Oczywiście, że nie słyszała Samuela. Skupiona była na swoich wypiekach, do tego śpiewała sobie pod nosem, coś obok mogłoby wybuchnąć, a ona zapewne by nie zauważyła. Tak się działo, kiedy się w coś angażowała, nie istniało nic więcej. Zauważyła jego obecność dopiero gdy przylgnął do niej, drgnęła nieco spanikowana, a może bardziej zaskoczona. Szybko jednak się uspokoiła. Chwilowa panika przemieniła się w radość, bo faktycznie tu był. Nie zniknął z jej domu, przytulał ją znowu w tej kuchni. Może przywyknie do tego miejsca? Na pewno by ją to ucieszyło. Ten chwilowy przypływ czułości skutecznie odciągnął ją od wypieków. Nie miała mu wcale tego za złe, że nieco przeszkadzał jej w pracy. Ta bliskość była bardzo przyjemna, powoli uświadamiała sobie, że będzie go miała w swoim życiu na co dzień, bo przecież się zaręczyli, dość spontanicznie, jednak niczego nie żałowała. Upewniała się w tym coraz bardziej z każdą minutą, którą razem spędzali. Odwróciła się szukając jego ust, oparła swoje dłonie na jego torsie i pozwoliła sobie na krótki pocałunek, bo tęskniła za jego smakiem. Przyjemne ciepło biło od jego ciała. - Będziesz mógł mnie schrupać, tylko trochę później, muszę tego wszystkiego przypilnować. - Przemówił przez nią rozsądek, bo nie mogła sobie pozwolić niestety na żadne opóźnienie. Pączki same się nie upieką, a cukiernia sama nie otworzy, a szkoda, szczególnie, że stał przed nią w samym ręczniku. Mógł zauważyć jej wzrok przeszywający jego ciało.
Tego, co wydarzyło się później również nie przewidziała. Nie spodziewała się, że Leo przyjdzie tutaj tak wcześnie. Jego reakcja na przyłapanie jej z Samuelem ją przeraziła. Odsunęła się do tyłu, bo O'Dwyer najwyraźniej postanowił zdzielić Sama kwiatami. Kwiatami, Merlinie, one musiały być dla niej. Nie spodziewała się, że te oświadczyny to były na serio, bo gdy wróciła do cukierni to jej przeszło to dziwne uczucie, które opętało ją w Windermere, to nie tak, że nadal nie lubiła Leo, tyle, że nie tak bardzo jak jej się wydawało. Może zrobił sobie nadzieję? Nie miała pojęcia o co chodziło, czuła się winna. - Leo! Zostaw go! - Krzyknęła jeszcze bardzo głośno, a rzadko kiedy zdarzało jej się to robić. Nie miała pojęcia, czy w ogóle jej posłucha, bo cóż, ten chłopak, jak przystało na prawdziwego kota zawsze chodził własnymi ścieżkami.