24.05.2024, 15:03 ✶
- Myślę, że żadne z nas nie może narzekać. Miała pomoc, ale poradziła sobie najlepiej, jak mogła. Obawiam się, że niektórzy z nas byli... trochę trudni do opanowania - powiedziała Brenna, uśmiechając się mimowolnie, bo najtrudniejsza do opanowania z tej całej gromady była przecież bez wątpienia ona. Erik nawet jako dzieciak był dość spokojny, Mavelle spędzała z nimi dużo czasu, ale nie mieszkała w Warowni na stałe, Dani była uroczym, wesołym dzieckiem, a Lucy raczej trzymała się odrobinę z boku i nie miała dość energii na wszystkie zabawy, słabsza fizycznie od kuzynostwa.
- Mam szczęście, pani Hardwick. Mój stół nigdy nie bywa pusty - dodała, i chociaż uśmiechała się dalej, to w istocie było poważne stwierdzenie. Brenna wiedziała, oczywiście, że jej przyjaciele i krewni urządzą sobie pewnie w większości życia, ale chyba wierzyła, że dopóki chodzi po tym świecie, to część z nich przynajmniej nie zapomni o niej zupełnie. Czy było to naiwne? Może. Czy wiele osób pożałowało takiego podejścia? Pewnie tak. Ale często i ci, którzy mieli partnerów i dzieci, kończyli na starość samotnie.
Brenna nauczyła się już, w życiu różnie splatają się ścieżki.
– Brat mnie zabije, jeśli dowie się, że zbliżyłam się do traktora – roześmiała się jeszcze tylko, zanim skupiła się na jedzeniu. Bo cóż, mimo ostatnich, mało przyjemnych, traktorowych przygód, Brenna była gotowa wsiadać na traktor znowu i spróbować, czy szczęście i tym razem postanowi sobie z niej zakpić.
*
A potem… cóż.
Zaczęła się awantura, i tak jak Brenna cudem utrzymała język za zębami, tak nie udało się to Lizzy. I nie żeby się jej specjalnie dziwiła, podobnie jak wykrzyczanym słowom, ale ledwo chwilę później one, pochwycony alkohol i zapalniczka ułożyły się w mało przyjemny obraz.
Te krzyki? Wpływ emocji. Zabrany alkohol? Chciała się napić i znieczulić. Zapalniczka? Planowała zapalić.
Być może.
A może te wszystkie sytuacje doprowadziły ją do ostateczności: alkohol był paliwem, zapalniczka miała pozwolić podłożyć szybko ogień w kilku miejscach, krzyki świadczyły o tym, że w dziewczynie pękła jakaś tama. Brenna i Thomas widywali już takie rzeczy w swojej pracy. Gdy pozornie błaha sytuacja sprawiała, że następował niespodziewany wybuch. I dlatego poderwała się za stołu i wypadła na zewnątrz zaraz za Thomasem. Przystanęła na progu, nie nawołując, za to rozważając przez moment, jak bardzo durne będzie zmienienie się w wilka, aby wywąchać uciekinierkę.
Chyba jednak nie było to konieczne.
– Thomas?! – zawołała krótko, by zwrócić na siebie uwagę mężczyzny, nim sprintem pognała w stronę blasku, odruchowo ładując dłoń do kieszeni w poszukiwaniu różdżki. Bo może to był tylko błysk słońca i nie działo się tam nic wielkiego, ale… ale ta zapalniczka…
- Mam szczęście, pani Hardwick. Mój stół nigdy nie bywa pusty - dodała, i chociaż uśmiechała się dalej, to w istocie było poważne stwierdzenie. Brenna wiedziała, oczywiście, że jej przyjaciele i krewni urządzą sobie pewnie w większości życia, ale chyba wierzyła, że dopóki chodzi po tym świecie, to część z nich przynajmniej nie zapomni o niej zupełnie. Czy było to naiwne? Może. Czy wiele osób pożałowało takiego podejścia? Pewnie tak. Ale często i ci, którzy mieli partnerów i dzieci, kończyli na starość samotnie.
Brenna nauczyła się już, w życiu różnie splatają się ścieżki.
– Brat mnie zabije, jeśli dowie się, że zbliżyłam się do traktora – roześmiała się jeszcze tylko, zanim skupiła się na jedzeniu. Bo cóż, mimo ostatnich, mało przyjemnych, traktorowych przygód, Brenna była gotowa wsiadać na traktor znowu i spróbować, czy szczęście i tym razem postanowi sobie z niej zakpić.
*
A potem… cóż.
Zaczęła się awantura, i tak jak Brenna cudem utrzymała język za zębami, tak nie udało się to Lizzy. I nie żeby się jej specjalnie dziwiła, podobnie jak wykrzyczanym słowom, ale ledwo chwilę później one, pochwycony alkohol i zapalniczka ułożyły się w mało przyjemny obraz.
Te krzyki? Wpływ emocji. Zabrany alkohol? Chciała się napić i znieczulić. Zapalniczka? Planowała zapalić.
Być może.
A może te wszystkie sytuacje doprowadziły ją do ostateczności: alkohol był paliwem, zapalniczka miała pozwolić podłożyć szybko ogień w kilku miejscach, krzyki świadczyły o tym, że w dziewczynie pękła jakaś tama. Brenna i Thomas widywali już takie rzeczy w swojej pracy. Gdy pozornie błaha sytuacja sprawiała, że następował niespodziewany wybuch. I dlatego poderwała się za stołu i wypadła na zewnątrz zaraz za Thomasem. Przystanęła na progu, nie nawołując, za to rozważając przez moment, jak bardzo durne będzie zmienienie się w wilka, aby wywąchać uciekinierkę.
Chyba jednak nie było to konieczne.
– Thomas?! – zawołała krótko, by zwrócić na siebie uwagę mężczyzny, nim sprintem pognała w stronę blasku, odruchowo ładując dłoń do kieszeni w poszukiwaniu różdżki. Bo może to był tylko błysk słońca i nie działo się tam nic wielkiego, ale… ale ta zapalniczka…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.