24.05.2024, 23:04 ✶
To nie była Mabel.
Mabel tutaj nie było: została w Londynie. A chwilę wcześniej była kwiatami i jeszcze wcześniej kotem. Mimo to widok wstrząsnął Brenną na tyle, że nie zdołała poskładać faktów, zwłaszcza że nie tak dawno temu napotkała bogina i wyglądał inaczej. Ale boginy się zmieniały: jej własny przecież zyskiwał nową formę nie po raz pierwszy. Zaciskała palce lewej ręki na ramieniu mężczyzny, a prawą sięgnęła po różdżkę, ale nie była pewna, co do licha zrobić, jakich czarów użyć.
Ta forma była taką, która mogła przestraszyć ich oboje. Jeden z największych lęków, wydobyty na światło dzienne.
Zaklęcie Thomasa bez wątpienia podziałało, nie mogło jednak ot tak przepłoszyć bogina, do pozbycia się go trzeba było zastosować riddikulus. Być może pod jego wpływem (a może tylko dlatego, że strach Figga nagle zamienił się we wściekłość albo że bogin poczuł się nieco skołowany, próbując wyłowić lęki dwóch osób…), ciało dziewczynki zaczęło się jednak zmieniać. Kolejna metamorfoza i…
…postać, jaką przybrał tym razem, była dziwnie groteskowa.
Brenna w pierwszej chwili nie rozumiała, na co patrzy. Była to istota dziwna, makabryczna, owszem, ale gdy się było czarodziejem, sam taki widok niekoniecznie od razu straszył. Zdawała się jakby efektem nieudanego czaru. Dopiero po sekundzie czy dwóch Brenna dostrzegła w niej cechy dementora i wtedy poczuła chłód: ale to nie był dementor, bo częściowo… częściowo był to kot. Bogin, próbując przestraszyć ich oboje, niepewny, jaką przybrać formę, starał się zmienić w obie jednocześnie. I przy okazji ujawnił swoją tożsamość.
– Kurwa, bogin – powiedziała, z mieszaniną irytacji i ulgi, że nie mieli do czynienia z czymś groźniejszym: i że ani Kapitanowi Pazurowi, ani Mabel nic nie groziło.
Mabel tutaj nie było: została w Londynie. A chwilę wcześniej była kwiatami i jeszcze wcześniej kotem. Mimo to widok wstrząsnął Brenną na tyle, że nie zdołała poskładać faktów, zwłaszcza że nie tak dawno temu napotkała bogina i wyglądał inaczej. Ale boginy się zmieniały: jej własny przecież zyskiwał nową formę nie po raz pierwszy. Zaciskała palce lewej ręki na ramieniu mężczyzny, a prawą sięgnęła po różdżkę, ale nie była pewna, co do licha zrobić, jakich czarów użyć.
Ta forma była taką, która mogła przestraszyć ich oboje. Jeden z największych lęków, wydobyty na światło dzienne.
Zaklęcie Thomasa bez wątpienia podziałało, nie mogło jednak ot tak przepłoszyć bogina, do pozbycia się go trzeba było zastosować riddikulus. Być może pod jego wpływem (a może tylko dlatego, że strach Figga nagle zamienił się we wściekłość albo że bogin poczuł się nieco skołowany, próbując wyłowić lęki dwóch osób…), ciało dziewczynki zaczęło się jednak zmieniać. Kolejna metamorfoza i…
…postać, jaką przybrał tym razem, była dziwnie groteskowa.
Brenna w pierwszej chwili nie rozumiała, na co patrzy. Była to istota dziwna, makabryczna, owszem, ale gdy się było czarodziejem, sam taki widok niekoniecznie od razu straszył. Zdawała się jakby efektem nieudanego czaru. Dopiero po sekundzie czy dwóch Brenna dostrzegła w niej cechy dementora i wtedy poczuła chłód: ale to nie był dementor, bo częściowo… częściowo był to kot. Bogin, próbując przestraszyć ich oboje, niepewny, jaką przybrać formę, starał się zmienić w obie jednocześnie. I przy okazji ujawnił swoją tożsamość.
– Kurwa, bogin – powiedziała, z mieszaniną irytacji i ulgi, że nie mieli do czynienia z czymś groźniejszym: i że ani Kapitanowi Pazurowi, ani Mabel nic nie groziło.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.