24.05.2024, 21:41 ✶
- Zdecydowanie. Ale nie pamiętam w ich wspomnieniach niczego, co by sugerowało, że robili eksperymenty na roślinach. To raczej domena Greengrassów, wiesz... - powiedziała, drapiąc się po rudej czuprynie. Strach, który przed chwilą zdawał się ściskać jej gardło, zdawał się odpuszczać. Nawet zdobyła się na lekki uśmiech, i to wcale nie nerwowy. Na wspomnienie siostrzeńca Jasie tylko się skrzywiła. - Wiesz co, wydawał się być chamem, ale nie aż takim, żeby zastawiać na nas pułapki. Myślę, że to jednak dotyka większą część Anglii. A może rozlało się bardziej? Kurczę, nie powiem ci, bo nigdy się tym nie interesowałam - po prostu zauważyłam, że coraz więcej osób szuka silnych środków na rośliny... Swoją drogą mam tutaj taki.
Olivia podciągnęła plecak do góry. Kompletnie wyleciał jej z głowy fakt, że przez chwilę miała absolutny przebłysk geniuszu gdy się pakowała i oprócz gustownych kaloszków wzięła także dwie fiolki naprawdę mocnej trucizny - trucizny, która działała wyłącznie na rośliny. No, ludziom była w stanie oparzyć ręce, ale to już naprawdę szczegół, bo jej przeznaczeniem było wyplenianie chwastów, a nie ludzi. Po prostu trzeba było uważać, ot co.
- Może gdzieś tutaj jest staw i są żaby? Wiesz, niektóre żaby mogą być zaczarowanym księciem czy coś - odpowiedziała, uśmiechając się jeszcze szerzej. Nie, nie miała tutaj księcia na białym koniu, a chyba taki był właśnie w tej baśni. Tylko kurde... Mina jej zrzedła. - Brenna, ta baśń się nie kończyła jakoś koszmarnie i nie została przerobiona później po to, by dzieci nie płakały, jak książę... Zachowywał się niestosownie w stosunku do Śpiącej Królewny?
Aj, Olivia lubiła szczęśliwe zakończenia, ale akurat istniały na tym świecie baśnie tak okrutne, że ciężko było to czytać. Ponoć wywodziły się z legend. Czy tam był smok? Odruchowo się rozejrzała. Tu chyba żadnego nie było, prawda? No bo gdzie by się schował i co by tu robił. Miała też nadzieję, że tego pojebanego księcia też nie było.
Zatrzymała się, a potem schowała za Brenną, jak w zasadzie przez większość ich wspólnych wypadów. Nie miała nic przeciwko, żeby to robić - ani myślała pchać się do przodu i zgrywać bohaterkę. Na wszelki wypadek jednak położyła swój plecak obok nogi, a z niego wyciągnęła pierwszą fiolkę. Chciała powiedzieć Brennie, że mogą spróbować podlać tym specyfikiem roślinkę, ale ta już zaczęła działać po swojemu. No i wyszło jak... Jak w sumie chyba się spodziewały po tym starciu ze stokrotką. Bo ostrza, które wcześniej bezproblemowo wycinały drogę w chaszczach, zaczęły piłować z nieprzyjemnym dźwiękiem ostry krzew. Tego dźwięku wcześniej nie było - przypominał trochę odgłos piłowania naprawdę grubego drewna, ale przecież gałęzie nie były aż tak grube.
- Um... Brenna? - Olivia zmarszczyła brwi, słysząc też dziwny odgłos. A potem... Potem krzak zaczął się KURWA RUSZAĆ. Tak jak poprzednio pieprznięta stokrotka wyciągała w ich stronę pnącza, tak teraz ciernisty czarny krzak wystrzelił swoje gałęzie w kierunku kobiet. Olivia krzyknęła i rzuciła w jego kierunku fiolką.
Rzut na AF
Olivia podciągnęła plecak do góry. Kompletnie wyleciał jej z głowy fakt, że przez chwilę miała absolutny przebłysk geniuszu gdy się pakowała i oprócz gustownych kaloszków wzięła także dwie fiolki naprawdę mocnej trucizny - trucizny, która działała wyłącznie na rośliny. No, ludziom była w stanie oparzyć ręce, ale to już naprawdę szczegół, bo jej przeznaczeniem było wyplenianie chwastów, a nie ludzi. Po prostu trzeba było uważać, ot co.
- Może gdzieś tutaj jest staw i są żaby? Wiesz, niektóre żaby mogą być zaczarowanym księciem czy coś - odpowiedziała, uśmiechając się jeszcze szerzej. Nie, nie miała tutaj księcia na białym koniu, a chyba taki był właśnie w tej baśni. Tylko kurde... Mina jej zrzedła. - Brenna, ta baśń się nie kończyła jakoś koszmarnie i nie została przerobiona później po to, by dzieci nie płakały, jak książę... Zachowywał się niestosownie w stosunku do Śpiącej Królewny?
Aj, Olivia lubiła szczęśliwe zakończenia, ale akurat istniały na tym świecie baśnie tak okrutne, że ciężko było to czytać. Ponoć wywodziły się z legend. Czy tam był smok? Odruchowo się rozejrzała. Tu chyba żadnego nie było, prawda? No bo gdzie by się schował i co by tu robił. Miała też nadzieję, że tego pojebanego księcia też nie było.
Zatrzymała się, a potem schowała za Brenną, jak w zasadzie przez większość ich wspólnych wypadów. Nie miała nic przeciwko, żeby to robić - ani myślała pchać się do przodu i zgrywać bohaterkę. Na wszelki wypadek jednak położyła swój plecak obok nogi, a z niego wyciągnęła pierwszą fiolkę. Chciała powiedzieć Brennie, że mogą spróbować podlać tym specyfikiem roślinkę, ale ta już zaczęła działać po swojemu. No i wyszło jak... Jak w sumie chyba się spodziewały po tym starciu ze stokrotką. Bo ostrza, które wcześniej bezproblemowo wycinały drogę w chaszczach, zaczęły piłować z nieprzyjemnym dźwiękiem ostry krzew. Tego dźwięku wcześniej nie było - przypominał trochę odgłos piłowania naprawdę grubego drewna, ale przecież gałęzie nie były aż tak grube.
- Um... Brenna? - Olivia zmarszczyła brwi, słysząc też dziwny odgłos. A potem... Potem krzak zaczął się KURWA RUSZAĆ. Tak jak poprzednio pieprznięta stokrotka wyciągała w ich stronę pnącza, tak teraz ciernisty czarny krzak wystrzelił swoje gałęzie w kierunku kobiet. Olivia krzyknęła i rzuciła w jego kierunku fiolką.
Rzut na AF
Rzut N 1d100 - 2
Akcja nieudana
Akcja nieudana