25.05.2024, 01:54 ✶
Fox posłał Astarothowi krzywy uśmieszek. I nawet nie udawał, że całkiem spodobała mu się myśl, by nie musiał płynąć na wyspę sam, ale miał towarzysza. Jako mugol nic nie wiedział o tym, że właśnie zaprosił na łódkę wampira a jako człowiek, który czuł, że sam postępuje nierozważnie, nie miał nic przeciwko temu, by ich mała wyprawa pozostała utrzymana w tajemnicy.
Kiwnął głową.
- Dobra – odpowiedział szybko, przystając na warunki. – Nie przejmuj się. Nie jestem pijany. Nie mam zamiaru kąpać się w środku nocy w jeziorze – zażartował, mylnie zakładając, że stąd wynikało drugie zastrzeżenie Astarotha.
Całkiem zwinnie wszedł na łódkę a potem zasiadł przy wiosłach. Mulder czekał, aż jego towarzysz skończy z odwiązywaniem cumy i sam wejdzie na łódkę. Zaraz po tym, zamierzał – zgodnie z obietnicą – zacząć wiosłować w stronę wyspy.
- Słyszałem o przynajmniej kilku zaginięciach – odpowiedział powoli, jakby nie do końca pewien, o co właściwie został zapytany. – Jestem funkcjonariuszem NCA i akurat zajmuję się zaginięciami, które miały tu miejsce. Ale szczerze wątpię, czy chciałbyś usłyszeć co sądzę na temat tego, co dzieje się w Ośrodku Windermere. – Zabrzmiało to jak ponury żart, ale ton głosu Foxa wskazywał raczej na głębokie rozczarowanie niż wesołkowatość.
Mugol rzeczywiście potrafił wiosłować. Astaroth dostrzegł po raz kolejny płomienie na wyspie. Było w nich coś niepokojącego. Jakby jednocześnie płonął tam jakiś stos i jakby żadnego stosu nie było. Czy to była zasługa jakiejś magii czy pagórków, którymi stała wyspa, na którą płynęli? Wampir czuł, że w wodzie znajdowały się nieprzychylne im trytony. Póki jednak co, kryły się gdzieś w głębinach i chyba nie planowały ataku.
- Astaroth. As – Mulder zmarszczył brwi. – Masz rzadkie imię. – Tak, jakby Foxów było całe zatrzęsienie. – A moja broń… obiecuję, że użyję jej tylko wtedy, gdyby coś próbowało nas zaatakować.
Wampir znowu dostrzegł światło płomieni. Znajdowali się coraz bliżej wyspy. Jeszcze kilka metrów i będą mogli wyjść z łódki i przeciągnąć ją na brzeg.
- Dziwne. Nie czuję żadnego dymu i już nie widzę ognia - rzucił z rozczarowaniem w głosie Mulder.
Za to Astaroth... Astaroth zobaczył ogień całkiem wyraźnie. To rzeczywiście był stos. I ktoś na nim płonął.
Kiwnął głową.
- Dobra – odpowiedział szybko, przystając na warunki. – Nie przejmuj się. Nie jestem pijany. Nie mam zamiaru kąpać się w środku nocy w jeziorze – zażartował, mylnie zakładając, że stąd wynikało drugie zastrzeżenie Astarotha.
Całkiem zwinnie wszedł na łódkę a potem zasiadł przy wiosłach. Mulder czekał, aż jego towarzysz skończy z odwiązywaniem cumy i sam wejdzie na łódkę. Zaraz po tym, zamierzał – zgodnie z obietnicą – zacząć wiosłować w stronę wyspy.
- Słyszałem o przynajmniej kilku zaginięciach – odpowiedział powoli, jakby nie do końca pewien, o co właściwie został zapytany. – Jestem funkcjonariuszem NCA i akurat zajmuję się zaginięciami, które miały tu miejsce. Ale szczerze wątpię, czy chciałbyś usłyszeć co sądzę na temat tego, co dzieje się w Ośrodku Windermere. – Zabrzmiało to jak ponury żart, ale ton głosu Foxa wskazywał raczej na głębokie rozczarowanie niż wesołkowatość.
Mugol rzeczywiście potrafił wiosłować. Astaroth dostrzegł po raz kolejny płomienie na wyspie. Było w nich coś niepokojącego. Jakby jednocześnie płonął tam jakiś stos i jakby żadnego stosu nie było. Czy to była zasługa jakiejś magii czy pagórków, którymi stała wyspa, na którą płynęli? Wampir czuł, że w wodzie znajdowały się nieprzychylne im trytony. Póki jednak co, kryły się gdzieś w głębinach i chyba nie planowały ataku.
- Astaroth. As – Mulder zmarszczył brwi. – Masz rzadkie imię. – Tak, jakby Foxów było całe zatrzęsienie. – A moja broń… obiecuję, że użyję jej tylko wtedy, gdyby coś próbowało nas zaatakować.
Wampir znowu dostrzegł światło płomieni. Znajdowali się coraz bliżej wyspy. Jeszcze kilka metrów i będą mogli wyjść z łódki i przeciągnąć ją na brzeg.
- Dziwne. Nie czuję żadnego dymu i już nie widzę ognia - rzucił z rozczarowaniem w głosie Mulder.
Za to Astaroth... Astaroth zobaczył ogień całkiem wyraźnie. To rzeczywiście był stos. I ktoś na nim płonął.