25.05.2024, 00:04 ✶
Kiwał głową na słowa Vlada i uspokajał się jakoś od nich. Vlad wiedział co mówił, Vlad znał się na hipogryfach, a te zwierzęta nie tolerują ludzi pozbawionych rozumu i szacunku do sił natury. Jego oddech uspokoił się już zupełnie, choć wciąż był słabowity i blady. Choć wciąż czuł tępy ból w barku. W gruncie rzeczy bardzo cieszył się, że jego przeciwnik okazał się Nikolaiem, jakiekolwiek zagrożenie ze strony drugiego niedźwiedzia, gdyby ten był niedźwiedziem znikneło, a z Niko... czuł, że połączyła go z nim nić zrozumienia, którą nieczęsto mógł dzielić z kimkolwiek. Nawet jesli ostatnie wymiany zdań między nimi pamiętał jak przez mgłę.
– Niko... – uśmiechnął się gdy zobaczył chłopaka. Cieszył się, że pokiereszował go zdecydowanie mniej niż on jego, bo widać że spokojnie mógł przemieszczać się o własnych siłach. To było kojące, nawet jeśli kuło mocno w ego McGonagalla. To nigdy nie czuło się jakoś dobrze, więc był nawykły do tego kłucia bardziej nawet niż do ataku roślin podlegających prawom klątwy, którą nosił w sercu.
– Dobrze, ja... przepraszam Niko. Nie myślałem, że tak będzie wyglądać nasze kolejne spotkanie. Miałem przecież wpaść za dzień dwa przejrzeć zagrody i pognębić wasze korniki, a tu taki no... klops. – próbował się podnieść, ale od razu poczuł rwanie, więc opadł na poduszki uśmiechając się blado. – Masz świetny zgryz. Duże... duże szczęki, nigdy nie widziałem niedźwiedzia z tak bliska – przyznał w końcu. – W Anglii wszystkie wybito wiele lat temu i moja matka, żebym mógł przyjmować tę formę specjalnie musiała jechać ze mną do cyrku. – konkretniej lecieć ale była to nikomu niepotrzebna wiedza. – Mm... czy mógłbym się czegoś napić?– zapytał, nie precyzując czego, bo i tak przecież nadużywał ich gościnności.
– Niko... – uśmiechnął się gdy zobaczył chłopaka. Cieszył się, że pokiereszował go zdecydowanie mniej niż on jego, bo widać że spokojnie mógł przemieszczać się o własnych siłach. To było kojące, nawet jeśli kuło mocno w ego McGonagalla. To nigdy nie czuło się jakoś dobrze, więc był nawykły do tego kłucia bardziej nawet niż do ataku roślin podlegających prawom klątwy, którą nosił w sercu.
– Dobrze, ja... przepraszam Niko. Nie myślałem, że tak będzie wyglądać nasze kolejne spotkanie. Miałem przecież wpaść za dzień dwa przejrzeć zagrody i pognębić wasze korniki, a tu taki no... klops. – próbował się podnieść, ale od razu poczuł rwanie, więc opadł na poduszki uśmiechając się blado. – Masz świetny zgryz. Duże... duże szczęki, nigdy nie widziałem niedźwiedzia z tak bliska – przyznał w końcu. – W Anglii wszystkie wybito wiele lat temu i moja matka, żebym mógł przyjmować tę formę specjalnie musiała jechać ze mną do cyrku. – konkretniej lecieć ale była to nikomu niepotrzebna wiedza. – Mm... czy mógłbym się czegoś napić?– zapytał, nie precyzując czego, bo i tak przecież nadużywał ich gościnności.