24.05.2024, 22:52 ✶
Gotowała rzadko. Brakowało jej do tego i talentu, i zapału, poza tym przywykła do tego, że część rzeczy załatwia domowy skrzat. Umiała jednak przyrządzać te mniej skomplikowane potrawy, a przygotowanie herbaty już na pewno nie sprawiała, że spadłaby jej z głowy korona (a trzeba przyznać, że zwykle głowę trzymała, jakby ta korona faktycznie na niej tkwiła). Gdy Laurent wrócił, właśnie przesypywała liście dobrej herbaty do filiżanek dla siebie i brata.
– Witaj, mój drogi – przywitała się i zmierzyła go uważnym spojrzeniem. Był zmęczony, dało się to dostrzec na pierwszy rzut oka. Czasem miała wrażenie, że wszyscy wokół niej są zmęczeni i przytłoczeni w tych ostatnich miesiącach. Miotający się Patrick, któremu zbyt wiele spadło na głowę, wypełniony chłodem Limbo. Atreus, balansujący jakby na jakiejś krawędzi, jakby wszystkie te problemy, których istnienie ignorował dotąd, zebrały się ze sobą, tak że nie dało się już udawać, że nie istnieją, dołączając do zimna, tkwiącego w jego ciele. Geraldine i ciemna postać w jej przyszłości oraz brat bliźniak, którego nie było. Orion, który nigdy nie był otwarty, a teraz zamykał się w sobie, wyraźnie zaniepokojony sytuacją w Ministerstwie. I wreszcie Laurent, śmierciożercy w New Forest, Aydaya, chcąca znaleźć mu żonę i Edward, próbujący zdominować jego życie. Nawet Basiliusa chyba coś gryzło.
Chciałaby naprostować drogi przed tymi swoimi chłopcami, ale nawet oczy jasnowidza nie znajdowały ścieżki, która byłaby wolna od cierni.
– Rozumiem. Napijesz się herbaty? Jadłeś już kolację? – spytała, znów otwierając szafkę, by wyjąć ledwo co schowaną puszkę. Martwiła się, kiedy Laurent się nie pojawił, ale była też świadoma, że był dorosłym mężczyzną. Nie mogła zamknąć go w domu i zabronić jego opuszczania, nawet w imię bezpieczeństwa. Nie była Edwardem Prewettem, nawet jeśli pod pewnymi względami tak bardzo go przypominała. – Postaraj się następnym razem nas uprzedzić – powiedziała więc tylko. Nie dlatego, że musiała wiedzieć, gdzie jest, z kim wychodzi i kiedy wróci, ale że teraz ciężko było zupełnie się nie przejmować, co Prewett robi. Nie po ataku na New Forest. Nieobecność Atreusa też nie pozostała niezauważona, i też wywołała ukłucie niepokoju, ale powtarzała sobie, że Bulstrode był aurorem.
Na całe szczęście, pojawił się, zanim Orion zdążył jej przekazać, że brat przepadł w trakcie służby.
To nie były łatwe czasy, sprzyjające lekkiemu podejściu.
– Chyba obaj mieliście ciężki dzień – powiedziała dość niezobowiązująco, zalewając wrzątek.
– Witaj, mój drogi – przywitała się i zmierzyła go uważnym spojrzeniem. Był zmęczony, dało się to dostrzec na pierwszy rzut oka. Czasem miała wrażenie, że wszyscy wokół niej są zmęczeni i przytłoczeni w tych ostatnich miesiącach. Miotający się Patrick, któremu zbyt wiele spadło na głowę, wypełniony chłodem Limbo. Atreus, balansujący jakby na jakiejś krawędzi, jakby wszystkie te problemy, których istnienie ignorował dotąd, zebrały się ze sobą, tak że nie dało się już udawać, że nie istnieją, dołączając do zimna, tkwiącego w jego ciele. Geraldine i ciemna postać w jej przyszłości oraz brat bliźniak, którego nie było. Orion, który nigdy nie był otwarty, a teraz zamykał się w sobie, wyraźnie zaniepokojony sytuacją w Ministerstwie. I wreszcie Laurent, śmierciożercy w New Forest, Aydaya, chcąca znaleźć mu żonę i Edward, próbujący zdominować jego życie. Nawet Basiliusa chyba coś gryzło.
Chciałaby naprostować drogi przed tymi swoimi chłopcami, ale nawet oczy jasnowidza nie znajdowały ścieżki, która byłaby wolna od cierni.
– Rozumiem. Napijesz się herbaty? Jadłeś już kolację? – spytała, znów otwierając szafkę, by wyjąć ledwo co schowaną puszkę. Martwiła się, kiedy Laurent się nie pojawił, ale była też świadoma, że był dorosłym mężczyzną. Nie mogła zamknąć go w domu i zabronić jego opuszczania, nawet w imię bezpieczeństwa. Nie była Edwardem Prewettem, nawet jeśli pod pewnymi względami tak bardzo go przypominała. – Postaraj się następnym razem nas uprzedzić – powiedziała więc tylko. Nie dlatego, że musiała wiedzieć, gdzie jest, z kim wychodzi i kiedy wróci, ale że teraz ciężko było zupełnie się nie przejmować, co Prewett robi. Nie po ataku na New Forest. Nieobecność Atreusa też nie pozostała niezauważona, i też wywołała ukłucie niepokoju, ale powtarzała sobie, że Bulstrode był aurorem.
Na całe szczęście, pojawił się, zanim Orion zdążył jej przekazać, że brat przepadł w trakcie służby.
To nie były łatwe czasy, sprzyjające lekkiemu podejściu.
– Chyba obaj mieliście ciężki dzień – powiedziała dość niezobowiązująco, zalewając wrzątek.