. Wystarczyło jej w zupełności, że przestał się wykręcać, w najlepszym, prewettowskim stylu: a jeżeli nie chciał dzielić się całą opowieścią, miał do tego pełne prawo. – Poza tym, że omal cię nie rozszczepiło i stanem twojego nosa, wszystko w porządku?
Może to było głupie pytanie, bo przecież wiedziała, że nie: przynajmniej nie w zupełnym porządku. Był Zimnym. Wciąż nie wiedzieli, jak odwrócić ten stan. Zerwał zaręczyny, pracował w Biurze Aurorów, a wojna w ich świecie po Beltane przeszła w nowe stadium. Atreus nie musiał się jej zwierzać, by wiedziała, że wszystko nie jest dobrze i że nie uderzyłby Laurenta tylko dlatego, że zdenerwował się jakąś bzdurą. Wiedziała też, jakiej może spodziewać się odpowiedzi.
Ale była jego siostrą i musiała spytać.